Kobieta zarzuty odpiera i twierdzi, że są absurdalne. Kiedy lata temu kupowała posiadłość, miała nie być świadoma, że 2 kilometry dalej jest rozległa baza wojskowa. Jedna z najbardziej unikalnych na świecie, bo mająca postać ogromnego podziemnego kompleksu z wykutymi w skałach dokami dla okrętów. Rosjanka twierdzi też, że jej mąż nie ma nic wspólnego z nieruchomością – choć władze Szwecji już go przyłapały na tym, że zatajał, iż faktycznie żyje w tym kraju.
Skryty milioner z problemami
O rozległej nieruchomości w pobliżu bazy Musko zrobiło się głośno już w 2023 roku, kiedy szwedzki dziennik „Expressen” ujawnił, iż została ona nabyta przez rosyjskiego biznesmena robiącego interesy z państwowymi koncernami Rosji. Posiadłość wywołała zainteresowanie dziennikarzy po zaostrzeniu relacji z Rosją po jej inwazji na Ukrainę oraz serii podobnych przypadków w Finlandii. Tam władze też podejmowały działania przeciw Rosjanom kupującym nieruchomości w strategicznych miejscach i w pobliżu baz wojskowych, choć nigdy nie doszło tam do wywłaszczeń czy oficjalnego stwierdzenia zagrożenia bezpieczeństwa państwa. Jednak zdaniem fińskich i szwedzkich polityków oraz ekspertów, tego rodzaju przypadki budowania przez obywateli rosyjskich rozległych willi w pobliżu obiektów strategicznych powinny budzić niepokój.
– Postrzegam Rosję jako pod wieloma względami wrogą siłę, która prowadzi szeroko zakrojone działania wywiadowcze w naszym kraju. Wobec tego nie można po prostu ignorować tego rodzaju sytuacji – komentował dla „Expressen” w 2025 roku Peter Hultqvist, przewodniczący Komitetu Obrony w szwedzkim parlamencie. Gazeta opisywała wówczas, że na terenie posiadłości zakupionej przez Rosjan w 2017 roku, rozpoczęły się prace budowlane. Dziennikarzom udało się wówczas skontaktować i chwilę porozmawiać z formalną właścicielką oraz inwestorką, Tatianą Sazanową. Kobieta zamieszkała w Szwecji już w latach 90. i od 2003 roku ma szwedzkie obywatelstwo. W 2004 roku wyszła za mąż za Stanisława Aleszczenko, biznesmena z Moskwy.
Kobieta w rozmowie twierdziła, że wszystkie podejrzenia co do jej intencji odnośnie posiadłości są absurdalne. Miała kupić ją sama w 2017 roku, nie będąc świadoma, co znajduje się 2 kilometry dalej. – Długo szukałam i przypadkiem trafiłam akurat na nieruchomość tam. Teraz już wiem, że to był bardzo nieszczęśliwy przypadek. Chcę jednak dokończyć budowę, bo już dużo w nią zainwestowałam. Jak skończę, to zastanowię się, co z tym zrobić – mówiła. Nie chciała jednak odpowiedzieć na pytanie o to, czy ciągle ma obywatelstwo rosyjskie.
Na temat zarówno Sazanowej, jak i Aleszczenki jest bardzo mało informacji w sieci. Jego samego szwedzkie media opisują jako „powiązanego z Kremlem”. Brak jednak konkretnych danych na ten temat. Wiadomo, że prowadzi interesy w Moskwie od początku wieku w bardzo różnych branżach: począwszy od przemysłu i produkcji maszyn dla państwowego koncernu Rosatom, przez lokalne ciepłownictwo i handel maszynami, po logistykę, nieruchomości i handel tekstyliami. Nie ma jednak dostępnych żadnych informacji na temat jego ewentualnych powiązań z Kremlem czy kręgiem Władimira Putina. Nie jest jednym z czołowych oligarchów. Ma mieć też obywatelstwo Cypru i Bułgarii.
Sazanowa i Aleszczenko od lat twierdzili, że mężczyzna mieszka na stałe w Rosji. Miał jedynie okazyjnie odwiedzać rodzinę w Szwecji. Szwedzki urząd skarbowy nabrał jednak podejrzeń i wszczął dochodzenie. Dzięki informacjom pozyskanym od szwajcarskich władz i banków ustalono, że Rosjanin faktycznie przez lata mieszkał w Szwecji, spędzając tam więcej czasu niż w Rosji. Zgodnie z prawem oznaczało to, że Aleszczenko był rezydentem podatkowym Szwecji. Uznano to więc za unikanie podatków i ukrycie niemal 700 milionów koron dochodów (271,8 milionów złotych). Szwedzkie media pisały, że w ramach jednego z postępowań nałożono na niego obowiązek zapłaty zaległych 224 milionów koron podatków (87 milionów złotych). Na ten poczet na pewien czas zajęto nieruchomość obok bazy i kilka innych w Sztokholmie. Rosjanin uregulował jednak zaległość i odzyskał kontrolę nad swoją własnością.
Rosjanie już prowadzą kampanię dywersji i sabotażu na terytorium państw NATO. Posuwają się już do prób ataków przy pomocy dronów. Tak jak ten na lotnisku w niemieckim Lipsku – opisuje na Wyborcza.pl Bartosz Wieliński.
Jedyna taka baza w Szwecji
Do dzisiaj powstała na niej rozległa willa o powierzchni 600 metrów kwadratowych z własną przystanią dla łodzi. Teraz wojsko chce ją przejąć, korzystając ze starego prawa z lat 70. Pozwala ono wywłaszczyć nieruchomość na cele obronności. W tym przypadku stosowny wniosek do rządu skierowała Agencja ds. Fortyfikacji. Stwierdzono w nim, że nieruchomość Rosjan ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa bazy w Musko, zwłaszcza kontekście rozwoju technologii dronów i zabezpieczenia przed nimi. We wniosku jest też podkreślane, że właściciel nieruchomości ma obywatelstwo rosyjskie. – Nieruchomość jest jedną z kluczowych dla zapewnienia skutecznej obrony bazy w Musko, zwłaszcza przeciw bezzałogowcom. Tylko ona nie jest w rękach sił zbrojnych – napisano w uzasadnieniu. – Bezpieczeństwo wymaga, abyśmy działali i nie akceptowali ryzyka, jakie niesie z sobą to, kto obecnie posiada tę nieruchomość. Obecna sytuacja nie przynosi korzyści Szwecji i NATO, ale Rosji – stwierdził generał-porucznik Carl-Johan Edstrom, szef Agencji ds. Fortyfikacji.
Wniosek musi teraz rozpatrzyć rząd i wydać ewentualną zgodę na wywłaszczenie. Szwedzkie władze równocześnie prowadzą prace nad prawem, które pozwalałoby na to samo, ale tylko z samego faktu posiadania obywatelstwa państwa uznawanego za nieprzyjazne. Na jego mocy mogłyby być przejmowane nieruchomości blisko obiektów strategicznych. Na razie nie zostało jednak przyjęte.
Baza w Musko jest obecnie główną bazą szwedzkiej marynarki wojennej. Tam mieści się jej dowództwo. Zbudowano ją na początku zimnej wojny w ścisłej tajemnicy, w celu przeniesienia głównej bazy floty z odległego o 40 kilometrów Sztokholmu. Jest bardzo nietypowa, ponieważ w znacznej części mieści się pod ziemią. W wysokich skalistych brzegach wyspy Musko wykuto całe podziemne miasto, które miało chronić okręty nawet przed atakiem broni jądrowej. Szczegółowe informacje na temat kompleksu do dzisiaj pozostają niejawne. Wiadomo, że jego budowa trwała od 1950 roku do 1969 roku i kosztowała 300 milionów koron (po uwzględnieniu inflacji około 2,5 miliarda współczesnych złotych). Obiekt jest opisywany jako „bardziej rozległy niż stare miasto w Sztokholmie” i że podczas jego budowy wydobyto 1,5 miliona metrów sześciennych skał. Maksymalna obsada obiektu ma liczyć 2000 ludzi. Największy z 4 podziemnych doków ma mieć 250 metrów długości. Służą one nie tylko do ochrony okrętów przed atakiem z powietrza, ale też jako stocznia remontowa, gdzie mogą być prowadzone naprawy. Obok samego podziemnego obiektu jest klasyczna baza floty z licznymi nabrzeżami dla okrętów i innymi budynkami. Na jej potrzeby powstała pierwsza droga na wyspę Musko, włącznie z długim na 3 kilometry podmorskim tunelem.
Po zakończeniu zimnej wojny w celu cięcia kosztów Szwedzi postanowili zrezygnować z podziemnej budowli. W 2005 roku formalnie ją zamknięto i skupiono się tylko na bazie w Karlskronie. Na Musko pozostała ograniczona obecność floty, a podziemną stocznię przejęła firma prywatna, dalej przy jej pomocy świadcząc usługi dla wojska. W tym okresie ziemię pod swoją obecną posiadłość kupili Rosjanie. Bazę otworzono jednak na nowo w 2019 roku, kiedy uznano wcześniejszą decyzję za błędną, zwłaszcza w obliczu pogorszenia się relacji z Rosją. Szybko na Musko wróciło dowództwo floty. Dzisiaj formalnie jest to jej najważniejsza baza.












