Skrócenie tygodnia pracy nie musi oznaczać automatycznie przejścia na cztery dni. Brytyjska firma konsultingowa Lumen zdecydowała się na inny eksperyment. Zatrudnieni mają do przepracowania 32 godziny tygodniowo, ale sami decydują, w jakie dni i w jakich godzinach będą wykonywać swoje obowiązki.
To rozwiązanie różni się od klasycznego modelu czterodniowego tygodnia. Firma nie wyznacza pracownikom dodatkowego dnia wolnego ani nie wymaga czterech ośmiogodzinnych zmian. Najważniejsze jest wykonanie ustalonego tygodniowego wymiaru czasu pracy.
32-godzinny tydzień pracy na własnych zasadach
Pracownicy Lumen mogą rozłożyć obowiązki na dwa, trzy lub cztery dni, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby pracowali przez pięć, sześć, a nawet siedem dni w tygodniu. W tym ostatnim przypadku poszczególne dni pracy są po prostu odpowiednio krótsze.
Firma zrezygnowała również ze sztywnego określania godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy. Dzięki temu zatrudnieni mogą dopasować harmonogram do swoich indywidualnych potrzeb i samodzielnie zdecydować, w jaki sposób wykorzystają dostępne 32 godziny.
Niektórzy pracownicy wybrali niedzielę
Po trzech miesiącach testów okazało się jednak, że swoboda nie doprowadziła do radykalnej zmiany przyzwyczajeń zatrudnionych. Większość pracowników nadal wykonywała obowiązki w zbliżonych do wcześniejszych godzinach. Zmiany w harmonogramach były stosunkowo niewielkie i wynikały przede wszystkim z indywidualnych potrzeb.
Część osób zdecydowała się jednak na mniej typowe rozwiązania. Niektórzy dobrowolnie wybierali pracę w niedzielę. Model pozwala bowiem samodzielnie ustalić zarówno liczbę dni pracy, jak i długość poszczególnych zmian.
Firma nie chce zarządzać każdym dniem pracownika
Dyrektor generalny Lumen Aled Nelmes uważa, że przedsiębiorstwa zbyt często próbują szczegółowo kontrolować codzienny harmonogram swoich pracowników. Jego zdaniem nie ma powodu, aby zakładać, że wszyscy zatrudnieni muszą wykonywać obowiązki w identyczny sposób, aby zachować produktywność.
Eksperyment ma więc sprawdzić nie tylko konsekwencje skrócenia czasu pracy, ale również znacznie większej autonomii pracowników. Zamiast decydować, kiedy zatrudniony ma pojawić się w pracy, firma określa przede wszystkim liczbę godzin, które powinien przepracować.
Inne podejście niż czterodniowy tydzień
Dyskusja o krótszym czasie pracy najczęściej skupia się na czterodniowym tygodniu. Takie rozwiązania były już testowane m.in. w Islandii i Wielkiej Brytanii. Belgia umożliwiła natomiast rozłożenie standardowego wymiaru czasu pracy na cztery dni.
Lumen poszedł w przeciwnym kierunku: zamiast zmniejszać liczbę dni, ograniczył liczbę godzin i pozostawił pracownikom decyzję o ich rozłożeniu. W efekcie skrócony tydzień może dla jednej osoby oznaczać cztery dni pracy, a dla innej nawet siedem krótkich dni. Po pierwszych trzech miesiącach pracownicy w większości nie zdecydowali się jednak na rewolucję w swoich dotychczasowych harmonogramach.












