Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Benzyna już staniała do 6,60 zł za litr, ale prezydent przekonywał wcześniej, że gdyby marszałek Czarzasty nie blokował jego autorskiego projektu, paliwo mogłoby by być jeszcze tańsze. Czy pomysł prezydenta na obniżkę cen dla polskich kierowców był pana zdaniem dobry?
Prof. Ryszard Bugaj: Nie, był wątpliwy. Myślę, że Karol Nawrocki kształtował swoje publiczne zachowania w oparciu o sugestie doradców, działając w przekonaniu: „skoro wszyscy tak mówią, to pewnie tak jest”. Sam pomysł, by odgórnie rekompensować ludziom skutki tego, co dzieje się na rynkach paliwowych, wcale nie jest oczywisty.
Dlaczego?
Wielu ekonomistów podnosi alarmujące głosy co do zasadności takich działań. A jeśli już to robić, to z całą pewnością selektywnie. Przy podejściu, które zastosowano, poniesiemy ogromne koszty, ponieważ udzielamy wsparcia również grupom najzamożniejszym. To przecież oni jeżdżą dwutonowymi SUV-ami zużywającymi 15 litrów paliwa i to oni robią najwięcej kilometrów.
Pamiętajmy jednak o jeszcze jednym: paliwa w Polsce są wciąż relatywnie tanie na tle Europy. Nieprzypadkowo Niemcy przyjeżdżają do nas tankować i zapewne nadal będą to robić.
Co rząd pominął?













