Paweł Kozanecki został w marcu skazany prawomocnie za spowodowanie wypadku na drodze Barczewo-Jeziorany, w którym zginęły dwie kobiety. Sąd Okręgowy w Olsztynie złagodził wyrok sądu I instancji (w kwietniu 2025 r. Paweł K. dostał w I instancji wyrok dwóch lat więzienia i pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów) i skazał mężczyznę na rok i sześć miesięcy więzienia oraz czteroletni zakaz prowadzenia pojazdów.
Paweł Kozanecki nie stawił się w zakładzie karnym w celu odbycia kary, w związku z czym pod koniec kwietnia policja wystawiła za nim list gończy. O wypadku pod Barczewem zrobiło się głośno, gdy Kozanecki, który z zawodu jest adwokatem, nagrał i opublikował w internecie film, w którym stwierdził, że wypadek był konfrontacją bezpiecznego samochodu z „trumną na kółkach”.
List do kancelarii
Jak informuje „Fakt”, Kozanecki napisał list do kancelarii reprezentującej rodziny ofiar. – Pisał w nim, że jest ofiarą nagonki medialnej od pięciu lat, nie może przez to pracować ani w swojej branży, ani w żadnej innej. Nie napisał, że nie zapłaci poszkodowanym, ale że na razie nie ma pieniędzy. Powinniśmy mu pomagać, by dostał „bransoletę”, bo jeśli będzie na wolności, to pójdzie do pracy na budowę i będzie mógł zarobić pieniądze – powiedział tabloidowi adwokat rodziny Karol Rogalski.
Z kolei Wirtualna Polska dotarła do osób, które twierdzą, że widziały Kozaneckiego w Dziwnowie. – Proszę to upublicznić. Oby to pomogło zmobilizować służby do sprawniejszego działania. Tydzień temu Paweł Kozanecki był w Dziwnowie nad Bałtykiem. Prawdopodobnie ma tam rodzinę, są dwa adresy, które policja powinna sprawdzić – przekazała osoba, która prosiła o anonimowość.
Poproszona o komentarz policja przekazała, że analizuje informacje. – Wpływa do nas wiele informacji na temat poszukiwanego. Na tym etapie mogę tylko powiedzieć, że analizujemy je, a sprawą intensywnie zajmują się policjanci wydziału kryminalnego – powiedział nam kom. Adam Dembiński z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.
Redagowała Kamila Cieślik












