-
Minister zapowiedział, że system alertów RCB będzie usprawniany i do końca roku mają zostać wdrożone nowe rozwiązania.
-
Rząd pracuje nad aplikacją, systemem self-broadcastingu oraz możliwością zdalnego uruchamiania syren alarmowych.
-
W niedzielę w województwie lubelskim część mieszkańców otrzymała tylko drugą wiadomość o zakończeniu zagrożenia z powodu krótkotrwałego realnego niebezpieczeństwa.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Marcin Kierwiński był pytany, czy alerty RCB będą działały skuteczniej. – Będą działały lepiej. Cały czas pracujemy nad systemem, by działał w sposób optymalny, a Polacy byli informowani o każdym zagrożeniu w sposób właściwy – zapewnił na falach Radia Zet szef MSWiA.
– Pracujemy nad innymi rozwiązaniami, nad aplikacją, systemem self-broadcastingu, większym wykorzystaniem Regionalnych Systemów Ostrzegania – wyliczył.
Kierwiński zapytany, kiedy nowe rozwiązania mogą wejść w życie, odparł: – Aplikację chcemy uruchomić do końca roku, system self-broadcastingu pewnie zajmie nam kilka dodatkowych miesięcy, bo wymaga są nakłady po stronie operatorów – dodał.
Minister zapowiedział również, że rząd pracuje nad rozwiązaniem pozwalającym na zdalne uruchamianie syren alarmowych. – Dziś mamy ponad 25 tys. syren, z czego prawie 80 proc. z nich jest niezdolna do tego, by być uruchomiona w sposób zdalny. Będzie też aplikacja uruchamiająca syreny alarmowe automatycznie. Te, które mogą być uruchomione automatycznie – uściślił.
Zamieszanie z alertami RCB. Nie wszyscy dostali wiadomość
Problemy z działaniem alertów RCB ujawniły się w niedzielę w województwie lubelskim. Chwilę po godzinie 15 tamtejsi mieszkańcy otrzymali ostrzeżenie przed trwającym, zmasowanym atakiem rosyjskim na terytorium zachodniej Ukrainy.
Zaledwie kilka minut później na telefony przyszła kolejna wiadomość. Tym razem informowano mieszkańców Lubelszczyzny o zakończeniu ataku i braku zagrożenia dla Polski.
Tak szybkie odwołanie ostrzeżeń wywołało zamieszanie. Okazało się również, że niektórzy mieszkańcy Lubelszczyzny otrzymali jedynie drugą wiadomość o zakończeniu zagrożenia.
Według Kierwińskiego powodem zamieszania było to, że realne zagrożenie występowało bardzo krótko. – Informacje otrzymujemy od Sił Zbrojnych i czasami zdarzają się sytuacje, że zagrożenie jest bardzo, bardzo krótkie i czasami nie wszystkie SMS-y zostaną na dane terytorium wysłane – stwierdził.
Podobnie sytuację tłumaczyła w niedzielę rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka. Również zwracała uwagę, że oba alerty pojawiły się w krótkim odstępie czasu, przez co część operatorów mogła nie zdążyć wysłać pierwszego alertu przed nadejściem drugiego.
-
Wojska Obrony Terytorialnej podniosły gotowość. Komunikat ministra
-
Stopnie alarmowe 2. i 3. stopnia w Polsce. Premier podjął decyzję


