-
Generał Alexus Grynkewich może objąć dowództwo misji pokojowej w Ukrainie, co ma wzmocnić gwarancje bezpieczeństwa dla Kijowa.
-
Część europejskich państw i polityków wykazuje sceptycyzm wobec realizacji planu z powodu niepewności co do reakcji Rosji.
-
Wśród omawianych rozwiązań wymienia się m.in. udział żołnierzy europejskich oraz konieczność obecności amerykańskich kontrahentów budujących fortyfikacje.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Część gwarancji dotyczy nadzoru nad przestrzenią powietrzną Ukrainy, szkoleń ukraińskich żołnierzy i misji zabezpieczenia handlu na Morzu Czarnym. Natomiast „Telegraph” zwraca uwagę, że Europie „brakuje doświadczenia w koordynowaniu dużych misji wojskowych”.
Dlatego sojusznicy mogą zdecydować, że nadzór nad operacją obejmie generał amerykański. Według brytyjskiego dziennika kandydatem na to stanowisko jest Alexus Grynkewich – obecny dowódca sił NATO w Europie. Biały Dom zatwierdził jego udział w ostatnim etapie prac planistycznych. „Telegraph” zaznacza, że strona europejska uznała to za przejaw poparcia dla gwarancji bezpieczeństwa.
Najważniejszym elementem gwarancji ma być odbudowa ukraińskiej armii i przebudowa jej głównej formy odstraszania przed atakami Rosji. Uzbrojenie i wyszkolenie żołnierzy miałoby spoczywać na krajach europejskich. To jednak nie wszystko, bo Kijów dalej kupowałby broń z USA, ale za pieniądze Europy.
Gwarancje bezpieczeństwa. Chcą „amerykańskich paszportów”
Donald Trump nadal nie chce wysyłać do Ukrainy żołnierzy amerykańskich. Według „Telegrapha” ma jednak prowadzić rozmowy o możliwości wykorzystania kontrahentów z USA, którzy odpowiadaliby za budowę fortyfikacji lub baz wojskowych.
Taki scenariusz zadowala urzędników brytyjskich. Według informatorów gazety amerykańskie paszporty w Ukrainie „skutecznie odstraszą Putina”.
Ukraina. Problem ze strefą zdemilitaryzowaną
Nierozwiązaną na razie kwestią pozostaje też sprawa zdemilitaryzowanej strefy bojowej. Miałaby oddzielać wojska ukraińskie i rosyjskie. „Telegraph” opisuje scenariusz, w którym Wołodymyr Zełenski zażąda, by stacjonowali tam Europejczycy. Tymczasem Władimir Putin chce jako gwarant bezpieczeństwa wykorzystać armię chińską.
Zaangażowaniu Pekinu mają sprzeciwiać się kraje europejskie, jak i Ukraina. Jest też koncepcja, według której państwa europejskie byłyby rozmieszczone głębiej na terytorium Ukrainy, na trzeciej linii obrony. W ten sposób Europa chce pokazać Ukraińcom, że sojusznicy będą walczyli w razie ataku Rosji – twierdzi jeden z rozmówców dziennika.
Gazeta podkreśla, że w kuluarowych rozmowach europejscy urzędnicy zaznaczają, że gwarancje bezpieczeństwa i wysłanie wojsk ma sens jedynie przy udziale Stanów Zjednoczonych. W tym kontekście głównym żądaniem Europy ma być rozmieszczenie myśliwców i rakiet w Polsce i Rumunii, by możliwa była odpowiedzieć na pierwsze oznaki rosyjskiej agresji.
Co zrobi Putin? Europa jest sceptyczna
Pojawiają się też głosy sceptyczne, jeśli chodzi o podejście Moskwy. „Wśród europejskich urzędników panuje przekonanie, że plany gwarancji bezpieczeństwa nigdy nie ujrzą światła dziennego, ponieważ nie mają oni pewności, czy Putin w ogóle będzie gotowy zgodzić się na zawieszenie broni” – opisuje brytyjski dziennik.
Jak donosi „Telegraph”, wielu polityków uważa, że przywódca Rosji wprowadza Trumpa świadomie w błąd, przeciągając tym samym czas trwania wojny, aby zdobyć więcej ukraińskiego terytorium.