Samochód amerykańskiego ambasadora pod Pałacem Prezydenckim
W środę (11 lutego) dziennikarz TVN24, Artur Molęda, opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie samochodu wyjeżdżającego z Pałacu Prezydenckiego. „Auto ambasadora Stanów Zjednoczonych właśnie wyjechało z Pałacu Prezydenckiego” – napisał. Zwrócił uwagę, że zauważył pojazd na dwie godziny przed rozpoczęciem posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, na którym poruszony ma być temat Włodzimierza Czarzastego. Ambasador Tom Rose w ostatnim czasie wszedł w konflikt z marszałkiem Sejmu. Zdjęcie opublikowane przez dziennikarza wywołało sporo zamieszania. „Przyjechały instrukcje. Ciekawe, czy ambasador USA przywiózł też prezydentowi jakąś teczkę…” – napisał Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy. „Najpierw ambasador ustala, z którym konstytucyjnym organem Stany będą miały kontakty w Polsce, a teraz co? Pilnuje, żeby na RBN zabezpieczyć amerykańskie interesy? Mottem PiS-u i prezydenta powinno być: Na kolana i do Amerykana” – skomentowała wicemarszałkini Senatu, Magdalena Biejat. „Podstawowe fakty: co? auto, czyje auto? ambasadora, co zrobiło auto? wjechało, kiedy auto wjechało? Dwie godziny przed RBN. Ale zrozumiałe jest to natychmiastowe tłumaczenie” – czytamy we wpisie dziennikarki, Dominiki Długosz.
Kancelaria wyjaśnia powód wizyty ambasadora
Głos w sprawie zabrali także przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP. „W związku z wizytą w Polsce dziś w Kancelarii Prezydenta RP doszło do spotkania podsekretarz stanu Agnieszki Jędrzak z Sarah B. Rogers, podsekretarz stanu w administracji amerykańskiej, odpowiedzialną za dyplomację publiczną. W spotkaniu wziął także udział amerykański ambasador Tom Rose. Spotkanie dotyczyło współpracy przy realizacji projektów związanych z polityką pamięci, za które w Kancelarii Prezydenta odpowiada m.in. Agnieszka Jędrzak” – poinformował rzecznik Karola Nawrockiego, Rafał Leśkiewicz. „Polecam szczególnie red. Arturowi Molędzie, który szuka sensacji tam, gdzie jej nie ma. A wystarczyło zapytać” – dodał. Podobne informacje przekazał także Marcin Przydacz. „Warto sprawdzać podstawowe fakty, zanim się zacznie snuć teorie i dezinformować. Na tym polega dziennikarstwo” – stwierdził szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta. Odpowiedział także na wpis Dominiki Długosz. „Podstawowe fakty: kto? Pani Dominika Długosz? Dla kogo pracuje? dla mediów będących w rękach m.in. niemieckich. Co robi? Pisze krytyczne materiały o polskim Prezydencie. Kiedy? W różnym czasie, ale też w czasie napięć niemiecko-polskich. Fakty, prawda? Fajnie?” – napisał. Z kolei do komentarza Magdaleny Biejat odniósł się Paweł Szefernaker, szef Gabinetu Prezydenta. „Niech się pani nie kompromituje” – zwrócił się do senatorki. Jak się okazuje, Sarah B. Rogers spotkała się nie tylko z ludźmi prezydenta. „Sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji Dariusz Standerski spotkał się z Sarah B. Rogers, podsekretarzynią stanu amerykańskiej administracji ds. dyplomacji publicznej. Rozmowy dotyczyły wsparcia innowacji i rozwoju gospodarki cyfrowej, współpracy w obszarze bezpieczeństwa oraz znaczenia spójnych i jednolitych regulacji w Unii Europejskiej” – poinformowało Ministerstwo Cyfryzacji.
Kim jest Sara B. Rogers? „Twarz wrogości Białego Domu wobec europejskich demokracji liberalnych”
Sarah B. Rogers od października ubiegłego roku jest podsekretarzynią stanu ds. dyplomacji publicznej. To jedno z najważniejszych stanowisk w amerykańskiej dyplomacji, utworzone w celu zacieśniania relacji między Stanami Zjednoczonymi a opinią publiczną w innych krajach (w przeciwieństwie do tradycyjnej dyplomacji skierowanej do rządów). Jest doświadczoną prawniczką oraz – jak opisuje Departamentu Stanu USA – „aktywistką na rzecz wolności słowa”. Według „The Guardian” Rogers stała się „twarzą narastającej wrogości Białego Domu wobec europejskich demokracji liberalnych” i „aktywnie wspiera ruchy prawicowe na kontynencie”. Urzędniczka buduje sojusze z europejską prawicą m.in. poprzez bezpośrednie spotkania z politykami. Do tej pory spotkała się np. z przedstawicielami partii Reform UK czy Markusem Frohnmaierem, posłem Alternative für Deutschland (AfD), który był oskarżany o powiązania z Rosją. Rogers jest również bardzo aktywna w mediach społecznościowych, które wykorzystuje do nagłaśniania przekazów skrajnej prawicy z Europy, np. w jednym z wpisów określiła imigrantów w Niemczech jako „barbarzyńską hordę gwałcicieli”. W sieci powiadała się także krytycznie o europejskiej ustawie o usługach cyfrowych (DSA) oraz o brytyjskiej ustawie o bezpieczeństwie sieci, które nazywa próbą „rozszerzenia cenzury w Europie i na całym świecie”.
Media: Amerykańska administracja chce finansować europejskie think tanki powiązane z MAGA
Tymczasem jak donosi „Financial Times”, Departament Stanu USA ma planować wsparcie finansowe dla europejskich think tanków i organizacji pozarządowych „powiązanych z ruchem MAGA”. Według ustaleń gazety Sarah B. Rogers udała się w tym celu w grudniu do Europy, gdzie miała spotkać się z kluczowymi, prawicowymi organizacjami. Miała także rozmawiać z politykami Reform UK Nigela Farage’a na temat finansowania działań na rzecz „szerzenia amerykańskich wartości”. Oficjalnie ma to być związane z obchodami 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych. Gazeta rozmawiała z jednym z brytyjskich polityków, którzy uczestniczyli w spotkaniu z Rogers. Stwierdził on, że urzędniczka „dysponowała funduszem z Departamentu Stanu, aby wprowadzać w różnych miejscach działania w duchu MAGA” i chciała finansować organizacje, które mogłyby „podważać działania rządów” w państwach europejskich. – Administracja Trumpa ma osobisty interes we wzmacnianiu ruchów antydemokratycznych za granicą, ponieważ pomaga to w realizacji jej własnych planów, a jednocześnie legitymizuje te podmioty i ich działania – oceniła Léonie de Jonge, profesorka Uniwersytetu w Tybindze zajmująca się badaniami nad skrajnie prawicowym ekstremizmem, w rozmowie z „The Guardian”.
Przeczytaj także: Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Nawrocki: Narasta ostatnio zbyt wiele pytań
Źródła: x.com, „Financial Times”, „The Guardian”












