W piątek (10 kwietnia) wieczorem do Pakistanu przybyła już delegacja irańska, w skład której wchodzą wysocy rangą urzędnicy polityczni, wojskowi i ekonomiczni, w tym minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi, sekretarz Rady Obrony, prezes banku centralnego i kilku członków parlamentu, w tym jego przewodniczący Mohammad Bager Ghalibaf. Rozmowy w Pakistanie mają być pierwszym bezpośrednim spotkaniem przedstawicieli USA i Iranu od wybuchu wojny 28 lutego. Agencja Reutera podaje, że Teheran postrzega Vance’a jako polityka bardziej skłonnego do szukania porozumienia niż inni bliscy współpracownicy Trumpa. Taka ocena nie oznacza jednak, że wiceprezydent przyjmie łagodniejsze stanowisko. Według źródeł agencji ostateczną decyzję w sprawie warunków ewentualnego porozumienia i tak podejmie sam Trump.
Iran liczy na Vance’a
Reuters opisuje, że część irańskich rozmówców miała sygnalizować chęć negocjowania właśnie z Vancem. Jeden z urzędników Białego Domu to potwierdził, choć nie podał powodów. Inni przedstawiciele administracji odrzucali takie sugestie i przekonywali, że to element irańskiej propagandy.
Sam Vance przed wylotem do Pakistanu deklarował gotowość do rozmów, ale z wyraźnym zastrzeżeniem. – Z pewnością jesteśmy gotowi wyciągnąć otwartą dłoń – powiedział. Jednocześnie zaznaczył, że jeśli Iran będzie próbował grać na czas lub oszukiwać, amerykańska delegacja nie będzie na to podatna.
W Islamabadzie spotkają się politycy o wyższej randze
Według Reutersa po stronie irańskiej w rozmowach ma uczestniczyć przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, a także minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi. Dla części administracji Trumpa właśnie Ghalibaf miał być w ostatnich tygodniach preferowanym partnerem do rozmów, bo uchodzi za polityka bardziej pragmatycznego. Po stronie amerykańskiej obok Vance’a mają się pojawić także Jared Kushner i specjalny wysłannik Steve Witkoff. Reuters zaznacza jednak, że irańscy przywódcy podchodzą do obu z dużą nieufnością po wcześniejszych, nieudanych próbach rozmów. To również ci dwaj ludzie Trumpa byli kluczowymi postaciami w negocjacjach między Rosją a Ukrainą.
Nowi negocjatorzy, stare spory
Choć obie strony mają spotkać się w składzie, który sam uznają za korzystniejszy, najważniejsze różnice pozostają bez zmian. Stany Zjednoczone deklarują, że dalsze wzbogacanie uranu przez Iran nie wchodzi w grę. Z kolei Iran publicznie nie sygnalizuje gotowości do porzucenia programu nuklearnego. Przekonywał nawet, że zawieszenie broni na to zezwala.
To sprawia, że sobotnie rozmowy obciążone są dużym ryzykiem. Reuters ocenia, że dla Vance’a może to być polityczna szansa, ale też pułapka. Sukces wzmocniłby jego pozycję w Partii Republikańskiej, lecz przeciągające się lub nieudane negocjacje mogą jeszcze mocniej powiązać go z wojną, która już odbija się na cenach paliw i inflacji.
Iran mówi o dobrych intencjach, ale nie ma zaufania
Z kolei BBC cytuje Ghalibafa. – Mamy dobre intencje, ale nie ufamy – powiedział po przylocie do Pakistanu. Podkreślał, że wcześniejsze doświadczenia z negocjacjami z USA kończyły się fiaskiem i łamaniem obietnic.
Prowadzone za pośrednictwem Pakistanu rozmowy pokojowe są efektem tego, że oba kraje zgodziły się w nocy z wtorku na sobotę na dwutygodniowe zawieszenie broni. Format negocjacji nie został potwierdzony, ale według mediów należy się spodziewać, że będą one miały podobny format do rozmów na temat irańskiego programu nuklearnego, które odbywały się przed rozpoczęciem amerykańsko-izraelskiego ataku, czyli delegacje USA i Iranu nie będą rozmawiać bezpośrednio, lecz przez pośredników.
Czytaj także: „Nie mamy paliwa, choć mamy pieniądze”. Azja płaci wysoką cenę za wojnę w Iranie – pisze Iwona Görke na Wyborcza.pl
Redagowała Kamila Cieślik












