Z pewnością nie tak wyobrażał sobie otwarcie historii w roli trenera Legii Warszawa Marek Papszun. Szkoleniowiec, który znalazł się w stolicy po głośnych przenosinach z Rakowa Częstochowa, musi ponownie przełknąć gorzką pigułkę. Warszawianie nie zmienili bowiem właściwie nic pod względem osiąganych wyników.
Legia przegrywała przed przyjściem do klubu Papszuna i… nadal ma problemy, już ze swoim nowym trenerem.
PKO BP Ekstraklasa: Legia Warszawa uratowała remis. Dublet Antonio Colaka
Debiut byłego trenera Rakowa w szeregach Legii, gdzie w Warszawie gospodarze przegrali z Koroną Kielce (1:2), był oceniany dwojako. Z jednej strony Legioniści z pewnością starali się sięgnąć po punkty, widać były zaczątki pomysłu nowego szkoleniowca. Problem miała jednak stanowić m.in. fatalna murawa, która nie dawała zbyt wielu szans na kombinacyjną grę gospodarzom.
Z drugiej strony oba zespoły miały takie same warunki i Korona potrafiła wykorzystać to, co sobie wykreowała. Katem Legii okazał się być Mariusz Stępiński. Powracający na ekstraklasowe boiska napastnik ustrzelił dublet, zamykając jakąkolwiek nadzieję na zdobycz punktową dla warszawskiego zespołu.
Przełamanie miało nadejść w sobotę, tj. 7 lutego w Gdyni. Miejscowa Arka to zespół znajdujący się tuż nad strefą spadkową, w której w ostatnich kolejkach… rozgościł się warszawski klub. Dodatkowym kąskiem był fakt, że naprzeciwko Papszuna stanął jego były podopieczny z Rakowa – Dawid Szwarga. Szkoleniowiec Arki zastąpił zresztą trenera Legii kilka sezonów temu, przejmując wówczas Raków Częstochowa. Historia Szwagi pod Jasną Górą nie skończyła się jednak sukcesem.
W bezpośrednim starciu, o ironio, długo to młodszy szkoleniowiec był górą. Legii na pewno nie można było odmówić chęci. Warszawianie długo próbowali przeforsować całkiem szczelne szyki gospodarzy. Zimowa aura w Gdyni była jednak bardziej przyjazna dla Arkowców. Gdynianie zdobyli dwa gole, na 1:0 w pierwszych 45. minutach, po stałym fragmencie gry.
Wydaje się, że dużo lepiej w tej sytuacji mógł się zachować Kacper Tobiasz. Michał Marcjanik wpakował bowiem piłkę do siatki strzelając tak właściwie z pola bramkowego.
Drugie trafienie dla Arki to już skuteczna kontra po przerwie. Tym razem świetną sytuację potrafił zamienić na bramkę Nazarij Rusyn. Wydawało się, że goście z Warszawy są już pod ścianą i nie zdołają się podnieść, mając 0:2 na tablicy wyników i pół godziny do końca spotkania.
W 74. minucie na boisku pojawił się jednak Antonio Colak. Chorwacki napastnik, który nie jest specjalnie skuteczny w obecnym sezonie, ale z pewnością bardzo chciał pokazać, że warto na niego stawiać. Jak się okazało, to była złota zmiana po stronie trenera Papszuna. Colak zdobył bowiem dwa trafienia, dając Legii bezcenny remis.
Bezcenny pod kątem odbudowy drużyny, będącej w sporym kryzysie. Choć klub z Warszawy zdobywając tylko punkt – nadal jest w strefie spadkowej (w przeciwieństwie do Arki), to jednak takie odwrócenie losów starcia, może zaprocentować w przyszłości.
To też pokazuje, że zespołu trenera Papusza po prostu nie można lekceważyć do samego końca. Arka popełniła błąd, zbyt głęboko cofając się w ostatnich minutach spotkania. Choć z przebiegu meczu z pewnością Legia nie zasłużyła sobie na porażkę.













