
Na początku stycznia termometry w Melbourne i Sydney przekroczyły 40°C, a w wielu regionach Wiktorii i Nowej Południowej Walii było jeszcze goręcej. Ekstremalne temperatury odnotowano także w Australii Zachodniej, Australii Południowej i Tasmanii. W samej Wiktorii fala upałów poprzedziła pożary, które strawiły około 400 tys. hektarów i zniszczyły blisko 900 budynków.
Zespół badawczy zrzeszony w inicjatywie World Weather Attribution przeanalizował to zdarzenie, porównując obserwacje meteorologiczne z symulacjami klimatu bez wpływu emisji gazów cieplarnianych. Wniosek jest jednoznaczny: globalne ocieplenie sprawiło, że styczniowa fala upałów była około pięć razy bardziej prawdopodobna.
Naukowcy oszacowali, że zmiany klimatu podniosły temperaturę tego epizodu średnio o ok. 1,6°C. Jednocześnie słabe zjawisko La Niña, które zwykle sprzyja łagodniejszej pogodzie w Australii, obniżyło maksymalne temperatury jedynie o 0,3-0,5°C – zbyt mało, by zrównoważyć efekt ocieplenia.
– Zdecydowanie widać skutki zmian klimatu wywołanych przez człowieka – powiedziała „Guardianowi” Sarah Perkins-Kirkpatrick, współautorka analizy i badaczka z Australian National University. Jak podkreśla, profil temperatur i układ warunków atmosferycznych przypominały falę upałów z 2009 r., która przyczyniła się do jednych z najtragiczniejszych pożarów w historii kraju.
Fale upałów są w Australii najbardziej śmiercionośnym zjawiskiem pogodowym – powodują więcej zgonów niż wszystkie inne klęski żywiołowe łącznie. Ich skutki często nie są natychmiastowe. – Ekstremalne ciepło działa podstępnie. Objawy i zgony pojawiają się po kilku dniach, często w wyniku zaostrzenia chorób przewlekłych – tłumaczy Perkins-Kirkpatrick.
Badaczka zwraca też uwagę na kulturowy aspekt problemu. – Mentalność „zacisnąć zęby i przetrwać” przestaje mieć sens. Upały się nasilają i istnieje granica tego, co ludzki organizm jest w stanie fizycznie wytrzymać – ostrzega.
-
Wyglądają jakby biegały po wodzie. Giną z powodu ludzi i kotów
-
Bóbr z Polski podbił serca internautów. Zabrał się do odśnieżania
Autorzy analizy szacują, że przy obecnym poziomie ocieplenia fale upałów podobne do styczniowej mogą występować średnio raz na pięć lat. Jeśli jednak globalna temperatura wzrośnie o 2,6°C względem epoki przedindustrialnej – co według obecnych prognoz może nastąpić pod koniec stulecia – takie epizody mogą powtarzać się co dwa lata.
Jak podkreśla współzałożycielka WWA, Friederike Otto z Imperial College London, ekstremalne upały należą do najszybciej zmieniających się zagrożeń klimatycznych. – To jedne z najbardziej śmiercionośnych zjawisk pogodowych, dlatego tak ważne jest szybkie pokazywanie, jak bardzo ich ryzyko rośnie wraz z globalnym ociepleniem – mówi.
Szybka analiza, znane metody
World Weather Attribution wykorzystuje ugruntowane metody statystyczne i modele klimatyczne, by w ciągu dni lub tygodni po zdarzeniu ocenić rolę zmian klimatu. Badacze zaznaczają, że choć takie analizy nie są jeszcze recenzowane w tradycyjnym trybie, opierają się na sprawdzonych narzędziach i coraz częściej stanowią podstawę do dyskusji o adaptacji i ochronie zdrowia publicznego.
Australia doświadczyła właśnie czwartego najcieplejszego roku w historii pomiarów, a średnia temperatura w 2025 r. była wyższa od normy o ponad 1,2°C. Naukowcy nie mają wątpliwości: bez ograniczenia emisji i przygotowania miast na coraz częstsze upały, podobne kryzysy będą się powtarzać – z rosnącymi kosztami społecznymi i zdrowotnymi.












