-
Zarząd Województwa Małopolskiego finansuje wypas kulturowy i szkolenia przyszłych baców oraz juhasów, jednak niewiele osób podejmuje tę pracę.
-
Liczba owiec w Tatrach od 20 lat systematycznie spada, co zagraża tradycyjnemu wypasowi i produkcji oscypka.
-
W Małopolsce hodowane są zarówno tradycyjne, jak i nowe oraz egzotyczne rasy owiec, a niektóre rodzime odmiany wracają do łask.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Hodowcy mogą liczyć na dopłaty m.in. do owiec ras rodzimych. Samorząd Małopolski finansuje również szkolenia przyszłych baców i juhasów, jednak – jak zauważa prezes Związku Hodowców Owiec w Nowym Targu Jan Janczy – ich efekty są ograniczone. Z danych wynika, że spośród kilkudziesięciu przeszkolonych osób faktycznie pracę rozpoczęły zaledwie pojedyncze osoby.
Branża podaje, że zmaga się z brakiem juhasów, co zagraża tradycyjnemu wypasowi. Choć w regionie jest już 74,6 tys. owiec, to pod Tatrami ich liczba od lat systematycznie spada – w ciągu 20 lat o 41 proc. – wynika z danych.
W kwietniu na pastwiska w Małopolsce wyruszą tradycyjne redyki, czyli wyprowadzenia stad owiec na sezonowy wypas. To symboliczny początek sezonu pasterskiego w regionie.
W całej Polsce owiec hoduje się obecnie 291,5 tys. sztuk. Najwięcej zwierząt koncentruje się w południowej części Małopolski – przede wszystkim w powiecie nowotarskim (ponad 35 tys. sztuk) oraz w powiatach tatrzańskim (16,4 tys.), nowosądeckim (7 tys.) i limanowskim (5,5 tys.). To obszary, gdzie utrzymuje się tradycyjny wypas kulturowy. Na drugim miejscu znajduje się Wielkopolska z 29 tys. owiec. Kolejne miejsca zajmują województwa lubelskie i łódzkie, gdzie pogłowie przekracza 20 tys. sztuk.
Dane Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wskazują, że choć w skali całej Małopolski liczba owiec nieznacznie rośnie, to w powiecie tatrzańskim – gdzie hodowla ma szczególne znaczenie ze względu na chociaż produkcję oscypka – liczba owiec systematycznie spada. W 2006 r. pod Tatrami było 28 tys. owiec, w 2016 r. – 19,9 tys., a obecnie 16,4 tys.
Jak dodał, głównym problemem jest brak chętnych do ciężkiej pracy oraz spadek znaczenia rolnictwa. – Młodzi ludzie nie chcą przejmować gospodarstw, a starsi hodowcy stopniowo odchodzą, co prowadzi do zaniku tradycyjnego wypasu owiec – podkreślił.
Brakuje chętnych do wypasu
Branża przewiduje, że jeśli sytuacja się nie zmieni, może dojść do upadku owczarstwa w regionie, a nawet zniknięcia prawdziwego oscypka. Zwraca też uwagę na brak kontroli jakości – jego zdaniem wiele serów sprzedawanych jako oscypek nie spełnia tradycyjnych norm i często powstaje głównie z mleka krowiego.
-
Kraków stawia na białe kosiarki. Mają zaskakującą zaletę
-
Pionierski pomysł robi w Polsce furorę. Owce okazały się genialne
Najliczniejsza w Małopolsce pozostaje polska owca górska – ponad 28,5 tys. sztuk – wraz z jej odmianą barwną – ponad 7,2 tys. Silną pozycję odzyskał także cakiel podhalański, którego jest dziś niemal 20 tys. sztuk, choć jeszcze 20 lat temu nie był notowany w statystykach.
Równolegle odradzają się stare, rodzime rasy. Wyraźny wzrost notuje owca olkuska – z 365 sztuk około 20 lat temu do 1371 obecnie. Jeszcze bardziej spektakularny jest powrót wrzosówki, która w drugiej połowie XX wieku była na skraju wyginięcia, a obecnie w Małopolsce jest ich ponad 2 tys.
W ostatnich latach pojawiają się także nowe kierunki hodowli. Coraz większą popularność zdobywają rasy ozdobne – w tym owca walliserska. Do hodowli trafiają również rasy egzotyczne, jak barbados black belly – owca pochodząca z Karaibów, ceniona za użytkowość mięsną – oraz owca kameruńska z Afryki.












