Polska branża mięsna postanowiła zawalczyć o konwencjonalnego kotleta i wyraźnie sprzeciwiła się rozwojowi branży mięsa komórkowego na terenie Unii Europejskiej. Wędliniarze i rzeźnicy apelują do ministerstwa rolnictwa w tej sprawie.
Branża mięsna odrzuca mięso komórkowe. Chodzi o pieniądze
Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności poinformował, że wpłynął do niego wniosek dotyczący zgody na wprowadzenie do obrotu na terenie UE mięsa wołowego pochodzącego z hodowli komórkowej. Jak wynika z listu skierowanego do ministra rolnictwa, producenci boją się, że taka produkcja szybko rozwinie się w całej Europie.
Co w tym złego? Według sceptyków rozwój tej branży miałby „negatywne skutki społeczne, środowiskowe i gospodarcze”. Producenci mięs i wędlin mówią wprost: to uderzy w produkcję zwierzęcą, osłabi popyt na tradycyjne produkty. Sądzą też, że mięso komórkowe może zagrozić sektorowi produktów roślinnych.
W Polsce też będzie mięso z probówki
Polska spółka LabFarm zapowiedziała w grudniu 2022 r., że będzie produkować mięso komórkowe na dużą skalę. W 2024 r. spółka z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na rozwój innowacyjnej technologii wytwarzania mięsa metodą komórkową otrzymała 9 mln złotych.
„Produkty mięsne z próbówki” w przeciwieństwie do konwencjonalnego mięsa nie wiążą się z cierpieniem zwierząt i nie ma potrzeby ich zabijania, żeby zjeść ulubioną potrawę. „Jako pierwsi w Polsce podjęliśmy się ambitnego zadania stworzenia czystego mięsa. Dla dobra ludzi, zwierząt i planety” – mówi o swojej misji LabFarm.
LabFarm jest pierwszą firmą w Polsce, która zdecydowała się na produkcję takiego mięsa, ale nie pierwszą na świecie, bowiem startupy trudniące się w tej metodzie zaczęły ją testować kilkanaście lat temu w Stanach Zjednoczonych. Takie mięso można już legalnie zjeść obecnie m.in. w Singapurze.
Tradycyjna hodowla mięsa uderza w klimat
Przemysłowa hodowla zwierząt to znak naszych czasów. Związana jest z obciążeniem środowiska i klimatu, bo zajmuje 80 proc. wszystkich gruntów rolnych i odpowiada za 1/5 emisji gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka.
Do tego dochodzą kwestie etyczne – miliardy zwierząt na całym świecie hoduje się z zastosowaniem metod kontrowersyjnych – uwięzi, klatek i innych form chowu dalekich od dobrostanu. Dla coraz większej części społeczeństwa hodowla przemysłowa jest symbolem okrucieństwa i wyzysku.
Wreszcie, mamy do czynienia z zagrożeniami epidemiologicznymi – na takich wielkich fermach wirusy rozprzestrzeniają się wśród licznych osobników o obniżonej odporności. Mowa między innymi o ptasiej grypie, która od początku roku doprowadziła na świecie do śmierci (lub jak mówią producenci – utylizacji) milionów, a może i miliardów kur i kurczaków.
Mimo wieloletnich badań prowadzonych w branży mięsnej i innych sektorach produkcji zwierzęcej, nadal nie opracowano skutecznych szczepionek, które zapewniałyby całkowitą ochronę zwierzętom.
Temat ten na przykładzie Polski omawiał na łamach Zielonej Interii Bartosz Zając, koordynator Koalicji Społecznej Stop Fermom Przemysłowym.
Przedstawiciele branży drobiarskiej i ministerstwa rolnictwa chcą stale zwiększać produkcję, wskazując przy tym na „bezpieczeństwo żywnościowe”. Nie rozumiem jak możemy mówić o bezpieczeństwie żywnościowym w sytuacji, w której ponad połowa drobiu trafia już na eksport. Zachód wypycha produkcje od siebie, między innymi ze względu na zagrożenia epidemiologiczne i koszty środowiskowe
Na łamach Zielonej Interii pisaliśmy również o nieskutecznej walce z ASF, która polega na masowym odstrzale dzików, rzadko mówi się jednak o tym, że to głównie metoda ograniczania rozprzestrzeniania się wirusa na zwierzęta hodowlane.
