Jeszcze w 2014 r. aż 87 proc. jaj w Polsce pochodziło z hodowli klatkowych. Dziś ten udział spadł do 63 proc. Zdaniem przedstawicieli branży tempo zmian jest zbyt szybkie, a ich źródłem nie są przepisy, lecz decyzje sieci handlowych, które wycofują tańsze jaja klatkowe ze swojej oferty. Hodowcy ostrzegają, że taki kierunek może mocno odbić się na rynku i przełożyć się na ceny jaj w sklepach.
Krajowa Federacja Hodowców Drobiu i Producentów Jaj podkreśla, że polskie fermy spełniają rygorystyczne wymogi dotyczące dobrostanu zwierząt. Jak zaznacza prezes federacji Paweł Podstawka, właściciele gospodarstw zainwestowali miliony złotych w nowoczesne systemy produkcji. W jego ocenie dalsze zmiany powinny następować stopniowo i opierać się na stabilnych regulacjach prawnych, a nie na gwałtownych decyzjach rynku.
Ceny jaj mogą wzrosnąć przez szybkie zmiany w hodowli
Według przedstawicieli branży nagłe ograniczanie produkcji w czasie, gdy stada są dziesiątkowane przez grypę ptaków i rzekomy pomór drobiu, musi odbić się na cenach płaconych przez konsumentów. Federacja zwraca uwagę, że sytuacja w produkcji staje się coraz trudniejsza, a skutki mogą odczuć wszyscy kupujący. W ocenie hodowców problem nie dotyczy tylko samych gospodarstw, ale całego rynku.
Branża wskazuje też na inny problem. Jak twierdzi Paweł Podstawka, polski sektor drobiarski był pomijany przy unijnym podziale środków przeznaczonych na modernizację hodowli, mimo że należy do najbardziej konkurencyjnych części krajowego rolnictwa. Federacja domaga się więc uwzględnienia potrzeb tej branży w programach Unii Europejskiej na lata 2028-2034.
Ceny jaj a przewaga sieci handlowych nad dostawcami
Do sprawy odniósł się również minister rolnictwa Stefan Krajewski. Podczas wizyty w Głuchołazach przyznał, że sieci handlowe przez lata zbudowały bardzo silną pozycję rynkową i w praktyce narzucają warunki dostawcom. Jak zapewnił, prowadzone są działania mające skracać łańcuchy dostaw oraz wzmacniać sprzedaż bezpośrednią i rolniczy handel detaliczny.
Minister zapowiedział także przygotowanie wsparcia dla hodowców, którzy w najbliższych latach zdecydują się przejść na systemy alternatywne wobec chowu klatkowego. Zastrzegł jednak, że produkcja jaj w takich systemach jest droższa, co może znaleźć odbicie w sklepowych cenach. Oznacza to, że zmiany w modelu produkcji mogą wpłynąć na portfele klientów.
Ceny jaj zależą też od chorób zakaźnych w hodowlach
Na koszty ponoszone przez branżę wpływają również straty wywołane chorobami zakaźnymi. Stefan Krajewski przypomniał, że w 2025 r. państwo wypłaciło ponad dwa miliardy złotych odszkodowań za zwierzęta wybite w związku z ogniskami grypy ptaków, rzekomego pomoru drobiu i Afrykańskiego Pomoru Świń. To pokazuje skalę problemu, z jakim musi mierzyć się sektor.
Im więcej ognisk chorób, tym mniej kur niosek pozostaje w produkcji. A to bezpośrednio wpływa na podaż jaj oraz ich ceny. W efekcie na wysokość stawek w sklepach oddziałują jednocześnie szybkie zmiany w sposobie hodowli, przewaga sieci handlowych nad dostawcami oraz straty związane z chorobami zwierząt.













