-
W styczniu 2026 roku pięciu przywódców państw odwiedziło Pekin, to premierzy Irlandii, Kanady, Wielkiej Brytanii, prezydent Korei Południowej i Urugwaju.
-
Wizyty te nastąpiły mimo wcześniejszych ograniczeń wynikających z sojuszy z USA oraz wcześniejszego unikania Chin przez zachodnich przywódców.
-
Zmiana w relacjach handlowych i dyplomatycznych z Chinami jest widoczna mimo gróźb gospodarczych Donalda Trumpa wobec sojuszników USA.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Paradoksalnie to Donald Trump wrzuca swoich sojuszników w objęcia Chin. To nic, że Chiny są największym rywalem Stanów Zjednoczonych. Jeśli na czele państwa stoi polityk mało przewidywalny, w komunistycznych Chinach zabezpieczają się nawet bliscy sojusznicy USA.
Donald Trump wyświadczył Chińczykom niebywałą przysługę. Przypierając gospodarczo wiele państw do muru, sam wymusił odejście od modelu ścisłych relacji z USA
W styczniu tego roku Pekin odwiedziło pięciu przywódców. I nie były to wizyty tradycyjnie sprzyjających Pekinowi głów państw afrykańskich czy zaprzyjaźnionych satrapii.
-
Po raz pierwszy od 14 lat stolicę Chin odwiedził szef irlandzkiego rządu.
-
Od dziewięciu lat na chińskiej ziemi nie stanęła noga kanadyjskiego premiera. Do teraz.
-
Szef brytyjskiego rządu nie pojawiał się w Pekinie od ośmiu lat. Do teraz.
-
Prezydent Korei Południowej od siedmiu. I to się zmieniło.
-
W Pekinie pojawił się też prezydent Urugwaju. Pierwszy południowoamerykański przywódca od czasu obalenia Maduro.
Wszyscy rozmawiali z Xi Jinpingiem na chińskiej ziemi w styczniu tego roku. Takie państwa jak Korea Południowa, Kanada czy Wielka Brytania w trakcie negocjacji celnych z Amerykanami unikały oficjalnych podróży do Chin swoich przywódców. Żeby nie drażnić Trumpa, który i tak niejednokrotnie straszył, że za bliskie kontakty z Pekinem trzeba będzie zapłacić.
Bliscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych na wszelki wypadek wolą się jednak zabezpieczyć. Pomimo gróźb Donalda Trumpa.
Nieprzypadkowe wizyty w Chinach
To nie są przypadkowe wizyty. Kanada za czasów Justina Trudeau praktycznie nie utrzymywała relacji dyplomatycznych z Chinami. Chiny przez ponad dwa lata przetrzymywały de facto jako zakładników dwóch obywateli Kanady, w tym byłego kanadyjskiego dyplomatę. Po tym jak na prośbę Stanów Zjednoczonych w Kanadzie zatrzymana została wiceszefowa Huawei.
Mało które inne państwo jest tak sponiewierane obecnie przez amerykańskiego prezydenta na arenie międzynarodowej jak Kanada.
Wizyta szefa kanadyjskiego rządu w Pekinie pokazuje, że amerykański szantaż Kanadyjczycy uznają obecnie za większe zagrożenie niż zbliżenie z Chińczykami. Premier Kanady Mark Carney ma przed sobą trudne zadanie – znalezienie „zastępstwa” dla długoletniego sojuszu z Amerykanami. Chiny to partner nieoczywisty, ale w obecnej sytuacji Kanada ma małe możliwości manewru. Ma też coś, co Chińczycy chcieliby mieć – dostęp do Arktyki.
Chińczycy w tej sytuacji umieją się targować. Mark Carney wyjechał z Pekinu z obietnicą obniżenia ceł na kanadyjski rzepak z 80 proc. do 15 proc. Chiny to kluczowy rynek dla tego produktu. Trafia na niego aż 40 proc. kanadyjskiej produkcji.
W zamian Kanada zgodziła się na obniżenie ceł na chińskie samochody elektryczne ze 100 proc. do 6,1 proc. Warto podkreślić, że cła na elektryki z Chin podniesiono pod presją USA. Przypierani do muru przez Trumpa Kanadyjczycy swą niezależność mogą manifestować… odejściem od Tesli w stronę BYD.
To nic, że szpiegują – ważne kontrakty
Szefa brytyjskiego rządu nie było w Chinach od ośmiu lat. Pojechał do Pekinu pomimo doniesień o tym, że Chińczycy przez lata mogli szpiegować Downing Street. Oczywiście Pekin zaprzecza tym oskarżeniom. Nie jest jasne, na ile chiński wywiad był skuteczny w swoich działaniach w Wielkiej Brytanii. Bezsprzeczne w doniesieniach brytyjskich mediów jest jedno – Chiny podejmowały próby przejmowania poczty elektronicznej najbliższych współpracowników wielu premierów z Downing Street.
Nie odwiodło to Keira Starmera od podróży do Pekinu. Ba, nazwał on ją „historyczną”, która pomoże odbudować wzajemne zaufanie Chin i Wielkiej Brytanii.
Starmerowi towarzyszyło ponad 60 przedstawicieli biznesu, głównie dużych korporacji. W takich państwach jak Chiny bardzo ważny jest tzw. rządowy parasol. Brytyjskim firmom zapewniła go wizyta Starmera. Gigant farmaceutyczny AstraZeneca wykorzystał wizytę państwową do ogłoszenia planów zainwestowania w Chinach do 2030 roku 15 miliardów dolarów.
Relacje USA-Chiny. Donald Trump straszy
Choć Donald Trump sam planuje wizytę w Chinach w kwietniu tego roku, to do podróży zależnych od USA sojuszników ma wrogie nastawienie. Kanadyjskim władzom zapowiedział, że za zbliżenie z Chinami Ameryka wystawi rachunek. Komentując wizytę Starmera, powiedział, że Brytyjczycy popełniają błąd.
Znając dotychczasowy wachlarz gróźb gospodarczych Trumpa, na razie światowi przywódcy zdają się nie za bardzo nimi przejmować. Do tego stopnia, że Korea Południowa – największy sojusznik USA prócz Japonii w regionie Azji i Pacyfiku – zaczęła wysyłać sygnały o możliwych rozmowach z Chińczykami w sprawie dostaw metali ziem rzadkich. To miękkie podbrzusze Amerykanów i światowej gospodarki. I nie spodoba się to Trumpowi, który montuje koalicję państw, które przełamałyby uzależnione od Chin łańcuchy dostaw pierwiastków krytycznych.
W przypadku Koreańczyków sygnały o możliwości załatwienia tej kwestii bezpośrednio z Chińczykami też są nieprzypadkowe. Waszyngton wciąż ustala z Seulem kwestie porozumienia celnego, które nie jest korzystne dla Koreańczyków.
Czerwone linie bezpieczeństwa
Żaden z wizytujących ostatnio Pekin światowych przywódców nie szuka w Chinach gwarancji bezpieczeństwa. No, może poza prezydentem Urugwaju. Dla zachodnich demokracji to nieprzekraczalna czerwona linia. Wcześniej Amerykanie ściśle łączyli bezpieczeństwo z kwestiami gospodarczymi. Kanadyjczycy, Brytyjczycy czy Koreańczycy wydają się wprowadzać zmianę w paradygmacie postrzegana współpracy z Chińczykami. To pragmatyczne zbliżenie z Pekinem w relacjach handlowych.
Donald Trump wyświadczył Chińczykom niebywałą przysługę. Przypierając gospodarczo wiele państw do muru, sam wymusił odejście od modelu ścisłych relacji z USA. Chińska propaganda wykorzystuje tę sytuację, pisząc o „zwrocie ku Chinom”. Pomagają w tym sami niewidziani od dawna na chińskiej ziemi przywódcy, nazywając swoje podróże „historycznymi” czy „przełomowymi”, mającymi „wzmacniać wzajemne zaufanie”.
Z Denpasar dla Interii Tomasz Sajewicz













