Właśnie teraz jest najlepszy czas do zbierania danych i studenci koła naukowego „Wentylator” znowu ruszyli w teren z niezwykle delikatnym balonem meteorologicznym.
„Musimy uważać na otoczenie, np. gdy jesteśmy wśród gałęzi. Musimy uważać, żeby linka nam się nie przetarła i balon z aparaturą sobie nie odleciał” – informuje mgr inż. Ewa Kwiatkowska z Politechniki Łódzkiej.
Już samo pompowanie helem jest wzywaniem. Balon z czujnikiem wzniesie na taką wysokość, na jaką pozwoli długość linki. Teraz to 50 metrów. Reszta rynsztunku jeździ na wózku.
Aparatura służy do pomiarów meteorologicznych, takich jak kierunek wiatru, temperatura oraz stężenie pyłów PM10 i PM2,5 – dwóch najpopularniejszych składników smogu w Polsce.
Co ciekawe, czujniki ustawione są na wysokości ludzkiej głowy, a nie – jak w przypadku wielu takich urządzeń – gdzieś na dachach biurowców czy bloków. Dzięki temu będzie dokładnie wiadomo, jak piece w środku sezonu grzewczego wpływają na zdrowie Polek i Polaków.
Studenci z Łodzi badają powietrze już od sześciu lat. Próbują m.in. ustalić, jak zanieczyszczenia zmieniają się wraz z wysokością. Wnioski są zaskakujące. Według danych „z poziomu chodnika” z jakością powietrza… wcale nie jest tak źle.
„Wyniki mieszczą się w normach dopuszczalnych, czyli 50 mikrogramów pyłu zawieszonego PM10 na metr sześcienny” – zdradza mgr inż. Ewa Kwiatkowska.
Zebrane dane studenci nanoszą potem na mapy. Widać na nich, gdzie kumulują się zanieczyszczenia i nie powinno się tam np. stawiać ławek. Ale im więcej zieleni, tym lepsze powietrze. Widać też, jak budowa nowych budynków wpływa na ruch powietrza w mieście.













