Czym jest program SAFE?
Program SAFE to jeden z elementów przyjętej w 2024 roku „Europejskiej strategii przemysłu obronnego”. Do udziału w programie zgłosiło się 19 krajów Unii Europejskiej, które łącznie mają otrzymać w ramach SAFE 150 miliardów euro. Polska, która zgłosiła 139 projektów, została największym beneficjentem unijnego programu – otrzyma ok. 43,7 mld euro (prawie 200 mld zł) w postaci korzystnie oprocentowanych pożyczek. Środki z SAFE mają zostać wykorzystane na inwestycje w obronność.
Według deklaracji rządu, 89 proc. środków z SAFE ma trafić do polskich firm zbrojeniowych. Pieniądze mają zostać przeznaczone na realizację potrzeb wojska, wsparcie Policji i Straży Granicznej oraz ochronę cyberprzestrzeni. Celem programu jest m.in. uzupełnienie luk w wyposażeniu, wzmocnienie europejskich firm obronnych i ich rozwój.
Polski sejm przyjął SAFE
Sejm przyjął projekt ustawy wdrażającej unijny program wsparcia obronności SAFE 13 lutego. Następnie przyjęto poprawki Senatu, które zakładały m.in. osłonę antykorupcyjną i kontrwywiadowczą, prowadzoną przez ABW, SKW i CBA. Za wprowadzeniem poprawek zagłosowało 238 posłów, 194 było przeciw.
W międzyczasie alternatywę dla unijnego programu przedstawiło Prawo i Sprawiedliwość. Wśród propozycji było m.in. aby budżet MON był przeznaczany jedynie na wojsko, a zadłużenie na armię było spłacane spoza budżetu resortu. PiS zaproponował także możliwość przeznaczania 1,5 proc. podatku PIT na obronność oraz wprowadzenie podatku bankowego na armię.
Obawy opozycji dotyczące unijnego programu dotyczyły polskiej suwerenności, unijnego mechanizmu warunkowości oraz tego, kto tak naprawdę na nim skorzysta.
– Program SAFE od początku do końca został zaprojektowany w Polsce. To była nasza inicjatywa, nasza idea, nasza presja. Przekonywaliśmy partnerów w Unii Europejskiej, a nie było to łatwe zadanie, że UE musi radykalnie zwiększyć wysiłki na rzecz obrony państw członkowskich i że musimy zacząć generować gigantyczne środki finansowe, aby państwa członkowskie UE mogły zacząć skutecznie dozbrajać swoje armie – tłumaczył premier Donald Tusk.
Pełnomocniczka rządu ds. programu SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka mówiła, że w przypadku programu SAFE „nie mamy mechanizmu warunkowości, czyli pieniądze za reformy”, a jedyna warunkowość wynika z rozporządzenia o ochronie finansów UE i polega na tym, że Komisja Europejska ma prawo sprawdzać, czy pochodzące ze wspólnych środków pieniądze unijne są wydawane zgodnie z prawem.
„SAFE zero procent” prezydenta Nawrockiego
27 lutego ustawa trafiła na biurko prezydenta Karola Nawrockiego, który mógł ją podpisać, zawetować lub skierować do Trybunału Konstytucyjnego. Czas na podjęcie decyzji Nawrocki miał do 20 marca. W tym czasie wraz z prezesem Narodowego Banku Polskiego, Adamem Glapińskim, opracował alternatywę dla unijnego programu – „polskie SAFE zero procent”. Program ten miałby zostać sfinansowany z zysku NBP. Jednak nie zanotowano go od 2021 roku.
– Pan Glapiński dwa miesiące temu poinformował rząd w oficjalnym piśmie, że NBP ma straty. Te skonsolidowane straty to jest 100 miliardów złotych i że przewiduje w przyszłych latach kolejne straty. Dzisiaj pan Glapiński mówi, że ma 180 miliardów zysku, bo pan prezydent go o to poprosił – tłumaczył premier.
Prezydent przeprowadził konsultacje z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesławem Kukułą oraz z szefem Agencji Uzbrojenia gen. dyw. Arturem Kuptelem na temat modernizacji polskich Sił Zbrojnych dzięki mechanizmowi SAFE. Następnie zaplanowano spotkanie Karola Nawrockiego z premierem Tuskiem, w trakcie którego rząd miał poznać szczegóły dotyczące alternatywy dla unijnej pożyczki. Strona rządowa zadeklarowała, że jeżeli będzie taka możliwość, chętnie wykorzysta dodatkowe środki na obronność – ale nie jako alternatywę dla unijnego SAFE, a jego uzupełnienie.
– Ta propozycja w największym skrócie to jest „SAFE zero złotych”. W tym projekcie ustawy nie ma pieniędzy – ocenił Donald Tusk po spotkaniu z prezydentem.
Prezydent wetuje ustawę o SAFE
Do prezydenckiego projektu odniósł się także szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz. Jak stwierdził, projekt okazał się „gorszy, niż się spodziewał”, a zawarte w propozycji założenie wprowadzania nowych instytucji określił jako „przekroczenie uprawnień prezydenta”.
O podpisanie ustawy o SAFE do prezydenta wielokrotnie apelował marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Alternatywny projekt określił jako „ściemę” i stwierdził, że prezydent okłamuje w ten sposób Polaków. Podkreślił, że wspieranie się prezesem Narodowego Banku Polskiego jako osobą wiarygodną, jest zadziwiające, przypominając jednocześnie jego zapowiedzi, że w Polsce nie będzie inflacji.
– Inflacja sięgnęła bezpośrednio po jego słowach, po jakimś okresie, 20 proc. Są setki tysięcy ludzi, którzy pobrali wtedy kredyty, bo wierzyli w to, że nie będzie w Polsce inflacji. (…) Skończyły się takie czasy, że przedstawia się Sejmowi projekty, które są niezabezpieczone finansowo albo kosztują rocznie 50-60 miliardów złotych bez pokrycia finansowego. Bo to jest tylko ściema, populizm i oszukaństwo – mówił.
W środę (11 marca) marszałek Sejmu zapowiedział, że propozycja prezydenta „SAFE zero procent” nie będzie procedowana do momentu podjęcia przez niego decyzji w sprawie ustawy o SAFE. Na reakcję Nawrockiego nie trzeba było długo czekać. Kolejnego dnia prezydent wygłosił orędzie, w którym zapowiedział weto dla ustawy o unijnym programie.
– Problem z europożyczką SAFE nie dotyczy tylko pieniędzy, dotyczy także zasad – powiedział. – O tych pieniądzach, o naszym bezpieczeństwie, nie będą decydowały wyłącznie polskie władze. SAFE to mechanizm, w którym Bruksela poprzez tak zwaną zasadę warunkowości może arbitralnie wstrzymać finansowanie, a nasze państwo i tak nadal będzie musiało spłacać ten dług – kontynuował Karol Nawrocki.
Entuzjazmu po prezydenckim wecie nie ukrywali politycy PiS, w tym Jarosław Kaczyński. „Wolność, suwerenność i niezależność nie mają ceny! A próba ich sprzedania za kredyt jest działaniem antypolskim” – napisał prezes ugrupowania w serwisie X.
– Dzisiaj wszędzie w Europie zastanawiają się, co się stało. Tylko w rosyjskich gazetach jest pełne zrozumienie dla weta prezydenta – skomentował z kolei premier Tusk.
Światowe media komentują
Prezydenckie weto nie przeszło bez echa na świecie. Jak zauważyło Politico, SAFE stał się w Polsce kwestią polityczną. „Impas ten nieuchronnie zaostrzy spór między Tuskiem a prezydentem o polityczną orientację Polski” – stwierdził amerykański portal.
Bloomberg podkreślił różnice polityczne w polskich obozach politycznych. „Nawrocki, popierany przez nacjonalistyczną opozycję, twierdzi, że Waszyngton pozostaje jedynym gwarantem stabilności kraju. Tymczasem rząd Tuska coraz bardziej dąży do zacieśnienia więzi wojskowych z partnerami europejskimi, w tym z Francją, Wielką Brytanią i krajami nordyckimi” – napisano.
Francuski dziennik „Le Figaro” nazwał prezydenckie weto „kolejnym ciosem dla europejskiej obronności”, a SAFE przez Nawrockiego jest postrzegany jako „koń trojański pozwalającego UE i Niemcom, wciąż postrzeganym przez część polskiej prawicy jako dominujący sąsiad, wywierać presję na Warszawę”.
„Plan B” po wecie SAFE
Co prezydenckie weto dla programu SAFE oznacza w praktyce? Jak tłumaczy MON, bez ustawy wydatkowanie środków z unijnego programu będzie możliwe, ale ze stratą, m.in. dla Straży Granicznej (3,2 mld zł) i Policji (3,3 mld zł). Policja po otrzymaniu finansowego wsparcia mogła m.in. zbudować ogólnokrajowy system antydronowy oraz wdrożyć nowoczesne systemy AI automatyzujące pracę. Straż Graniczna mogła liczyć na inwestycje w systemy nadzoru i neutralizacji zagrożeń (w tym dronów) na granicach i nową flotę patrolową. Z SAFE skorzystać miała także Służba Ochrony Państwa, na rzecz wsparcia której przeznaczono 640 mln zł.
– Weto oznacza brak poparcia dla planu modernizacji zaproponowanych przez Wojsko Polskie, brak poparcia dozbrojenia Sił Zbrojnych i polepszenia zdolności operacyjnych Straży Granicznej, Policji, budowy infrastruktury na potrzeby militarne – wylicza w rozmowie z Gazeta.pl wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.
Jeszcze przed decyzją Karola Nawrockiego, rząd deklarował, że w przypadku prezydenckiego weta, przedstawi „plan B”. Nie przewiduje on jednak finansowania dla Straży Granicznej i Policji, a na zawarcie kontraktów dla polskiego wojska rząd będzie miał bardzo mało czasu.
– Wiele miliardów złotych prawdopodobnie po prostu przepadnie. 250 tys. polskich funkcjonariuszy, którzy służą Polsce m.in. na granicy, po prostu nie dostanie pieniędzy na modernizację, na wyposażenie indywidualne, na samochody, na śmigłowce, na systemy antydronowe, na drony, na wszystko to, co się wiąże z nowoczesną formacją w XXI wieku – wskazuje wiceminister obrony Cezary Tomczyk.
Brak ustawy oznacza ponadto komplikacje dla resortu obrony. Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych zakłada, że spłata tych zobowiązań będzie mogła być realizowana z budżetu MON. Rządowa ustawa taki wariant wykluczała.
Uchwałę stanowiącą plan awaryjny, rząd przyjął w piątek (13 marca). Jak pisaliśmy na Gazeta.pl, pożyczkę w ramach SAFE będzie zaciągał Bank Gospodarstwa Krajowego na rzecz funkcjonującego już w Polsce Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Wiodącą rolę w koordynacji wykonywania zadań finansowanych z SAFE ma mieć szef MON. Jak deklarował szef MON Kosiniak-Kamysz, rząd będzie szukać rozwiązań, aby „pieniądze mogły otrzymać nie tylko wojsko”. Na piątkowym posiedzeniu rządu zadeklarowano „kontynuację działań na rzecz pozyskania środków na wsparcie” Policji, SOP i Straży Granicznej.
Czytaj także: Z SAFE przepadnie 7,1 mld zł dla służb podległych MSWiA – pisze na Wyborcza.pl Jakub Wencel.
Redagowała: Paulina Zduniak












