
W emocjonalnej debacie o UE–Mercosur często pada pytanie: „Czy można tę umowę jeszcze zatrzymać?”. Jakub Olipra odwraca perspektywę. Zamiast liczyć na cud, proponuje myślenie o tym, jak minimalizować szkody i wykorzystać to, co jeszcze da się ugrać. „Na poziomie politycznym to już był czas na dostosowanie się, na szukanie rozwiązań, które by zminimalizowały negatywne skutki” – mówi wprost.
Mniejszość blokująca
Ekonomista przypomina, że jednym z głównych narzędzi był mechanizm tzw. mniejszości blokującej. „Tak naprawdę celem mniejszości blokującej było wynegocjowanie jak najlepszych warunków dla siebie w momencie wejścia umowy w życie” – tłumaczy. Innymi słowy, nawet jeśli Polska nie była w stanie całkowicie zablokować porozumienia, mogła ugrać więcej osłon i rekompensat dla swoich rolników.
Skoro tego czasu nie wykorzystano w pełni, ciężar dostosowania przesuwa się w stronę branży. Olipra nie pozostawia złudzeń: „To, co może zrobić branża, to przede wszystkim starać się wejść w górę tego łańcucha dostaw”. W praktyce oznacza to odchodzenie od sprzedaży „czystego surowca” – półtuszy, surowego mięsa, mleka w cysternach – na rzecz bardziej przetworzonych produktów, które trudniej jest wyprzeć wyłącznie ceną.
Ekonomista wskazuje też drugi filar strategii: wyróżnienie się na tle konkurencji z Mercosur. „Budować wartość dodaną poprzez na przykład dobrostan zwierząt, czyli wyróżniać swój produkt względem tego, co będzie napływać z Ameryki Południowej, w obszarach związanych z ochroną środowiska naturalnego czy dobrostanem zwierząt” – wylicza.
To coś więcej niż hasła „eko” i „bio”. W unijnych realiach, gdzie konsumenci i sieci handlowe coraz mocniej patrzą na certyfikaty, ślad węglowy i standardy hodowli, realne wdrożenie wysokich standardów może stać się przewagą konkurencyjną. Tego typu podejście jest trudniejsze do skopiowania niż sama niska cena.
Olipra jednocześnie tonuje nastroje katastrofy. „Według mnie warto podkreślać, że nie jesteśmy skazani na porażkę i nie jesteśmy na straconej pozycji” – mówi. Kluczowe jest, by nie traktować umowy jako wyroku, ale jako impuls do zmian, których i tak wymagałaby sytuacja na globalnym rynku żywności.
Wnioski dla polityków
Jakie wnioski płyną z tego dla polityków? Po pierwsze – wciąż jest przestrzeń na projektowanie krajowych instrumentów wsparcia, które ułatwią rolnikom inwestycje w przetwórstwo, jakość i modernizację. Po drugie – ważne będzie szybkie uruchomienie programów doradczych i edukacyjnych, bo przejście „o poziom wyżej” w łańcuchu wartości wymaga kompetencji nie tylko produkcyjnych, ale i biznesowych.
Sam Olipra nie wchodzi w szczegóły konkretnych ustaw, ale kierunek wyznacza jasno: mniej energii w blokowanie tego, co i tak jest przesądzone na poziomie Unii, więcej – w budowanie narzędzi adaptacyjnych. „To jest bardziej kwestia, że musimy się dostosować do tej nowej sytuacji i niekoniecznie oznacza to dla nas porażkę” – podsumowuje.
W tle pozostaje jeszcze jeden, niewypowiedziany wprost wątek: zaufanie rolników do państwa. Jeśli mają inwestować w wyższe standardy, rozwój marek i przetwórstwo, potrzebują sygnału, że nie zostaną z tym sami. Wywiad z Oliprą można czytać jako apel o zmianę myślenia – od defensywnego „jak się bronić” do pragmatycznego „jak się przygotować i co zyskać mimo wszystko”.











