Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Ponad 2,5 tysiąca żałobników, w tym Prezydent RP i Marszałek Sejmu, uczestniczyło w pogrzebie Łukasza Litewki, tragicznie zmarłego posła Lewicy. Jak pan go zapamiętał?
Tadeusz Cymański: Odejście kogoś bliskiego to zawsze moment wyjątkowy, a w tym przypadku mówimy o człowieku darzonym powszechną sympatią. Myślę, że on nie tylko dawał dobry przykład, ale wręcz inspirował.
Pana też inspirował?
Był mi bliski z pewnego powodu – i choć to, co powiem, może brzmieć nieco katechetycznie, uważam to za kluczowe. Gdy człowiek ginie nagle, tragiczną i gwałtowną śmiercią, miarą jego oceny nie są wyłącznie powszechnie znane przykazania – czy kłamał, czy cudzołożył. Miarą staje się ten fragment Pisma, w którym Jezus pyta: „Co uczyniłeś jednemu z braci moich najmniejszych?”. Patrząc na działalność posła Litewki, uśmiechnąłem się z uznaniem. Żyjemy w czasach ogromnego zainteresowania losem psów i kotów, co bywa kontrowersyjne w kontekście statusu zwierząt. Mamy jednak postać świętego Franciszka, patrona ekologów, który, tak jak poseł Litewka, traktował zwierzęta po ludzku, z miłością.
Właśnie za tę pełną miłości działalność poseł został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.


