Tabliczka czekolady w ostatnich miesiącach wyraźnie podrożała. Widać to i na półkach supermarketów, i w cenach słodyczy, deserów czy wypieków. Jednym z głównych powodów był gwałtowny wzrost cen kakao na światowych rynkach w 2024 r. Gdy surowiec drożeje, szybko zmienia się sposób uprawy – żeby skorzystać na hossie, plantatorzy próbują wyprodukować jak najwięcej towaru. W przypadku czekolady, plantatorzy kakao najczęściej sięgają po najprostszą metodę: wyciąć więcej drzew i posadzić więcej krzewów kakaowca.
Na pierwszy rzut oka brzmi to logicznie. Więcej miejsca pod uprawę powinno oznaczać większe zbiory i większy zarobek. Problem w tym, że w praktyce taki ruch może podcinać gałąź, na której stoi cały ten biznes. Dosłownie. I właśnie dlatego decyzje podejmowane daleko od Europy bardzo szybko wracają do nas w cenach i dostępności produktów.
Nowe badanie naukowców z University of Oxford pokazuje, że drzewa pozostawiane na plantacjach kakao nie są przeszkodą, ale zabezpieczeniem. Chronią uprawy przed przegrzewaniem, ograniczają część szkodników, pomagają utrzymać wilgoć i dają rolnikom dodatkowe źródło dochodu. A to oznacza, że mają znaczenie nie tylko dla lasów tropikalnych, ale też dla przyszłych cen i dostępności czekolady na naszym rynku.
Kakao, lasy i rachunek, który wraca przy kasie
Badacze przyjrzeli się plantacjom w stanie Ekiti w południowo-zachodniej Nigerii. To ważne miejsce, bo Nigeria jest dziś czwartym największym producentem kakao na świecie. To właśnie z takich krajów pochodzi surowiec, który później trafia do europejskiego przemysłu spożywczego. A więc także do marek i produktów, które bez problemu można znaleźć w polskich sklepach.
Na 15 badanych gospodarstwach naukowcy znaleźli 42 gatunki drzew. Na pojedynczych stanowiskach notowano też do 26 gatunków ptaków. Ale najciekawsze jest to, że ta bioróżnorodność nie była tylko „wartością przyrodniczą”. Miała bardzo konkretną funkcję gospodarczą.
Drzewa zapewniały cień, a ten dla kakaowca jest krytyczny. Ta roślina źle znosi przegrzewanie. W warunkach ocieplającego się klimatu to warunek przetrwania wielu upraw. Jeśli plantacja robi się zbyt gorąca, spada wydajność, a rośliny stają się bardziej podatne na stres. To szczególnie ważne dziś, gdy wiele regionów uprawnych zaczyna zbliżać się do granic klimatycznej opłacalności.
A to oznacza prostą zależność: gdy zmiany klimatu i złe praktyki uprawowe obniżają zbiory, skutki prędzej czy później trafiają do sklepów. Nie w formie abstrakcyjnych wskaźników, ale wyższych cen.
Drzewa na plantacji to także źródło dochodu
W debacie o rolnictwie tropikalnym łatwo wpaść w prosty schemat: albo przyroda, albo zysk. Tymczasem z badania wynika, że na wielu plantacjach drzewa są po prostu elementem ekonomicznego bezpieczeństwa. To ważne, bo rolnik, który ma większą poduszkę finansową, rzadziej musi ratować się najbardziej destrukcyjnymi rozwiązaniami.
Spośród 15 badanych rolników aż 11 traktowało drzewa jako realne zabezpieczenie finansowe. Owoce, przyprawy i inne produkty pochodzące z drzew dawały od 2 do 43 proc. rocznego dochodu. Z kolei drewno odpowiadało za nawet 57 proc. wpływów.
W praktyce oznacza to, że gdy przychód z kakao spada, gospodarstwo ma jeszcze inne źródło pieniędzy. Dla większości badanych rodzin dochody z drzew stanowiły co najmniej 20 proc. całkowitych dochodów domowych, a w niektórych przypadkach niemal 60 proc. To nie jest więc dodatek, ale często istotna część domowego budżetu.
To ma znaczenie także dla całego łańcucha dostaw. Plantacja, która ma większą odporność ekonomiczną, ma też większą szansę przetrwać wahania cen, suszę, choroby i niestabilność rynku. A to przekłada się na większą stabilność podaży kakao.
Mniej drzew dziś, większy problem jutro
Wycinanie drzew może dać szybki efekt. Na chwilę pojawia się więcej miejsca na uprawę, plony rosną a przy wysokich cenach kakao pokusa jest duża. Ale długofalowo taki model może okazać się znacznie bardziej ryzykowny. Krótkoterminowy zysk może więc prowadzić do długoterminowej niestabilności całego sektora.

Badacze zwracają uwagę, że rodzime gatunki drzew lasów deszczowych często sprzyjają bardziej stabilnym warunkom uprawy. Część z nich wiąże się z mniejszą presją szkodników, takich jak pluskwiaki mirydowate, które są jednym z największych problemów plantacji kakao. Wyższe korony drzew mogą też poprawiać cyrkulację powietrza, a to ogranicza ryzyko niektórych chorób grzybowych.
To istotne, bo problem nie dotyczy tylko pojedynczych gospodarstw. Jeżeli produkcja kakao będzie coraz bardziej zależna od krótkoterminowego „wyciskania” plantacji, cały system stanie się bardziej kruchy. A im bardziej kruchy system, tym większe ryzyko skoków cen, braków i kryzysów podażowych. Takie kryzysy są potem odczuwalne w całym łańcuchu, od producentów po zwykłych klientów.
Dochodzi do tego jeszcze jeden poziom: coraz większa presja regulacyjna. Unia Europejska zaostrza podejście do wylesiania, śladu środowiskowego i pochodzenia surowców. To oznacza, że sposób uprawy kakao będzie miał coraz większe znaczenie nie tylko dla środowiska, ale też dla handlu.
Czekolada, klimat i plantacja pod drzewami
Autorzy badania sugerują, że systemy certyfikacji, takie jak Rainforest Alliance, powinny mocniej premiować kakao pochodzące z gospodarstw, które zachowują drzewa i ograniczają presję na lasy. To mogłoby pomóc i przyrodzie, i samym rolnikom. Dla rynku oznaczałoby to także większą szansę na bardziej przewidywalną i odporną produkcję.
Najważniejszy wniosek jest prosty: przyszłość czekolady nie rozstrzyga się tylko w fabryce ani na sklepowej półce. Rozstrzyga się na plantacji, gdzie decyzja o zostawieniu jednego drzewa może za kilka lat oznaczać bardziej stabilne dostawy, mniejszą presję na lasy i mniejsze ryzyko kolejnej cenowej huśtawki. Bo jeśli system produkcji kakao zacznie się sypać, skutki odczujemy szybciej, niż się wydaje. Przy codziennych zakupach.












