
Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. Co piątek w ramach cyklu „Interia bliżej świata” publikujemy najciekawsze teksty opiniotwórczych zagranicznych gazet. Założony w 1877 r. dziennik „The Washington Post”, z którego pochodzi poniższy artykuł, to najstarsza gazeta w USA. Jej dziennikarze 73-krotnie zdobywali nagrodę Pulitzera.
Michael O’Reilley nie zawsze pamięta imię swojej żony. Nie pamięta też, że od 39 lat są małżeństwem. – Po prostu wie, że mnie kocha – mówi jego żona, Linda Feldman. – To się nie zmieniło.
77-letni O’Reilley choruje na alzheimera. W listopadzie ubiegłego roku, w domu opieki dla osób z chorobą Alzheimera w Berkeley w Kalifornii, przyciągnął żonę bliżej, spojrzał jej w oczy i zadał pytanie, na które odpowiedziała już niemal cztery dekady temu.
– Wyjdziesz za mnie? – zapytał.
Gdy personel domu opieki, w którym O’Reilley mieszka od lipca, usłyszał o oświadczynach, zaproponował, że zajmie się organizacją ślubu. Para pobrała się po raz drugi 10 stycznia, podczas kameralnej ceremonii w obecności rodziny, przyjaciół i opiekunów.
– W życiu zdarzają się różne kryzysy – powiedziała 78-letnia panna młoda. – Ten jest historią o tym, jak miłość potrafi wszystko przetrwać.
O’Reilley i Feldman poznali się w 1979 roku, gdy oboje pracowali jako obrońcy z urzędu w hrabstwie Alameda w Kalifornii.
– Ktoś powiedział mi, że jeśli chcę zobaczyć naprawdę dobrego adwokata wygłaszającego mowę końcową, powinnam pójść posłuchać Michaela – wspomina Feldman. – Był po prostu genialnym prawnikiem.
Początkowo O’Reilley był dla Feldman „tylko” mentorem i przyjacielem, ponieważ w tamtym czasie oboje pozostawali w innych związkach małżeńskich.
– Czasami wychodziliśmy razem na lunch i stopniowo coraz lepiej się poznawaliśmy – mówi Feldman.
Kilka lat później oboje byli już po rozwodach. O’Reilley zaprosił Feldman na randkę, lecz ona podchodziła do tego z rezerwą.
– Miałam małe dziecko, właśnie się rozwiodłam, i po prostu nie wiedziałam, co chcę robić dalej – wyjaśnia.
O’Reilley jednak się nie poddał. Wiedział, że Feldman interesuje się medycyną sądową, więc wysłał do wszystkich obrońców z urzędu maila z pytaniem, czy ktoś chciałby obejrzeć sekcję zwłok. Zainteresowane były tylko dwie osoby – w tym jego przyszła żona.
– Wiedział, że będę zainteresowana – podkreśla Feldman, dodając, że drugi adwokat po wejściu do kostnicy zrobił się biały jak ściana i uciekł. – Po tym poszliśmy razem na lunch i to była nasza pierwsza randka.
Para spotykała się przez kilka lat, zanim zamieszkała razem, tworząc rodzinę patchworkową. O’Reilley ma dwie córki w wieku 43 i 46 lat, a Feldman 45-letniego syna.
– Świetnie się razem bawiliśmy – wspomina Feldman. – Dużo się śmialiśmy i po prostu lubiliśmy spędzać ze sobą czas.
O’Reilley oświadczył się Feldman, lecz ona nie była pewna, czy chce ponownie wyjść za mąż. Z czasem jednak uświadomiła sobie, że ich relacja była dla dzieci niejasna.
– Nie wiedzieli, kim właściwie dla siebie jesteśmy – tłumaczy.
W 1987 roku pobrali się podczas kameralnej ceremonii w swoim salonie.
– Było skromnie, a wesele odbyło się później w domu przyjaciela – opowiada.

Byli swoimi przeciwieństwami. Feldman żartuje, że „była małą, neurotyczną Żydówką”, on zaś irlandzkim katolikiem spragnionym adrenaliny. Świetnie się uzupełniali.
– Motywowaliśmy się nawzajem do robienia różnych rzeczy – mówi Feldman. – Ja kocham teatr i muzea i wprowadziłam go w ten świat. On z kolei zachęcał mnie do takich rzeczy jak kajakowanie, czego pewnie sama nigdy bym nie spróbowała.
Każdego roku zabierali dzieci do Ashland w stanie Oregon na Festiwal Szekspirowski.
– To był jeden z tych momentów, kiedy naprawdę poczułam, że nasza rodzina się scaliła – mówi Feldman, dodając, że zarówno ona, jak i jej mąż dobrze dogadywali się ze swoimi byłymi partnerami, co ułatwiało wspólne wychowywanie dzieci.
– Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, by zapewnić naszym dzieciom dobre wspólne życie.
Dużo podróżowali – odwiedzili m.in. Chiny, Polskę, Szkocję, Hiszpanię, Irlandię, Francję, Włochy, Chile, Izrael, Turcję, Meksyk i Argentynę – i wspólnie wychowywali dzieci. Przez lata rytm ich życia wyznaczały podróże, ciekawość świata i długie rozmowy. Para ma sześcioro wnucząt.
– Interesowały nas podobne rzeczy – mówi Feldman. – Mogliśmy rozmawiać o wszystkim.
Wszystko zmieniło się siedem lat temu, kiedy u O’Reilleya zdiagnozowano chorobę Alzheimera. Jak wspomina Feldman, objawy tej wyniszczającej pamięć choroby pojawiały się u jej męża od lat.
Choć w rodzinie O’Reilleya alzheimer występował już wcześniej – jego młodszy brat i ciocia również na niego chorowali – diagnoza „była szokiem”, przyznaje Feldman.
Zanim choroba zaczęła pustoszyć jego umysł, O’Reilley miał znakomitą pamięć. Pewnego razu wygłosił czterogodzinną mowę końcową bez posiłkowania się notatkami.
– To było po prostu niewiarygodne – podkreśla Feldman. – Był naprawdę niesamowity.
Przez kilka lat Feldman sama opiekowała się O’Reilleym w ich domu.
– Nie mógł nawet wyjść z domu, bo by się zgubił. Mówił, ale chaotycznie – wspomina Feldman.
Ponieważ O’Reilley niemal nie opuszczał domu, rzadko miał kontakt z innymi ludźmi.
– Jest bardzo towarzyską osobą, tak jak ja, i myślę, że bardzo cierpiał z powodu samotności – mówi Feldman.

Około dwa i pół roku temu przeniosła go do domu opieki.
– Ogólnie jest zadowolony – twierdzi Feldman. Dodała, że jej mąż zazwyczaj uśmiecha się, gdy tylko przekracza próg jego drzwi. Jest – i zawsze był – bardzo czuły.
– Ciągle mnie obejmuje i całuje – opowiada Feldman. – To bardzo słodkie. Zawsze też mówi: „kocham cię”.
Feldman wie, że wiele osób z chorobą Alzheimera albo nie rozpoznaje swoich małżonków, albo reaguje na nich złością.
– Mam dużo szczęścia – powiedziała. – To właśnie daje mi siłę, by iść dalej.
Po tym, jak O’Reilley oświadczył się jej w listopadzie, Feldman nie powiedziała mu, że są już małżeństwem – mogłoby to bowiem wywołać u niego dezorientację.
– Uczysz się brać wszystko takim, jakie jest – mówi.
Poprosiła personel o niewielki pokój, lecz zamiast tego zaproponowali jej, że zorganizują pełnowymiarową ceremonię.
– Za każdym razem, gdy Linda przychodzi do Michaela, on zakochuje się w niej na nowo – mówi Angeles Sticka, dyrektor domu opieki. – Była to dla nas okazja, żeby stworzyć dla nich pozytywne, radosne doświadczenie.

Przez kilka tygodni personel planował ceremonię i wesele z poczęstunkiem, kwiatami, balonami, pokazem slajdów oraz dwupiętrowym tortem z figurką nowożeńców. W trakcie uroczystości goście mogli także obejrzeć pierwszy album ślubny Lindy i Michaela.
– Potraktowaliśmy to jak prawdziwe wesele – mówi Sticka. – Chcieliśmy uczynić tę chwilę wyjątkową.
W ceremonii wzięło udział około 25 osób. Ślubu udzieliła córka O’Reilley’ego, Sharon Frost.
– Kiedyś rozmawialiśmy codziennie i zawsze mogłam na nim polegać – powiedziała o swoim ojcu. – Jest moim bohaterem.
O’Reilley udzielał ślubów wielu osobom, w tym obu swoim córkom.
– W tym sensie miało to dla mnie szczególne, sentymentalne znaczenie – powiedziała Frost. – To był dla mnie prawdziwy zaszczyt.
Zarówno ona, jak i Feldman obawiały się, jak O’Reilley zareaguje na obecność tylu osób i na całą sytuację, ale przez cały dzień wydawał się przeszczęśliwy.
– Nie mogliśmy przewidzieć, jaka będzie jego reakcja – mówi Feldman. – Ożywił się. W jakiś sposób zrozumiał, że to wszystko dotyczy nas… przez cały czas był szczęśliwy.

Feldman była poruszona tym, z jaką troską personel uczynił to wydarzenie wyjątkowym. O ślubie napisał lokalny portal Berkeleyside.
– To było po prostu niezwykłe – mówi.
Pod koniec wesela, gdy opiekunka zabierała Michaela z powrotem do domu opieki, Feldman wybuchnęła płaczem. Oparła głowę na ramieniu brata i szlochała.
– To było tak, jakby bajka się skończyła – powiedziała.
Mimo że dzień zakończył się bolesnym powrotem do rzeczywistości, Feldman podkreśla, że miłość i radość, które czuła tamtego dnia, pozostaną z nią na zawsze.
– To historia dająca nadzieję każdemu, niezależnie przez co przechodzi – mówi. – Miłość potrafi przetrwać nawet największe przeszkody.
Tekst przetłumaczony z „The Washington Post”.
Tłumaczenie: Monika Bortnowska
-
„The Guardian”: Rzucili wyzwanie śmierci. „Jedno z najważniejszych doświadczeń w życiu”
-
„The Washington Post”: W USA sprawdzili, jak często małżeństwa wykonują ten sam zawód











