Żeby była wolność, muszą, paradoksalnie, istnieć zasady. Żeby były przejrzyste zasady, muszą być przejrzyste struktury. Jeśli ich nie ma, jak chcieliby Konfederaci czy MAGA, powstaje chaos. A chaos, jak wiemy z wynurzeń Littlefingera, „is a ladder”. Drabina dla elit, które za nic nie odpowiadają, tylko mydlą oczy demosowi, że są „antyelitarne”. A tak naprawdę są nowym feudalizmem. Tyranią mogących.
Dwóch cesarzy
„Liberalny mainstream” jakoś tam jeszcze strzeże tych zasad, ale jest daleki od bycia sprawnym czy sprawiedliwym. I tak lepiej może, że nie jest konserwatywnym mainstreamem, bo wtedy mamy zamordyzm typu Rosja czy Iran. Albo socjalistycznym mainstreamem, bo wtedy jest demolud albo Wenezuela. Nie mówię, że nie są możliwe konserwatywne czy socjalistyczne mainstreamy o ludzkiej twarzy. Ale ja wolałbym soc-liberalny mainstream.
Ale ten neofeudalizm tak naprawdę już działa. Mamy na świecie dwóch cesarzy – Trump i Xi, Trump prowadzi monarchię patrymonialną, czyli taką, w której ważniejszy od interesu państwa jest interes władcy i jego otoczenia-rodziny i dworu. Wojewoda Musk, kronpronc Jared itd.
Xi prowadzi monarchię stanową, w której interes państwa jednak jest najważniejszy, ale państwo to określone grupy społeczne: wysocy funkcjonariusze partyjni, wielki biznes, generalicja itd.
Wokół cesarzy pętają się ich wasale: królowie i książęta. Przy Xi trwa wiernie czasem przez cesarza policzkowany, a czasem pogłaskany król Rosji – Putin, a przy nim, z kolei, cwany, próbujący sobie czasem trochę wyrwać swobody, pogardzany przez króla – książę Łukaszenka Białoruski.
Jak w średniowieczu
Po stronie Trumpa znajduje się coś w rodzaju współczesnej Hanzy, czyli Unia Europejska, składająca się jeszcze z republik, ale coraz bardziej królewiejących (ważniejszym od programów politycznych są przecież twarze i charyzma przywódców) – królestwa Francji, Niemiec (w którym istnieje grupa wielmożów, AfD, która chciałaby przekształcenia Niemiec w cesarstwo), Włoch, Polski (one i Francja wiedzą, że lepiej jednak pozostać w Hanzie).
Istnieją też marchie graniczne, które raz są skłócone z cesarzem, a raz z Hanzą, ale ogólnie trwają przy nich. To Hiszpania i Ukraina. Margrabia Zełenski aktualnie posiada dobre relacje z kapryśnym niby Kaligula cesarzem Ameryki, ale na pstrym koniu łaska cesarska jeździ.
Bywają harcownicy wśród pomniejszych książąt, jak Orban, którzy próbują trochę grać raz na Hanzę, raz bezpośrednio na jednego cesarza, raz na drugiego. Albo roninowie, jak Vucić, który niby chciałby do Hanzy, ale też włóczy się od pana do pana – raz posłuży temu, raz innemu.
Istnieją też chybotliwe królestwa niesłużące stale żadnym cesarzom (albo tak twierdzące), próbujące ustanowić jakieś wspólne ligi, jak Wolne Królestwa BRiCS, choć tu nakładają się tak naprawdę ich faktyczne relacje z suwerenami, najlepszym przykładem jest Rosja.
I dopiero widząc świat w ten sposób, zaczynamy go rozumieć.
Ziemowit Szczerek


