„Gotowi na wolność?” – taki tytuł nosi nowy cykl dokumentalny Gazeta.pl. Jego autorki – Hanna Dobrowolska i Nina Cieślińska – rozmawiają z osobami odbywającymi karę więzienia, często długoletnią. Skazane i skazani opowiadają nie tylko o tym, dlaczego znaleźli się w zakładzie karnym, ale dzielą się też swoimi nadziejami i obawami związanymi z wyjściem na wolność. 

Premiera pierwszego odcinka „Gotowi na wolność?” zaplanowana jest na czwartek 15 października o godz. 8.00. Cykl będzie dostępny na stronie głównej Gazeta.pl oraz na kanale Gazeta.pl na YouTube. Nowe odcinki będą publikowane co tydzień. 


Zobacz wideo

Odsiaduje 25 lat za coś niewybaczalnego. „Nie po to urodziłam” | Gotowi na wolność? Odc. 1

Marcin Kozłowski: To nie jest pierwszy program o osobach osadzonych. Co wyróżnia „Gotowych na wolność”?

Hanna Dobrowolska: W tym programie biorą udział osoby osadzone, które są już blisko końca odbywania kary pozbawienia wolności, a więc wychodzące wkrótce na wolność. Zaprosiliśmy także więźniów, którzy niebawem „mają wokandę”, co w więziennym żargonie oznacza posiedzenie sądu w sprawie przedterminowego warunkowego zwolnienia. Większość z naszych rozmówców to osoby, które spędziły długie lata „w kryminale”. Czas izolacji pozwolił im na zresocjalizowanie się, wyciągnięcie wniosków, snują plany na przyszłość. Ale trudno mówić o przyszłości, nie rozliczając się z przeszłością. O tym wszystkim są nasze rozmowy.

Nina Cieślińska: Z mojego punktu widzenia wyjątkowa jest nie tylko możliwość wysłuchania naszych rozmówców, ale także możliwość przebywania z nimi blisko, obserwowania prawdziwego więziennego życia. Osadzeni pokazują nam swój świat, towarzyszymy im w codziennych czynnościach. Zwiedzamy cele mieszkalne, miejsca pracy, obserwujemy, jak gotują, robią pranie, jak realizują swoje pasje. Wielu osadzonych, bez względu na płeć, rozwija w więzieniu talenty plastyczne. Widziałam obrazy i rękodzieło, które mnie zachwyciły.

Hanna Dobrowolska: Wierzę, że ten program pozwoli widzom zobaczyć w naszych rozmówcach kogoś więcej, niż to było wcześniej możliwe. Często rozmowa z nami jest pierwszą, w której mają możliwość przedstawienia siebie, swojej prawdy. Udowadniają, że czyny, za które zostali skazani, nie definiują ich ostatecznie.

I przez to można ich zrozumieć?

Nina Cieślińska: Na pewno nie chcemy naszych rozmówców tłumaczyć ani usprawiedliwiać. Ale próbujemy zrozumieć, dlaczego w konkretnym momencie życia taka osoba zadziałała w sposób, który obiektywnie wydaje się najgorszą z dróg. Co złożyło się na to, że nie była w stanie postąpić wtedy inaczej.

Hanna Dobrowolska: Wsłuchując się w te historie nietrudno wywnioskować, że agresja, której się dopuścili jest pochodną agresji, którą stosowano wobec nich od najmłodszych lat. Widzieli bicie, picie, nadużycia. Często tych ludzi nikt nie nauczył, że można inaczej. Nie mieli narzędzi, możliwości, świadomości, jak wyrwać się z trudnej sytuacji. Samo marzenie o życiu lepszym niż to w domu rodzinnym nie wystarcza. Więzienia pełne są kobiet z dysfunkcyjnych rodzin, które wchodziły później w przemocowe związki, by któregoś dnia zabić swojego oprawcę.

Nina Cieślińska: Na pewno nie chcemy romantyzować zbrodni. Jesteśmy świadome, że nawet najlepiej wyjaśnione pobudki nie usprawiedliwiają przestępstw, nie uzasadniają pozbawiania życia, krzywdzenia innych. Ale historie naszych rozmówców udowadniają nam raz po raz, że prawie każdy mógłby znaleźć się na ich miejscu. Więzienia są pełne zwykłych ludzi: nauczycieli, księgowych, przedsiębiorców itp. To jedni z nas. Różni nas tylko to, że potrafimy „zaciągnąć hamulec ręczny”. Dysponujemy narzędziami, by radzić sobie w kryzysowych sytuacjach.

Czy wasi rozmówcy są „gotowi na wolność”, jak wskazuje nazwa cyklu?

Hanna Dobrowolska: Jesteśmy tego tak samo ciekawe, jak każdy, kto będzie chciał zatrzymać się przy tych historiach. I nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi.

Nina Cieślińska: Wiele zależy od tego, jak długo osadzony przebywa w zakładzie karnym. Czy ktoś na niego czeka, kto poda pomocną dłoń podczas stawiania pierwszych kroków za więziennym murem. U kobiet, z którymi ostatnio rozmawiałyśmy, oprócz nadziei pojawiało się również dużo lęku. Każdy za tą wolnością tęskni, ale nie pamięta jej smaku, ciężaru i odpowiedzialności. Osadzeni są świadomi, że więzienie porządkuje życie, które do tej pory było nieuporządkowane. Choć trudno w to uwierzyć, ta przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa. Na zewnątrz trzeba sobie ten porządek stworzyć samemu.

Hanna Dobrowolska: Skazani obawiają się nie tylko świata, który podczas ich odsiadki znacząco się rozwinął, poszedł do przodu. Technologiczny postęp to tylko jeden ze „strachów”. Często pojawia się lęk o pracę. Osobie karanej trudniej jest znaleźć dobrze płatne zajęcie, które pozwoli na samodzielne życie. Dlatego osadzeni, którzy pracują w czasie odbywania kary, odkładają pieniądze na fundusz zwany „żelazną kasą”. To równowartość minimalnego wynagrodzenia za pracę, w 2026 roku jest to około 4800 złotych. Te pieniądze mają wystarczyć na transport i wynajęcie mieszkania albo pokoju. Zapewnić spokojny start po odbyciu kary.

Co jeszcze robią więźniowie, żeby przygotować się do odzyskania wolności?

Nina Cieślińska: Ważnym elementem powrotu do rzeczywistości są widzenia z bliskimi oraz wyjścia „kao” czyli kulturalno-oświatowe wycieczki organizowane przez wychowawcę z zakładu karnego. Osadzeni wychodzą do muzeum, do kina, do restauracji, galerii handlowej, do marketu spożywczego. To taka forma resocjalizacji, która pozwala więźniom zobaczyć, jak wygląda świat na zewnątrz, oswoić się z tym, jak się zmienił.

Hanna Dobrowolska: Kolejnym krokiem ku wolności są przepustki. Kilka naszych bohaterek ma już takie kroki za sobą. Najpierw są to wyjścia na kilka godzin. Osadzeni pracują na zaufanie służby więziennej, by za którymś razem móc spędzić weekend w domu.

Jak się robi taki program? I jak się szuka do niego bohaterów?

Nina Cieślińska: Żeby zrealizować tak duży projekt, jak „Gotowi na wolność?” trzeba mieć na niego pomysł. Szczęśliwie nasza idea spotkała się z zainteresowaniem i akceptacją Służby Więziennej. Na nasz wniosek odpowiedziały zakłady karne na terenie całego kraju.

Hanna Dobrowolska: Jadąc do konkretnej jednostki, nie byłyśmy informowane, z kim będziemy rozmawiać. Wychowawcy typowali osadzonych według zaproponowanych przez nas kryteriów: „wokandowych” lub zbliżających się do końca kary. Nie wiedziałyśmy niczego więcej. Dopiero czas, który spędzamy z bohaterami i bohaterkami jeszcze przed włączeniem kamer, pozwala nam przybliżyć sylwetki rozmówców.

Dlaczego osadzeni chcą rozmawiać?

Nina Cieślińska: Każdy ma swój powód. Niektóre osoby są po prostu gotowe zmierzyć się ze swoją przeszłością. W zakładzie karnym biorą udział w terapiach, warsztatach rozwijających ich świadomość. To właśnie w więzieniu musieli się zatrzymać, zastanowić nad dotychczasowym życiem, nazwać problemy, odszukać ich źródło. Nazwanie tych rzeczy jest dla nich uwalniające. „Gotowi na wolność?” to dla nich szansa na bycie usłyszanym. Zdarza się, że odsuwają się bliscy, odsuwa się rodzina, a oni chcieliby wykrzyczeć swoją prawdę. Nikt do tej pory nie dał im na to przestrzeni.

Hanna Dobrowolska: Dla osób, które wiele lat spędziły w izolacji, rozmowa z kimś z zewnątrz, kto nie jest przesiąknięty więzieniem, ale też nie jest przedstawicielem służby, to zupełnie nowe doświadczenie. Nasze spojrzenie na nich jest świeże, mogą opowiedzieć swoje historie tak, jak je czują. Nierzadko dociera do nich, również dzięki pracy terapeutycznej, że opowiedzenie tej historii może być przestrogą dla innych. Ich losy dowodem na to, że narkotyki i alkohol rujnują życie. Ale też świadczą o tym, że można napisać inny scenariusz. Wyjść z nałogu, przerwać krąg przemocy. Podjąć lepsze, bardziej świadome decyzje i wziąć za nie odpowiedzialność.

Nina Cieślińska: Uderza mnie wdzięczność kobiet, które mówią, że nie pamiętają, kiedy ktoś z nimi rozmawiał, jak człowiek z człowiekiem. Mogą co prawda rozmawiać z wychowawcami, ale mają jednak pewne blokady. Boją się, że powiedzą za dużo, trafi do akt, stanie się tematem do plotek na oddziale, albo utrudni im potem np. wyjście na przepustkę.

Jakie były wasze wrażenia po wejściu na teren zakładów karnych?

Nina Cieślińska: Wszystko zależy od jednostki. Więzienie, nawet najładniejsze, z najserdeczniejszą kadrą, nie jest przyjemnym miejscem. Niepokoił mnie huk zamykanych krat, sygnały alarmowe. Moje ciało reagowało lękiem i niepokojem. Kiedy na oddział, na którym nagrywaliśmy program, wchodził dowódca i wszyscy osadzeni mieli stawać pod ścianą, ja automatycznie też chciałam pod tą ścianą stanąć. Czujesz ciężar tego miejsca, nie uciekniesz od tego, nawet jeśli jesteś tylko gościem.

Hanna Dobrowolska: Mnie zaskoczyła proza więziennego życia. Osadzeni muszą radzić sobie z rzeczami, które dla nas są zupełnie oczywiste. Pokazywali nam, jak robią pranie bez pralki, jak konstruują sprzęt do ćwiczeń siłowych. Dowiedziałam się też, jak się robi szarlotkę bez piekarnika i bez tarki, albo że można suszyć wiatrakiem włosy, bo nie ma suszarek. Brak dostępu do przedmiotów użytku codziennego uruchamia kreatywność. Radzą sobie.

Nina Cieślińska: Podczas zdjęć w zakładzie w Opolu poszłam do toalety dla osadzonych, bo nagrywaliśmy na oddziale. Pierwsze zdziwienie: chcesz się zamknąć, a drzwi nie mają zamka. I nie ma papieru toaletowego!

Hanna Dobrowolska: Bo żeby mieć papier toaletowy, to najpierw musisz mieć pieniądze, żeby go kupić. Jak nie pracujesz, to jest problem. I nie jest tak, że osadzeni nie pracują, bo są leniwi. Praca w zakładzie karnym to przywilej. Nie dla każdego jest zajęcie. Nie każdemu pozwala stan zdrowia. Więc jeśli nie pracujesz i nie masz rodziny, która ci wyśle pieniądze, to nie masz papieru toaletowego. Nie kupisz sobie rozpuszczalnej kawy w kantynie, proszku do prania, farby do włosów.

Nina Cieślińska: Ale z pozytywnych rzeczy… mnie urzekło więzienne rękodzieło. W jednym z zakładów jest taki dowódca, który wygląda jak Jason Momoa. Dostał od osadzonego figurkę, swoją podobiznę, zrobioną z utwardzonej masy z chleba przeżutego z papierem, zabarwionej tuszem z kolorowych długopisów. Coś wspaniałego.

Opowiadajcie dalej!

Hanna Dobrowolska: Kolejnym zaskoczeniem jest ilość rzeczy, które mogą posiadać osadzeni. Liczba odzieży jest ograniczona do kilku sztuk. Ubrania są podzielone na „letnie” i „zimowe”, gdy korzystasz z jednych, drugie muszą znajdować się w magazynie. Musisz się ze swoim dobytkiem zmieścić w metalowym pudełku, które trzyma się pod łóżkiem. Mówią na to kuweta. Jak kuweta wyjeżdża spod łóżka, wydaje okropny dźwięk. Przysięgam, przesuwanie tą kuwetą to koszmar dla układu nerwowego. Więzienie pokazuje, że człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do wszystkiego. To, co nam wydaje się niewygodą, dla osadzonych jest normalne. Widząc nasze zdziwienie, nierzadko wzruszają ramionami, mówią „przywykłem”. Można mieć na celi zdjęcia bliskich, ale też ograniczoną liczbę.

Nina Cieślińska: Chcesz posłuchać muzyki? Musisz dostać zgodę na odtwarzacz. Potem ktoś musi wysłać ci płytę z nagraniem. Oglądają filmy i seriale, nierzadko są na bieżąco z nowościami, ale wygląda podobnie jak z muzyką. Dyrektor zakładu musi się zgodzić na sprzęt.

Nina Cieślińska: Jedna z naszych bohaterek to osoba, która prowadziła na wolności kolorowe życie, była bardzo elegancka. Powiedziała w pewnym momencie, że „więzienie gwałci zmysły każdego dnia”. Weźmy chociaż zapachy. Nie chodzi o to, że w więzieniu śmierdzi, ale nie można mieć np. perfum, w toaletach nie ma odświeżaczy powietrza. A jeśli chcesz z kolei popatrzeć w niebo, to jest zakratowane.

Która z rozmów zostanie z wami na dłużej?

Hanna Dobrowolska: U mnie to nie będzie żadna konkretna rozmowa, a wniosek z kilku, które miały wspólny mianownik. Chodzi o doświadczenie przemocy seksualnej w dzieciństwie, o którym opowiadały nasze rozmówczynie. Wykorzystywane przez ojców, wujków, dziadków, od własnych matek słyszały: „siedź cicho, nie rób problemu”. Miały znosić cierpienie w milczeniu, by nie psuć rodzinnego obrazka, nie przynosić wstydu. To odbiło piętno na całym ich życiu, wpłynęło na poczucie wartości. Utwierdziło w przekonaniu, że ich głos, ich sprzeciw, nie ma znaczenia. W dorosłości godziły się na przemoc i nadużycia.

Nina Cieślińska: Mnie poruszyła rozmowa z nauczycielką skazaną za zabójstwo. W wywiadzie mówiła o tym, że po zbrodni wszyscy się od niej odsunęli, w tym dzieci i przyjaciele. Została sama. Kilka osób podkreślało, że kryminał uratował im życie.

Jak to możliwe?

Hanna Dobrowolska: Zaskakujące, prawda? Na zewnątrz wydaje się, że więzienie to miejsce, w którym życie się kończy. A dla niektórych dopiero wtedy zaczyna się życie w trzeźwości, bez przemocy, z dala od używek i oprawców. Niektóre osadzone mówią wprost, że skończyłyby gorzej, gdyby nie zostały zatrzymane. Resocjalizacja jest możliwa, jeśli człowiek jest gotowy na zmianę. Bardzo ważnym elementem tego procesu są wychowawcy i psychologowie, którzy pomagają podopiecznym zobaczyć nadzieję na lepsze.

Share.
Exit mobile version