-
Prof. Zbigniew Izdebski w wywiadzie dla Interii:
-
„Liczę na dojrzałość rodziców i nauczycieli, którzy pokażą dzieciom i młodzieży, jaką wartość ma zdrowie seksualne i umożliwią im udział w zajęciach. To będą najprawdopodobniej dwie godziny w ciągu roku”;
-
„Edukacja zdrowotna ma na celu przekazywanie rzetelnej wiedzy i kształtowanie prozdrowotnych postaw, a nie realizację założeń ideologicznych”;
-
„Nie odpowiadam za fantazje seksualne polityków prawicy. Nie wiem, co z nimi jest, że mają w sobie tak duże fobie związane ze zdrowiem seksualnym człowieka”;
-
„Żyjemy w społeczeństwie, które wykazuje duży stopień naiwności, czy nawet hipokryzji i podwójnych standardów moralnych. Wielu dorosłych ma poczucie, że jeśli pewne tematy nie zostaną poruszone w szkole, nie zostaną poruszone w domu, to młodzież nie będzie szukała informacji o swojej seksualności”.
Jolanta Kamińska-Samolej, Interia: Od września edukacja zdrowotna będzie w szkole obowiązkowa, ale bez części dotyczącej zdrowia seksualnego – ogłosiła szefowa MEN. To dobra decyzja?
Prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog i pedagog, współtwórca podstawy programowej edukacji zdrowotnej: – Fakt, że edukacja zdrowotna będzie od września przedmiotem obowiązkowym, traktuję w kategorii bardzo dużego sukcesu. Minister Nowacka wykazała się determinacją, by tego dopilnować. To ogromny krok naprzód dla polskiej edukacji i medycyny prewencyjnej.
Nawet jeśli kwestie związane ze zdrowiem seksualnym zostały usunięte?
– Niestety zdrowie seksualne nie doczekało się w Polsce potraktowania w kategoriach zdrowia, ale polityki. Ubolewam, że ten dział stanie się jedynie dodatkowym przedmiotem nieobowiązkowym, ale liczę na dojrzałość rodziców i nauczycieli, którzy pokażą dzieciom i młodzieży, jaką wartość ma zdrowie seksualne i umożliwią im udział w zajęciach. To będą najprawdopodobniej dwie godziny w ciągu roku. Jako przewodniczący zespołu, który układał program, uważam, że jest on dobry i naprawdę potrzebny dzieciom i młodzieży, szczególnie teraz. Ważne, aby rodzice mieli tę świadomość.
Barbara Nowacka poinformowała, że zespół ekspercki, którego jest pan szefem, przeanalizuje podstawę programową edukacji zdrowotnej i wskaże, które treści związane z edukacją seksualną staną się nieobowiązkowe. W jakim kierunku pójdą zmiany?
– Zależy nam na rozwiązaniach, które będą akceptowalne społecznie i jednocześnie korzystne z punktu widzenia zdrowia publicznego. W najbliższych dniach po spotkaniu zespołu i przenalizowaniu treści powiemy więcej na ten temat.
Środowiska prawicowe alarmują, że to jedynie taktyczny manewr, bo cała edukacja zdrowotna jest ideologiczna, a MEN będzie próbował przemycić treści związane ze zdrowiem seksualnym do części obowiązkowej.
– Nieraz mówiłem, że nie odpowiadam za fantazje seksualne polityków prawicy. Nie wiem, co z nimi jest, że mają w sobie tak duże fobie związane ze zdrowiem seksualnym człowieka. Narracja o rzekomym przemycaniu treści to klasyczny przykład manipulacji i straszenia. Edukacja zdrowotna ma na celu przekazywanie rzetelnej wiedzy i kształtowanie prozdrowotnych postaw, a nie realizację założeń ideologicznych.
Wiedza jest czynnikiem chroniącym przed ryzykownymi zrachowaniami. (…) Badania wskazują, że im większa wiedza u ludzi młodych, tym późniejsza inicjacja seksualna.
A dlaczego uczniowie pogardzili tym przedmiotem? Dane pokazały, że edukacja zdrowotna jako przedmiot nieobowiązkowy miała bardzo małą frekwencję, około 30 proc. w skali kraju.
– Podobną frekwencję miało wychowanie do życia w rodzinie, za którym optuje prawica, kiedy było nieobowiązkowe. Liczyliśmy się z tym, że frekwencja może być niska. Przyczyn jest wiele. Przedmiot był nieobowiązkowy. Rodzice wypisywali dzieci nie tylko ze względów światopoglądowych, ale też praktycznych, część wolała zwolnić się z pierwszej czy ostatniej lekcji. Nie uważam jednak, że był to rok stracony, bo przyniósł nowe doświadczenia, a nauczyciele zaczęli się kształcić. Nie mogliśmy rok temu wprowadzić edukacji zdrowotnej jako obowiązkowej, bo baliśmy się, że w spirali oporu może dojść do protestów i trudnej atmosfery w szkołach. A szkoła – jak mówiła pani minister – powinna zostać przestrzenią stabilną i bezpieczną dla uczniów.
Uważa Pan, że MEN zrobiło wszystko, jak trzeba? W koalicji rządzącej nie brak krytycznych głosów. Minister Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz „szlag trafia, jak patrzy na to, co dzieje się w edukacji”, bo Polska 2050 już rok temu mówiła, że edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa poza modułem edukacji seksualnej. Wtedy MEN mówiło „nie”.
– Pani minister jest członkiem rządu, więc niech sobie odpowie na pytanie, jakiego wsparcia udzieliła ministrom edukacji i zdrowia w tym zakresie. Mam wrażenie, że żyjemy w społeczeństwie, które wykazuje duży stopień naiwności, czy nawet hipokryzji i podwójnych standardów moralnych. Wielu dorosłych ma poczucie, że jeśli pewne tematy nie zostaną poruszone w szkole, nie zostaną poruszone w domu, to młodzież nie będzie szukała informacji o swojej seksualności.
Dane wskazują, że jest odwrotnie.
– Liczne badania, w tym NASK-u, pokazały, że nawet dzieci między siódmym a dziesiątym rokiem życia docierają w sieci do materiałów o charakterze erotycznym, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i stanowią poważne zagrożenie. Wielu rodziców nie ma o tym pojęcia, bo dzieci – ze wstydu bądź strachu – się nie przyznają. I nie wystarczy im powiedzieć: nie oglądaj. Konieczne jest wyjaśnienie, dlaczego nie.
Dlaczego wiedza jest tak istotna?
– Jest czynnikiem skutecznie chroniącym przed ryzykownymi zachowaniami. Wiedza na temat antykoncepcji czy presji seksualnej to profilaktyka wczesnej inicjacji seksualnej. Badania wskazują, że im większa wiedza u ludzi młodych, tym późniejsza inicjacja. A jeśli ona następuje wcześniej, to jest bezpieczniejsza np. z perspektywy chorób przenoszonych drogą płciową.
Dlaczego tak się dzieje?
– Dobra wiedza pomaga młodym lepiej zrozumieć siebie i swoją seksualność. Wiemy, że popęd seksualny jest inny u dziewcząt, a inny u chłopców. Ważne, by ci nastoletni ludzie mieli świadomość, że ich potrzeby się różnią. Dodatkowo bardzo ważna jest asertywność, by nie ulegać presji drugiej osoby.
Edukacja seksualna uczy także, jak mówić „nie”?
– Dokładnie tak. To bardzo ważna umiejętność w kontekście relacji i zachowań seksualnych. Dzięki niej młodzi ludzie są mniej podatni na manipulację, np. przekonywanie, że „wszyscy już to robią”. Uczy też, jak nie ulegać presji i nie obawiać się odrzucenia przez grupę tylko dlatego, że stawia się własne granice.
Od lat bada pan kwestie związane ze zdrowiem seksualnym dzieci i młodzieży w Polsce. W jakiej kondycji jest ono obecnie?
– Jest zagrożone głównie przez niekontrolowany dostęp do różnego rodzaju treści w intrenecie, które pokazują ludziom młodym całkowitą fikcję. W tej chwili mamy wielu młodych ludzi zalęknionych w kwestii swojej seksualności i tego, czy się sprawdzą. Moje badania pokazały, że wśród dorosłych mężczyzn narasta lęk przed podejmowaniem aktywności seksualnej. Skoro dorośli sobie nie radzą, jak ma poradzić sobie młodzież, jeśli nie otrzyma wsparcia? Potrzeba wiedzy, a nie fikcji. I komunikacji, bo nie potrafimy swobodnie podejmować tematów związanych z naszym zdrowiem seksualnym. To jest dziś dla Polaków najtrudniejsze.













