– 1,5 mln zł – to strata jaką spółka A.Blikle wygenerowała w 2024 r. W poprzednich latach nie było lepiej. 2023 r.: – 367 tys. zł na minusie. 2022 r.: – milion złotych straty. 2021 r. – 1,8 mln zł.
Ostatnie pięć lat to pasmo samych strat dla jednej z najsłynniejszych cukierni w Polsce. Wraz z brakiem zysków pomniejszają się również aktywa spółki. Wykazuje również ujemne kapitały własne, co oznacza, że de facto balansuje już na krawędzi bankructwa. Co popsuło najsłynniejsze pączki w Polsce?
Syn na ratunek
Pasmo niepowodzeń Bliklego zaczęło się już dużo wcześniej. Warto przypomnieć, że samo przedsiębiorstwo uchodzi przecież za jedną z najstarszych polskich firm rodzinnych. Cukiernia została założona przez Antoniego Kazimierza Bliklego w 1869 roku. To pradziadek prof. Andrzeja Bliklego, który był czwartym pokoleniem w wielowiekowym biznesie.
Fatum przyszło po 2007 r., kiedy największe miasta Polski zaczęły oplatać sieciowe kawiarnie. Przy Nowym Świecie, gdzie przez półtora wieku mieścił się słynny sklep Bliklego zaczęły wyrastać kolejne Costa Coffee, Coffee Heaven i inne miejsca, gdzie tak jak i u Bliklego – można było wypić kawę i zjeść ciastko. Obroty słynnego warszawskiego cukiernika zaczęły spadać. Pojawiło się pytanie, co zrobić, żeby przyciągnąć do siebie młodych, którzy od starego Bliklego woleli amerykańskiego Starbucksa.
Rodzinną firmę próbował ratować Łukasz Blikle, syn prof. Bliklego, a zarazem już piąte pokolenie w cukiernicznym biznesie. Jednak próby ratunkowe okazały się klapą. Rządził w firmie krótko, bo od 2011 do połowy 2012 r. W tym czasie zdążył zwolnić dyrektora finansowego firmy, szefa kadr, kilku kierowników oraz, co najsmutniejsze, głównego technologa firmy, który odpowiadał za receptury i wyjątkowy smak słodkości wytwarzanych od pokoleń.
To, na co Łukasz Blikle nie chciał się zgodzić, żeby firmę ratować, to wejść z pączkami do wielkich sieci handlowych i zacząć je produkować nie w rzemieślniczej, a masowej skali. Ale jego opór długo nie potrwał.
Rodzina Blikle nie ma już wpływu
Kiedy syn nie dał rady postawić firmy na nogi, ojciec zdecydował się powierzyć misję ratunkową wynajętym menadżerom. Kawałek po kawałku sprzedawał udziały w rodzinnej firmie zewnętrznym inwestorom, jak choćby funduszowi Vertigo od polskich barów Hard Rock Cafe czy hrabiemu Piotrowi Pinińskiemu, potomkowi polskich arystokratów ze Szkocji.
To oni stali za wynajęciem w 2012 roku Marka Forkuna, nowego prezesa rodzinnej firmy. Miał posprzątać bałagan po synu prof. Bliklego, postawić spółkę na nogi, a nawet wprowadzić na warszawską giełdę.
„Choć pracuje w Polsce prawie 20 lat, to mówiąc „pączek z marmoladą”, łamie sobie język na końcówkach. Przy „pierniczkach” zdarza mu się zająknąć. Na biznesie zna się jednak jak mało kto. Przed laty restrukturyzował i przygotowywał do wejścia na giełdę rodzinną firmę Euromark, właściciela marki Campus, producenta ubrań i sprzętu do rekreacji. Brał udział w przygotowywaniu transakcji sprzedaży funduszowi inwestycyjnemu serwisu aukcyjnego Allegro. Zarządzał też dwoma zakładami koncernu Toyota w Polsce” – pisaliśmy o nim we „Wprost”.
Forkun zrobił to, czego nie chciał Blikle. „A.Blikle walczy o drugą młodość” – donosił Puls Biznesu w 2014 r. „Pączki od Bliklego będą docierać do większej liczby łasuchów. Także przez internet i za pośrednictwem sieci handlowych” – pisała dalej gazeta.
Pączki od Bliklego wyszły ze szklanych witryn jego sklepów i zaczęły się pojawiać w mniej wykwintnych miejscach – supermarketach, a nawet stacjach benzynowych. Produkt spowszedniał, a masowa produkcja z dłuższym terminem przydatności, czego wymagały duże sieci handlowe, przełożyła się na duży spadek jakości.
Oburzeni klienci zaczęli zalewać firmę negatywnymi komentarzami, że pączki nie przypominają już starego, dobrego Bliklego.
Prof. Andrzej Blikle nie wytrzymał i w 2015 r. za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych zamieścił głośny wpis, że A.Blikle to już de facto nie jest jego firma:
,,Czuję się w obowiązku poinformować Państwa, że od grudnia 2012 roku rodzina Blikle nie ma żadnego wpływu na dokonujące się w firmie przekształcenia.(…) Więcej niestety powiedzieć nie mogę. I oczywiście nie jest mi z tym najlepiej”.
Pandemiczny cios
Później nie było lepiej. Bolesną lekcją dla spółki była pandemia COVID-19.
– Cukiernictwo to branża niskomarżowa, tradycyjnie obsadzona przez relatywnie małe firmy, takie jak nasza. Firmy te nie posiadają zapasów gotówki. Bieżące zobowiązania finansowane są z bieżącej sprzedaży. A tej sprzedaży nie ma – tłumaczył wtedy Portalowi Spożywczemu ówczesny prezes A.Blikle, Wojciech Stankiewicz.
Dramatyczny spadek przychodów zmusił firmę do wdrożenia restrukturyzacji i rozpoczęcia postępowania układowego z wierzycielami, którzy domagali się od Bliklego pieniędzy za towar.
Mimo tych peturbacji Blikle działa dalej. Kultowy pączek z różą kosztuje u niego dzisiaj 9,9 zł za sztukę. 250-gramowe opakowanie faworków 56,90 zł.












