Krakowski urząd skarbowy odkrył, że podatnik podatnik jeździ firmowym autem również w dniach, o których nie poinformował skarbówki. Fiskus wystosował pismo, w którym wzywa do złożenia wyjaśnień. O sprawie pisze „Dziennik Gazeta Prawna”.

Fiskus od lat korzysta z ANPRS


We wspomnianym piśmie skarbówka informuje, że ma dowody na niezgłoszone przejazdy autem. Dane pozyskano z ANPRS – Automatycznego Systemu Rozpoznawania Numerów Rejestracyjnych.


System działa w czasie rzeczywistym, analizując obraz z kamer i przekształcając go na zapis tekstowy numeru. Może on jednocześnie analizować obraz nawet z 50 kamer. Bierze pod uwagę to, co „widzą” kamery miejskiego monitoringu, kamery należące do policji czy kamery zestawu ANPRS. Jego pomysłodawcami są administracje podatkowe Litwy, Łotwy i Estonii. W Polsce ANPRS wykorzystywany jest przez skarbówkę od końca 2017 roku.


Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) może zidentyfikować numer rejestracyjny pojazdu w punkcie kontrolnym i wykorzystać uzyskaną informację w ewentualnej kontroli lub czynnościach sprawdzających. Już w maju 2018 roku KAS potwierdziła “Dziennikowi Gazecie Prawnej”, że ANPRS jest wykorzystywany do „pozyskiwania materiału dowodowego na potrzeby postępowań celnych, podatkowych i czynności dochodzeniowo-śledczych”.


Przejazdy autem, o których nie wie skarbówka, mogą kosztować przedsiębiorcę równowartość połowy VAT. Zasadą jest bowiem odliczanie tylko 50 proc. VAT naliczonego z faktur dokumentujących wydatki związane z nabyciem, eksploatacją i używaniem auta osobowego. Chcąc odliczać cały VAT, przedsiębiorca musi prowadzić ewidencję przebiegu pojazdu, opracować szczegółowy regulamin użytkowania auta i zgłosić pojazd w urzędzie skarbowym na druku VAT-26. W ewidencji trzeba podać m.in. szczegóły każdego przejazdu, w tym opis trasy i liczbę przejechanych kilometrów – pisze dziennik.


Tymczasem ze wspomnianego pisma krakowskiego fiskusa wynika, że ewidencja, którą prowadził przedsiębiorca, może okazać się niewiarygodna. System ANPRS zarejestrował przejazdy auta w dniach, których przedsiębiorca nie ujął w ewidencji. Jeśli podejrzenia skarbówki się potwierdzą, to przedsiębiorca będzie musiał oddać połowę odliczonego VAT.


Jak pisze gazeta, z pisma nie wynika, aby był to pojedynczy niezewidencjonowany przejazd. Listę takich przypadków ujęto w odrębnym załączniku. Fiskus najprawdopodobniej przekazał w nim zestawienie dat, godzin i lokalizacji odczytów. Wezwał przedsiębiorcę do złożenia wyjaśnień w terminie 7 dni.


Pismo urzędu zostało opublikowane w mediach społecznościowych i wywołało falę dyskusji. Część internautów uważa, że mamy do czynienia z inwigilacją. Inni wskazują, że fiskus nie może ufać podatnikom wyłącznie na słowo i musi mieć jakieś narzędzia kontroli.

Share.
Exit mobile version