Druga tura wyborów prezydenta Krakowa odbędzie się w niedzielę 11 października. Udział w niej wezmą Łukasz Gibała, który zdobył w pierwszej turze 36,38 proc. głosów oraz Monika Piątkowska, kandydatka z poparciem 29,91 proc. mieszkańców, którzy poszli do urn 27 września. Frekwencja wyniosła wówczas 43,50 proc.


Zobacz wideo

Gibała: Zgłosiło się do mnie 6 radnych KO. Są otwarci na współpracę

Główny sponsor akcji referendalnej

Wybory są następstwem referendum, w którym mieszkańcy odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego z KO. Głównym sponsorem było stowarzyszenie „Kraków dla Mieszkańców”, którego liderem jest Łukasz Gibała. Sfinansowało ono bowiem ponad 95 proc. kosztów akcji referendalnej, przekazując na ten cel ponad 1,89 mln zł – przekazał portal Love Kraków. Kandydat podkreślił jednak w TVN24, że to nie jego pieniądze doprowadziły do odwołania Miszalskiego, ale – jak stwierdził – popełnione przez byłego prezydenta błędy.

Stowarzyszeniu pomagała firma ojca Gibały, która wcześniej należała do niego – Duktor. – Oprócz tego, że ta spółka zarabia pieniądze, to wspiera też różne akcje społeczne, również takie o charakterze obywatelskim i wspierała też Stowarzyszenie „Kraków dla Mieszkańców”, które z kolei wsparło akcję referendalną – powiedział Gibała w TVN24. Zaznaczył również, że Aleksander Miszalski „przeznaczył ogromne pieniądze na kampanię antyreferendalną”. – Ponad trzy miliony złotych na samą gazetkę z budżetu miasta – powiedział. 

Gibała urodził się w bogatej rodzinie. „Chyba Krakowianom to odpowiada”

Gibała założył spółkę Duktor w 2015 roku. Firma produkowała filamenty do drukarek 3D. Pieniądze na jej rozwój pożyczała spółka jego ojca. W pewnym momencie to zadłużenie wyniosło 230 milionów złotych. Gibała wyjaśnił, że firma miała aktywa zainwestowane w fabryki oraz akcje spółek notowanych na giełdzie. – Te aktywa warte były więcej niż pasywa, więc po prostu przekazałem to wszystko ojcu – powiedział w TVN24. 

Kandydat na prezydenta Krakowa przyznał, że urodził się w bogatej rodzinie i podkreślił, że nie uważa tego za wadę. – Jest to coś neutralnego ani plus, ani minus. Natomiast generalnie chyba Krakowianom to odpowiada, bo proszę zobaczyć, że z każdych kolejnych wyborów mam coraz lepsze wyniki – stwierdził w TVN24.

Share.
Exit mobile version