Wszystko zaczęło się od mieszkań. I właśnie mieszkania mogą teraz zdecydować o politycznej przyszłości Hiszpanii. We wtorek 29 września rząd przyjął dwa dekrety, które miały być odpowiedzią na rosnące społeczne niezadowolenie.

Hiszpania. Kongres odrzucił propozycje rządu Pedro Sancheza


Wśród propozycji znalazły się rozwiązania dotyczące m.in. przedłużenia ochrony części lokatorów przed eksmisjami, wydłużenia obowiązywania niektórych umów najmu oraz ograniczenia spekulacyjnego zakupu mieszkań. Premier Pedro Sanchez chciał pokazać, że reaguje na problem, który coraz mocniej dotyka Hiszpanów.


Kongres Deputowanych powiedział jednak „nie”. Pierwszy dekret poparło 172 deputowanych, przeciw było 178. Drugi przepadł stosunkiem 166 do 184 głosów. W obu przypadkach przeciwko rządowi zagłosowały m.in. Partido Popular, Vox i Junts.


I właśnie ten ostatni partner stał się dla premiera szczególnie dużym problemem. Junts argumentował, że proponowane rozwiązania mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego i ograniczyć liczbę mieszkań dostępnych na wynajem a w efekcie doprowadzić do wzrostu cen.


Partia domaga się wycofania projektu i napisania go od nowa. Podemos poparło rozwiązania rządu, a PNV zapowiedziało poparcie dla głównego dekretu, choć z zastrzeżeniami. Jednocześnie partia zapowiedziała odrzucenie części dotyczącej wynajmu.

Pedro Sanchez przed trudną decyzją. Będą przedterminowe wybory?


Dla szefa hiszpańskiego rządu wynik głosowania oznacza coś więcej niż porażkę jednego pakietu ustaw. W Madrycie rozpoczęła się rozmowa o tym, czy obecna większość parlamentarna jest jeszcze w stanie zapewnić rządowi skuteczne działanie.


I tu pojawia się temat przedterminowych wyborów. Hiszpańskie media — w tym RTVE, „El País” i „El Español” — informowały, że po odrzuceniu dekretów Pero Sánchez może zdecydować się na rozwiązanie parlamentu. Premier na razie oficjalnie nie zdecydował się na taki krok. Według relacji z Madrytu miał rozpocząć konsultacje z ministrami, politykami PSOE i przedstawicielami innych środowisk.


W La Moncloa podkreślano, że wszystkie scenariusze pozostają otwarte. Przed głosowaniem rząd zapewniał, że nie prowadzi żadnych przygotowań do zakończenia kadencji. Po głosowaniu komunikat był już ostrożniejszy: „nie wyklucza się żadnego scenariusza”.


Pedro Sánchez ma przy tym do rozstrzygnięcia nie tylko pytanie czy rozpisać wybory, ale także kiedy to zrobić.


Jeśli zdecyduje się na rozwiązanie parlamentu odpowiednio szybko, głosowanie mogłoby odbyć się jeszcze w listopadzie. W materiałach hiszpańskich mediów pojawia się data 29 listopada. Artykuł 115 hiszpańskiej konstytucji pozwala premierowi zaproponować rozwiązanie obu izb parlamentu po wcześniejszej debacie w Radzie Ministrów, a Ustawa Organiczna o Powszechnym Systemie Wyborczym (LOREG) stanowi, że wybory odbywają się w 54. dniu po ich rozpisaniu.


Pedro Sanchez nie musi jednak działać natychmiast. W jego otoczeniu mają trwać analizy dotyczące sytuacji politycznej, nastrojów społecznych i kondycji poszczególnych ugrupowań. Jednym z czynników jest także sytuacja Sumar, które — jak wynika z relacji „El País” — nie ma jeszcze nawet wyłonionego kandydata.

Historia 87-latki wywołała falę protestów w Hiszpanii


Za parlamentarną awanturą stoi przede wszystkim historia 87-letniej Maricarmen Abascal, która uruchomiła falę społecznego niezadowolenia i społecznych protestów. Kobieta mieszkała w madryckim mieszkaniu od 1956 roku. Przez dziesięciolecia lokal był jej domem. Sytuacja zmieniła się po sprzedaży nieruchomości. Według organizacji lokatorskich czynsz wzrósł z około 500 do 2650 euro miesięcznie.


Dla emerytki oznaczało to kwotę niemożliwą do udźwignięcia. Po kolejnych próbach eksmisji policja ostatecznie usunęła kobietę z mieszkania. Maricarmen trafiła później do szpitala z powodu wyczerpania. — Chcę, żeby to, co mnie spotkało, sprawiło, że nie spotka to innych ludzi — mówiła Maricarmen.


Według administracji państwowej w madryckim proteście uczestniczyło około 25 tys. osób, podczas gdy organizatorzy szacowali frekwencję na ponad 300 tys.


Pedro Almodóvar, który pojawił się na demonstracji, mówił, że historia Maricarmen jest „kroplą, która przelała czarę goryczy”. Sytuację mieszkaniową określił jako „absolutnie nie do zniesienia”.


Po marszu protest nie wygasł. Na Puerta del Sol pojawiły się namioty. Ostatecznie Beatriz Duro, prawniczka Maricarmen Abascal przekazała, że dzięki mobilizacji społecznej 87-latka będzie mogła wrócić do swojego mieszkania. – Presja ma sens. Udało nam się osiągnąć porozumienie. Mam nadzieję, że rządzący wyciągnąć wnioski i zmienią podejście do kwestii mieszkalnictwa – podkreśliła.


Szczęśliwy finał historii 87-latki nie uspokoił społecznych nastrojów. W Madrycie nadal trwają protesty, a kolejne są zapowiadane w innych miastach. Namiotowe miasteczko pojawiło się również m.in. na słynnym Plaza de la Constitución w samym centrum Malagi.


Na sobotę 3 października zapowiedziano wielką demonstrację. – Ten plac, jak i całe miasto, należą do nas. Nie do deweloperów, nie do spekulantów, ale do tych, którzy żyją tutaj na co dzień od wielu pokoleń – tłumaczył jeden z uczestników akcji.


Sanchez znów zaryzykuje? Hiszpania czeka na decyzję


Dla PSOE cała sytuacja ma jeszcze jeden wymiar. Kryzys mieszkaniowy może stać się osią ewentualnej kampanii wyborczej. Część socjalistycznych polityków uważa, że odrzucenie rządowych dekretów przez PP, Vox i Junts może pozwolić PSOE przedstawić wybory jako starcie wokół mieszkań i ochrony lokatorów. — Jeśli nie wyjdą dekrety, nie pozostaje nic innego, jak zwołać wybory i możemy pójść z mieszkalnictwem jako centralnym tematem — mówił jeden z działaczy cytowanych przez „El País”.


Inny przedstawiciel PSOE przekonywał, że obecna sytuacja daje partii możliwość przejęcia inicjatywy. Wcześniej socjaliści mierzyli się m.in. z kryzysem migracyjnym wokół Ceuty. Teraz na pierwszy plan może wyjść temat, który dotyczy milionów Hiszpanów bezpośrednio: ceny mieszkań i czynszów.


Nie oznacza to jednak, że decyzja o wyborach jest przesądzona. Nawet gdyby Pedro Sanchez zdecydował się na taki ruch, nie byłby to pierwszy raz. W maju 2023 roku, po bardzo słabym wyniku PSOE w wyborach samorządowych i regionalnych, premier zrobił coś, czego mało kto się spodziewał. Rozwiązał parlament i ogłosił przedterminowe wybory na 23 lipca.


Wtedy ryzyko było ogromne. Partido Popular właśnie odniosło mocne zwycięstwo, a sondaże sugerowały, że po wyborach do władzy może dojść prawica. Pedro Sánchez postawił jednak wszystko na jedną kartę. Szef PSOE mógł świętować, ponieważ dostał drugie polityczne życie.


Jego partia uzyskała 121 mandatów, o dwa więcej, niż w poprzednich wyborach. Po miesiącach negocjacji i politycznej układanki z koalicjantami, w listopadzie 2023 roku uzyskał wotum zaufania Kongresu. Za jego kandydaturą zagłosowało 179 deputowanych, wobec 171 przeciwnych. Zdołał więc wykorzystać sytuację, która początkowo wyglądała jak poważne zagrożenie dla jego rządu, do utrzymania się u władzy.

Hiszpania. Rozbieżności w najnowszych sondażach


Tym razem sytuacja jest bardziej skomplikowana. Pedro Sánchez musi więc zdecydować, czy powtórzyć manewr sprzed trzech lat. Premier musi brać pod uwagę zarówno sytuację własnego zaplecza, jak i układ sił w parlamencie. Najnowsze sondaże ogólnokrajowe w Hiszpanii z końca września 2026 r. pokazują dość wyraźną przewagę Partido Popular (PP) nad partią Pedro Sancheza. W średniej wielu sondaży PP ma około 32–33 proc., PSOE około 26 proc., a Vox około 18 proc. Sumar oscyluje w granicach 6 proc., a Podemos około 3 proc.


CIS, państwowy ośrodek badania opinii, pokazuje zupełnie inny układ: we wrześniowym badaniu PSOE miało 31 proc., PP 25,5 proc., a Vox 16,6 proc. To duża różnica względem większości prywatnych sondażowni.


Na stole pozostają więc dwa podstawowe scenariusze: próba dalszego rządzenia przy obecnym układzie albo wcześniejsze wybory.

Share.
Exit mobile version