Jeszcze kilka lat temu sektor hodowli owadów należał do najgorętszych trendów w branży żywnościowej. Do nowych firm płynęły setki milionów dolarów inwestycji, powstawały kolejne zakłady produkcyjne, a zwolennicy tej technologii przekonywali, że owady mogą stać się ważnym elementem walki ze zmianą klimatu.
Argument wydawał się przekonujący. Owady szybko rosną, potrzebują niewiele miejsca, a część gatunków może przetwarzać odpady organiczne na wartościowe białko. W porównaniu z bydłem czy trzodą chlewną wyglądały jak znacznie bardziej efektywne źródło pożywienia.
Dziś ten obraz zaczyna się komplikować. Autorzy raportu „Rethinking insects as alternative protein”, przygotowanego przez badaczy ze Stockholm Environment Institute, Uniwersytetu w Lejdzie oraz European Institute for Animal Law & Policy, przeanalizowali dostępne badania dotyczące środowiskowych skutków hodowli owadów. Ich wniosek jest prosty: korzyści istnieją, ale nie są ani tak oczywiste, ani tak uniwersalne, jak często zakładano.
„Hodowla owadów jest często przedstawiana jako rozwiązanie problemów związanych ze zrównoważonym rozwojem. Jednak korzyści zależą od sposobu produkcji oraz od tego, co owady zastępują w naszej diecie. Na podstawie obecnych dowodów środowiskowe argumenty są znacznie mniej oczywiste, niż często się zakłada” – mówi Camilo Garzón ze Stockholm Environment Institute.
Emisje z hodowli owadów mogą być zaskakująco wysokie
Nie oznacza to, że hodowla owadów szkodzi środowisku bardziej niż tradycyjna produkcja zwierzęca. Problem polega na tym, że przewaga ekologiczna, o której często mówiono, nie jest wcale tak jednoznaczna.
W krajach strefy umiarkowanej ślad klimatyczny białka owadziego może wynosić od 3 do 35,5 kg ekwiwalentu CO₂ na kilogram białka. To ogromna rozpiętość. Mediana wynosi około 13,5 kg. Dla porównania produkcja białka drobiowego odpowiada za emisje rzędu 18-36 kg, a wieprzowiny 21-53 kg ekwiwalentu CO₂ na kilogram białka.
W najlepszych warunkach hodowle owadów rzeczywiście wypadają korzystnie. W najmniej efektywnych systemach zbliżają się jednak do poziomu znanego z produkcji drobiu. Przewaga nad tradycyjną hodowlą nie jest więc gwarantowana.
Kluczowe okazuje się także to, z czym owady konkurują na rynku. W debacie publicznej często porównuje się je z mięsem. W praktyce znaczna część produkcji trafia jednak do sektora paszowego.
Tymczasem śruta sojowa odpowiada za emisje wynoszące około 0,9-2,2 kg ekwiwalentu CO₂ na kilogram białka, a mączka rybna za 0,2-9,3 kg. Oznacza to, że w wielu przypadkach owadzie zamienniki mogą mieć wyższy ślad klimatyczny niż produkty, które mają zastąpić.
Jednym z powodów jest energia potrzebna do utrzymywania odpowiednich warunków hodowli. W Europie czy Ameryce Północnej fermy owadów często wymagają ogrzewania przez znaczną część roku. To zwiększa zużycie energii i związane z nim emisje. Autorzy raportu zwracają uwagę, że wykorzystanie odnawialnych źródeł energii w tej branży wciąż pozostaje ograniczone.
Większość owadów nie trafia na ludzkie talerze
Konsumenci w Europie i Ameryce Północnej nadal podchodzą do jedzenia owadów z dużą ostrożnością. Nawet jeśli pojawiają się one w produktach spożywczych, zwykle stanowią dodatek do ciastek, pieczywa czy makaronów, a nie pełnoprawny zamiennik mięsa.
To zmienia ocenę ich potencjalnego wpływu na środowisko. Jeśli owady nie ograniczają spożycia mięsa, lecz jedynie wspierają produkcję pasz, ich rola w transformacji systemu żywnościowego staje się znacznie mniej oczywista.
„Jeżeli produkcja owadów służy głównie do karmienia innych zwierząt, nie prowadząc do ograniczenia spożycia mięsa, politycy powinni zadać sobie pytanie, czy takie inwestycje rzeczywiście zmieniają system żywnościowy, czy tylko go wzmacniają” – mówi Cleo Verkuijl ze Stockholm Environment Institute.
Pojawiają się także pytania o dobrostan owadów
Jeszcze niedawno dyskusja o dobrostanie owadów mogłaby wydawać się egzotyczna. Dziś coraz częściej pojawia się w literaturze naukowej. W ostatnich latach przybywa badań sugerujących, że niektóre gatunki owadów mogą posiadać bardziej rozwinięte zdolności poznawcze, niż długo zakładano. Naukowcy analizują możliwość odczuwania bólu, stresu oraz innych stanów subiektywnych.
Dla przemysłu ma to duże znaczenie. Fermy owadów nie liczą tysięcy czy milionów zwierząt. W wielu przypadkach mowa o miliardach osobników produkowanych każdego roku. Jeśli przyszłe badania potwierdzą zdolność części gatunków do odczuwania cierpienia, konieczne może okazać się stworzenie nowych standardów hodowli i uśmiercania.
Autorzy raportu zwracają uwagę również na inne kwestie. Wśród nich znajdują się potencjalne skutki przypadkowego uwolnienia hodowlanych gatunków do środowiska oraz ryzyko, że środki publiczne i prywatne będą kierowane do technologii o ograniczonych korzyściach kosztem bardziej obiecujących rozwiązań, takich jak alternatywy roślinne czy mięso produkowane z komórek.
Przyszłość branży zależy od szczegółów
Badacze nie twierdzą, że hodowla owadów jest ślepą uliczką. Podkreślają jednak, że jej wpływ na środowisko zależy od bardzo konkretnych warunków. Korzyści mogą być znaczące tam, gdzie owady karmione są odpadami organicznymi, a energia wykorzystywana w produkcji pochodzi ze źródeł odnawialnych. Problem polega na tym, że takie warunki nie zawsze są spełnione. Dodatkowo przepisy w wielu krajach ograniczają możliwość wykorzystywania części odpadów jako paszy.
Sytuacja może wyglądać inaczej w regionach tropikalnych i krajach o niższych dochodach. Wyższe temperatury ograniczają potrzebę ogrzewania ferm, a dostępność odpadów organicznych bywa większa. Autorzy raportu podkreślają jednak, że liczba badań dotyczących takich regionów jest nadal niewielka.
Po dekadzie entuzjastycznych zapowiedzi branża owadzia zderza się więc z bardziej przyziemnymi pytaniami. Ile energii zużywają fermy? Jakie surowce trafiają do pasz? Co faktycznie zastępuje owadzie białko?
Owady mogą znaleźć trwałe miejsce w systemie żywnościowym przyszłości. Sama ich obecność nie gwarantuje jednak korzyści dla klimatu. O tym decydują szczegóły produkcji, źródła energii i to, czy rzeczywiście pozwalają ograniczyć zapotrzebowanie na tradycyjne produkty zwierzęce.












