11 czerwca dziennikarki TVN24 ujawniły w swoim materiale, „’Po prostu się boję’. Kulisy pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka” nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w biurze, które koordynuje rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak. Pracownicy mieli tam doświadczać m.in. fizycznego przeciążenia, ciągłej kontroli, nocnych wiadomości, silnego stresu, a nawet myśli samobójczych.
Komentarze ws. sytuacji w Biurze Rzecznika Praw Dziecka
„Sz. P. Horna-Cieślak, może, zamiast zajmować się lodami w Pszczynie, zainteresuje się Pani mobbingiem, którego podobno dopuszcza się Pani w swoim biurze? Byłoby to z korzyścią dla pracowników oraz… dzieci” – napisał w serwisie X politolog i były europoseł Marek Migalski.
„Jeśli Monice Hornej-Cieślak naprawdę zależy na dzieciach, to po tym tekście poda się do dymisji. Nikt już jej nie zaufa, nikt rozsądny nie będzie chciał u niej pracować. A bez tego jej praca nie ma sensu. No, chyba że nie chodzi o dzieci, tylko o jej ego.”.. – napisał z kolei dziennikarz Szymon Jadczak.
Z kolei reporter Superwizjera TVN Filip Folczak ocenił, że rzeczniczka praw dziecka „powinna chyba pakować walizki po tym tekście”.
Jak miała wyglądać praca w Biurze Rzecznika Praw Dziecka?
Zgodnie z ustaleniami TVN24 prawie 20 osób, które pracowały w Biurze Rzecznika Praw Dziecka, skarżyło się na przemęczenie, strach i negatywny wpływ pracy na życie rodzinne. Według relacji pracowników Horna-Cieślak żądała m.in., aby każda sprawa, którą zajmowało się biuro, trafiała do niej jeszcze przed zamknięciem. Co zdaniem członków biura nigdy wcześniej się nie zdarzało, tworzyło dodatkową biurokrację, a także przysparzało pracy.
Z kolei Horna-Cieślak cytowana przez serwis wyjaśniła, że zmiany były podyktowane raportem NIK-u wskazującym na nieprawidłowości oraz koniecznością przyjrzenia się pracy podwładnych, ponieważ „były skargi od obywateli”, a także uniknięcia błędów w decyzjach.
Osoby powiązane z biurem informowały również, że otrzymywały wiadomości od Hornej-Cieślak o różnych porach – również w nocy oraz w święta. Ministerka tłumaczyła w rozmowie z serwisem, że informowała, że „pracuje w bardzo różnych dniach i godzinach z uwagi na ilość obowiązków”. Apelowała też, aby nie odpisywać na maile poza godzinami pracy.
Jednak w oczach pracowników wyglądało to inaczej. Zwracali uwagę, że ledwo rozpoczynali pracę, byli zasypywani wiadomościami. „Ona tak dociskała, że nie dało się nie upaść” – mówiła jedna z osób. Rzeczniczka miała też zlecać pracę po godzinach, która miała nie być opłacana. Dodatkowo pracownicy obawiali się, że jeśli nie wykonają często nadmiaru pracy, zostaną zwolnieni.
Wiele osób zgłaszało, że są przeciążeni obowiązkami, jednak ich uwagi miały pozostać bez odpowiedzi. O trudnościach informowano też Państwową Inspekcji Pracy (PIP). Pod koniec 2025 roku informowano PIP m.in. o „przeciążeniu”, „pracy pod nieustanną presją” czy „atmosferze zastraszania”. Do kontroli w BRPD jednak nie doszło.
Pracownicy o trudnych warunkach w BRPD. „Wciąż leczę się psychiatrycznie”
Podczas rozmowy z mediami byli oraz obecni pracownicy biura, nie ukrywali emocji, które pojawiły się na wspomnienie wydarzeń, do których dochodziło w BRPD. Nie ujawnili tożsamości, z obawy o ich przyszłość oraz ewentualne dalsze działania obecnej rzeczniczki, która jest prawniczką i „zna ludzi, którzy są ważni”.
– Obawiam się, że mnie ośmieszy na rozprawie. Wykaże, że byłam złym pracownikiem – uznała jedna z kobiet, cytowana przez TVN4.
– Mnie się do tej pory wydawało, że najcięższym doświadczeniem w moim życiu była śmierć bliskiej osoby. To mnie tak nie trzepnęło, jak praca w BRPD – ocenił jeden z mężczyzn w rozmowie z TVN24.
– Po tej pracy nie mam siły na sąd, wciąż leczę się psychiatrycznie – mówiła kolejna osoba.
– Czy widziałam, jak ktoś płakał w pracy? Oczywiście. Nie raz. Sama też płakałam. Próbowałam się kryć w łazience, ale kiedy wracałam do biurka, to było widać – relacjonowała jedna z kobiet.
– Pani rzecznik w ogóle nie szanowała naszych dzieci. My, pracownicy, też przecież mamy dzieci. A ja byłam ciągle w pracy – przekazała swoje przemyślenia kolejna z rozmówczyń.
Według ustaleń TVN24 wielu pracowników korzystało ze zwolnień psychiatrycznych, ponieważ byli przeciążeni pracą. Kilka osób miało wnieść sprawy dotyczące warunków w BRPD do sądu pracy.
W trakcie najbliższego posiedzenia Sejmu, w przyszłym tygodniu, ma się odbyć zamknięte spotkanie komisji, które mają się zająć doniesieniami dotyczącymi nieprawidłowości wBiurze Rzecznika Praw Dziecka – przekazała Monika Rosa z KO.


