-
Dwa kluczowe rurociągi, Wschód-Zachód w Arabii Saudyjskiej i rurociąg Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, są obecnie jedyną alternatywą dla eksportu ropy na globalne rynki z pominięciem cieśniny Ormuz.
-
Blokada przeprawy przez Iran i ataki na tankowce znacząco wpłynęły na ceny ropy, powodując wzrost cen benzyny oraz oleju napędowego na świecie.
-
Międzynarodowa Agencja Energii ostrzega, że choć rurociągi pozwalają ograniczyć skutki kryzysu, nie zastąpią one w pełni transportu morskiego przez Ormuz i pozostają narażone na ataki.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Jak wskazuje „The Wall Street Journal”, obecnie jedynym bezpiecznym sposobem na eksport ropy z Zatoki Perskiej na globalne rynki jest wykorzystywanie saudyjskiego rurociągu Wschód – Zachód oraz rurociągu Abu Zabi.
Te dwie nitki powstały w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Pozwalają one na całkowite pominięcie cieśniny Ormuz, co w ostatnich dniach diametralnie zwiększyło ich znaczenie na świecie.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Iran blokuje cieśninę Ormuz
Przypomnijmy, od początku wojny na Bliskim Wschodzie Iran blokuje transport ropy drogą morską właśnie przez wspomnianą cieśninę Ormuz. Wojska Teheranu zaczęły atakować tankowce z ropą, a także zaminowywać przeprawę.
To z kolei drastycznie wpłynęło na ceny ropy naftowej na świecie, a co za tym idzie, znacząco podrożała benzyna oraz olej napędowy.
Jak wskazuje „The Wall Street Journal”, rurociągi biegnące przez Arabię Saudyjską oraz ZEA nie są w stanie zastąpić transportu ropy drogą morską przez Ormuz, jednak pozwalają na uniknięcie pogłębienia się kryzysu paliwowego na świecie.
Oznacza to, że obie nitki znajdują się aktualnie w czołówce najbardziej strategicznej, globalnej infrastruktury energetycznej.
Wojna w Iranie. Blokada cieśniny Ormuz i dwa kluczowe rurociągi
Najważniejszą rolę odgrywa tu zwłaszcza rurociąg Wschód – Zachód. Jak deklaruje Saudi Aramco, firma spodziewa się przesłać maksymalnie siedem milionów baryłek ropy naftowej tą 1100-kilometrową nitką w ciągu kilku dni.
Jak w rozmowie z portalem tłumaczy Amin Nasser, dyrektor generalny Saudi Aramco, około dwóch milionów baryłek trafi do saudyjskich rafinerii, z kolei pozostałe pięć milionów mogłoby być eksportowane na pozostałe rynki.
Według Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) to tyle, ile wynosiła większość transportów ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej przez cieśninę Ormuz przed atakiem USA i Izraela na Iran.
IEA ostrzega jednak, że będzie to prawdziwy test dla saudyjskiej infrastruktury energetycznej, która nigdy wcześniej nie była wykorzystywana na taką skalę. Agencja dodaje też, że nawet „zdanie” tego egzaminu nie rozwiązuje całkowicie problemu dostępności ropy.
Arabia dalej – każdego dnia – powinna wysyłać w świat 800 tys. baryłek ropy przez cieśninę. IEA zaznacza, że zmiana trasy w tym przypadku jest niemożliwa. Pozostaje też kwestia eksportu ropy z Iraku, Bahrajnu oraz Kuwejtu.
Wojna w Iranie. Cena ropy w górę, rośnie popyt na rynkach
„Jeśli nagle zobaczysz dwa bardzo duże tankowce wypływające z Janbu i jeden z Fudżajry, to psychologicznie rzecz biorąc, pojawia się myśl, że przynajmniej część ropy wypływa” – mówi w rozmowie z „The Wall Street Journal” Adi Imsirovic, były trader i wykładowca Uniwersytetu Oksfordzkiego.
Wskazuje jednak na pewne zagrożenie. „Naprawdę martwi mnie to, że nie jest szczególnie trudno namierzyć te rurociągi” – podkreśla.
Portal również zauważa, że niewiele stoi na przeszkodzie, by Iran zaatakował infrastrukturę energetyczną Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tym bardziej, że dokonał już wcześniej kilku podobnych uderzeń.
Jednak popyt na rynkach ciągle rośnie, na co wskazują ceny ropy po obu stronach cieśniny. Cena ropy Brent jest nadal o 27 proc. wyższa niż w przededniu wojny.
Źródło: „The Wall Street Journal”












