Joanna Biegaj, Wprost.pl: Coraz częściej słyszymy, że święta zamiast cieszyć – męczą. Dlaczego Wielkanoc zaczyna być dla wielu osób źródłem stresu, a nie odpoczynku?
Natalia Sadownik, psycholożka i psychoedukatorka*: Powodów może być kilka. Zaczęłabym od tego, że często mamy wgrany „program” świąt z naszego domu rodzinnego i on mówi nam jasno, że trzeba zrobić takie i takie potrawy, wysprzątać całe mieszkanie, ogarnąć to, kupić tamto. I z jednej strony takie „programy”, które są wynikiem naszego wychowania, kultury, w której żyjemy, są bardzo pomocne – dają poczucie, że wiemy, co mamy robić, że przynależymy gdzieś, że jest pewna stała tradycja, która pomaga utrzymać życie w jakichś przewidywalnych ramach.
Może być to przydatne też ze względu na fakt, że wiele nie trzeba się zastanawiać – po prostu robimy coś na tak zwanym automacie. Jednak kiedy ten program zaczyna być jakoś nie za bardzo dopasowany do naszych obecnych realiów, potrzeb czy w ogóle możliwości, to zamiast ułatwienia mamy presję i frustrację.
Kiedy jesteśmy zwyczajnie zmęczeni, mamy na głowie dom, dzieci, psa, pracę, jakieś sprawy – co często zabiera nam już tak wiele energii i czasu – i teraz do tego wszystkiego jeszcze dochodzi przygotowanie świąt, zgodnie z tymi wszystkimi wymaganiami, to gotowanie, sprzątanie. Nie dziwi mnie, że dla wielu osób to stres.
Nałóżmy na to jeszcze kwestię tego, że obecnie często młodsze pokolenie ma zupełnie inne podejście do wielu rzeczy, co może być też źródłem dodatkowego stresu dla obu stron.
Wyobraźmy sobie sytuację, że mama – dajmy na to Krystyna – przygotowuje święta, na których ma być jej córka Kasia z mężem i syn Adam z żoną i dziećmi. Żona Adama nie je mięsa, Adam chodzi na siłownię i wylicza sobie makroskładniki w pożywieniu co do grama, Kasia się odchudza, mąż Kasi zawsze niewiele mówi, więc nie wiemy, czy mu smakuje. I nasza Krystyna musi to wszystko uwzględnić. Do tego mąż Krystyny – dajmy mu Stanisław – zachęca ją, by się nie przejmowała, robiła swoje, a nie, że „będą tu wydziwiać”. Do tego Krystyna stresuje się, że znowu coś nie tak powie czy zachowa się w stosunku do dzieci i dostanie jakąś uwagę od synowej.
A w drugą stronę – gdyby to święta były u któregoś z dzieci? Podobnie: stres, że nie spełni się oczekiwań i standardów mamy, stres, by wybrać, czy zrobić zgodnie z tradycją, czy jednak po swojemu. A może najlepiej to wyjechać, żeby tego wszystkiego nie musieć znosić?
Czy coś jeszcze?













