Prezentację kandydata PiS na premiera zapowiedział kilka dni temu w Radiu Maryja lider ugrupowania. -Nie ukrywam, że już we własnej głowie czy – jak to się też mówi – w sercu, in pectore, wyboru dokonałem. Ale oczywiście chcę go przedstawić jakiemuś dużemu zgromadzeniu partyjnemu – mówił prezes Kaczyński, czym uruchomił lawinę spekulacji na temat tego, kto może być tym wybrańcem.
W PiS-ie krzyczą: Zbyszek, Zbyszek!
Na partyjnej giełdzie od razu pojawiły się trzy nazwiska: europosła Tobiasza Bocheńskiego, byłego szefa MEN Przemysława Czarnka oraz szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego. Ten ostatni to zdecydowany faworyt wewnętrznych spekulacji, bo po pierwsze jest nową twarzą PiS, nieobciążoną rządami Prawa i Sprawiedliwości, do tego wyrósł na gwiazdę zaplecza prezydenta Karola Nawrockiego, po drugie byłby do przyjęcia dla wszystkich partyjnych frakcji. – Nie widzę nikogo lepszego niż Zbyszek – mówił nam niedawno jeden z posłów.
W piątek w Sejmie doszło nawet do zabawnej sytuacji, gdy Bogucki postanowił jako szef Kancelarii Prezydenta wystąpić w trakcie głosowań. Gdy podszedł do mównicy, na sali rozległy się brawa. Część posłów skandowała: Zbyszek, Zbyszek! – Będzie pan premierem, panie ministrze – zażartował marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. – Dziękuję za tę wróżbę, mi wystarczy, że premier będzie z prawicy, z Prawa i Sprawiedliwości – odparł Bogucki.
Z jego kandydaturą jest jednak jeden problem – nie zgadza się na nią prezydent Karol Nawrocki, który potrzebuje go w KPRP. Pozostały więc nazwiska Czarnka i Bocheńskiego. Koncepcję z tym drugim, jak informowały ostatnio niektóre media (m.in. TVN24 i Newsweek), prezes Kaczyński miał porzucić, by nie eskalować napięć w PiS. Kandydatura Bocheńskiego jest bowiem nie do przyjęcia dla środowiska Mateusza Morawieckiego. – Bardzo trudno byłoby nam iść do mediów czy na konferencję prasową i mówić, że to dobry kandydat – przyznawał z rozmowie z Gazeta.pl jeden ze stronników byłego premiera.
W piątek jednak znów usłyszeliśmy to nazwisko – wymienił je w nieoficjalnej rozmowie z nami jeden z najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. – Moim zdaniem to będzie Bocheński, nie widzę innej osoby – podkreślił nasz rozmówca.
Choć w mediach pojawiły się ostatnio spekulacje, że kandydatem może zostać któryś z samorządowców związanych z PiS, np. prezydenci Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny, Chełma Jakub Banaszek czy Otwocka Jarosław Margielski, to w taki wybór prezesa PiS mało kto w partii wierzy. – Kandydat na premiera powinien mieć jakąś pozycję i autorytet w partii, a oni jej nie mają – przekonuje w rozmowie z Gazeta.pl jeden z posłów, który nie kryje przy okazji, że jest zwolennikiem „namaszczenia” Zbigniewa Boguckiego.
Bochenek przecina spekulacje
Część naszych rozmówców w ogóle wątpi, by kandydat PiS został w najbliższym czasie zaprezentowany. – Moim zdaniem nie ma żadnego kandydata. Prezes będzie to przeciągał przez cały miesiąc, potem będą święta, majówka i wszyscy zapomną – nie wyklucza polityk związany z frakcją byłego szefa rządu Mateusza Morawieckiego. Inny z polityków zauważa: „prezes co prawda mówił o prezentacji w marcu, ale nie mówił którego roku”. – W końcu okaże się, że owszem, będzie to marzec, ale przyszłego roku – śmieje się jeden z parlamentarzystów.
Spekulacje co do terminu przedstawienia kandydata przecina jednak rzecznik PiS. – Taka prezentacja kandydata na premiera z ramienia Prawa i Sprawiedliwości nastąpi i będzie to w pierwszej połowie marca – zapowiada Rafał Bochenek. – Zamierzamy bardzo mocno ruszyć w teren, a ten kandydat, myślę, będzie takim dodatkowym elementem i poważną cegiełką na tej całej drodze nowego, pięknego polskiego, patriotycznego domu – dodaje.
Redagowała Kamila Cieślik











