Do wypadku doszło w poniedziałek (23 marca) rano. Na pokładzie było 114 wojskowych i 11 członków załogi. Wiadomo o 66 zabitych, choć początkowo informowano o ponad 30 ofiarach. Do szpitala przetransportowano 57 osób, z których 30 nie jest w stanie ciężkim.
Samolot wojskowy Hercules C-130 firmy Lockhead Martin zdołał przelecieć po starcie zaledwie 1,5 km, po czym rozbił się na północy małej miejscowości Puerto Leguízamo na południu kraju. Jest to obszar wiejski, gdzie nie ma utwardzonych dróg, a najszybszym środkiem transportu jest transport rzeczny.
Jako pierwsi na miejsce dotarli mieszkańcy, którzy zorganizowali ludzki łańcuch, żeby przetransportować wodę na miejsce pożaru samolotu – relacjonuje hiszpański „El País”. Do niewielkiego lokalnego szpitala, który nie ma sali operacyjnej, mieszkańcy zawozili rannych skuterami. Ministerstwo Obrony wysłało samoloty z noszami i lekarzami, aby przetransportować poszkodowanych do innych miast, w tym do Bogoty.
Spór o modernizację armii
Prezydent Kolumbii Gustavo Petro obwinił za katastrofę biurokratyczne przeszkody uniemożliwiające modernizowanie armii, a także rządzących. Petro skomentował na platformie X, że w 2020 roku kupiono złom, który rozbił się w poniedziałek. „Dlaczego nie kupili nowego samolotu, tak jak kupują swoje samochody i mieszkania? Kupują nędzę, bo wiedzą, że to biedni młodzi będą używać tego złomu, próbując bronić ojczyzny” – napisał na X.
Petro powołał się w ten sposób na media lokalne, które podały, że wyprodukowany w 1983 roku samolot został zakupiony przez byłego prezydenta Ivána Duque w 2020 r. Głowa państwa skrytykowała też opozycję w parlamencie, która zawetowała jego reformy podatkowe na rzecz wzmocnienia budżetu obrony.
Z drugiej strony opozycja zarzuca prezydentowi zaniedbanie wojska. 31 maja w Kolumbii odbędą się wybory prezydenckie. Głowa państwa wybierana jest na jedną 4-letnią kadencję. Zarejestrowano 14 kandydatów. Faworytami w wyścigu o fotel prezydenta jest lewicowy kandydat kontynuator polityki Petro Iván Cepeda Castro oraz prawicowy Abelardo de la Espriella. Prawdopodobna jest druga tura.
Viktor Orbán to już nie jest „swój chłop”. Nawet gulasz obrócił się przeciwko niemu. Przeczytaj reportaż Wojciecha Maziarskiego na Wyborcza.pl.












