Close Menu
  • Wiadomości
  • Polityka
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Finanse
  • Klimat
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Więcej
    • Komunikat Prasowy
    • Światowe Trendy
What's Hot
Bytów. Pożar restauracji, ogień pojawił się w kuchni. W akcji 17 zastępów

Bytów. Pożar restauracji, ogień pojawił się w kuchni. W akcji 17 zastępów

25 października, 2026
Sikorski w CNN ostrzega przed Rosją. „Wiemy, że planują eskalację”

Sikorski w CNN ostrzega przed Rosją. „Wiemy, że planują eskalację”

25 października, 2026
Podkowiec mały dostał w Polsce ochronę. Powstały dla niego specjalne chaty

Podkowiec mały dostał w Polsce ochronę. Powstały dla niego specjalne chaty

25 października, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Właśnie w
  • Bytów. Pożar restauracji, ogień pojawił się w kuchni. W akcji 17 zastępów
  • Sikorski w CNN ostrzega przed Rosją. „Wiemy, że planują eskalację”
  • Podkowiec mały dostał w Polsce ochronę. Powstały dla niego specjalne chaty
  • Katowice – Liceum Sowizdrzała. Filip Springer rozmawia z Dominiką Hofman
  • Wybory w Serbii. Mieszkańcy mówią o agentach. „Jesteśmy przerażeni”
  • Cichy rozwód. „Mąż stał się bardziej współlokatorem niż partnerem”
  • Trump chce po wojnie „interesów z obiema stronami”. Ale w praktyce już je robi z Rosją
  • Warszawa. Atak nożownika w centrum miasta. Podejrzany usłyszał zarzuty
  • Polityka Prywatności
  • Skontaktuj się z nami
  • Warunki Usługi
Nowiny PressNowiny Press
Biuletyn
  • Wiadomości
  • Polityka
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Finanse
  • Klimat
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Więcej
    • Komunikat Prasowy
    • Światowe Trendy
 Pogoda Login
Nowiny PressNowiny Press
Strona Główna » Katowice – Liceum Sowizdrzała. Filip Springer rozmawia z Dominiką Hofman
Polska

Katowice – Liceum Sowizdrzała. Filip Springer rozmawia z Dominiką Hofman

PersonelPersonel25 października, 2026
Facebook Twitter WhatsApp Telegram Pinterest Email VKontakte Copy Link
Katowice – Liceum Sowizdrzała. Filip Springer rozmawia z Dominiką Hofman

Z Dominiką Hofman, dyrektorką katowickiego Liceum Sowizdrzała, nauczycielką historii, laureatką Nagrody im. Profesora Józefa Pietera przyznawanej wybitnym nauczycielom z województwa śląskiego rozmawia Filip Springer.

Filip Springer: Po wydarzeniach w Ostrołęce i Wyszkowie rozdzwoniły się u was telefony?

Dominika Hofman: – Miałam kilkanaście telefonów od rodziców dzieci z miejscowych liceów publicznych. Rodzice się boją i chcą przenieść dziecko do bezpieczniejszego miejsca. Nasi rodzice też dzwonili: to przyjaciel rodziny, możecie go jeszcze wpuścić?

– A my mamy już zebraną grupę. Jeśli po dwóch miesiącach dojdzie za dużo osób, rozsypie się proces integracji, cała praca, którą zrobiliśmy. Chciałabym ich przyjąć, chcę mieć więcej dzieci, ale muszę też myśleć o tych, którzy są z nami od początku. Oni nam ufają. Poza tym jesteśmy szkołą, która stawia wymagania – pracujemy często na ambitnych tekstach, wymagamy ich czytania i zrozumienia, aktywnej dyskusji, swojego głosu. To nie jest tak, że każdy, kto do nas przyjdzie, z automatu sobie poradzi.

Jak o tym, co się wtedy wydarzyło, rozmawialiście z uczniami?

– W poniedziałek sami zaczęli siadać w podgrupach. Zamiast porannego rozruchu chcieli o tym gadać. Z trzydziestką uczniów pracowało troje nauczycieli. Szybko wyszło, jak bardzo drażnią ich zapewnienia dorosłych i mediów: „Nakręcacie się”, „Nie ma co przesadzać”, „To propaganda, a do szkoły i tak trzeba chodzić”.

Dlaczego ich to drażniło?

– Bo blokowało przeżywanie, myślenie o tym. Najpierw więc wpuściliśmy różne emocje. Prawie się pokłócili: jedna osoba nie chce rozmawiać i będzie wychodzić, druga chce, ktoś pyta, ile można, ktoś mówi, że to rosyjskie boty albo głupia akcja paru osób. A ktoś inny: „Ja się bałam, myślałam, że ktoś wejdzie mi do pokoju z nożem”.

– Potem było zatrzymanie, skupienie na ciele, oddychanie i rozmowa o faktach, o konkretnej sytuacji. Dalej rozmawiamy o tym, z czego korzystamy w telefonie, czytamy teksty o cyfrowości, o naszym uwikłaniu w ten informacyjny szum. Część uczniów postanawia zrezygnować z TikToka albo mniej grać w drodze do szkoły. I mierzą się z tym.

Telefony im zabieracie?

– Mamy zasadę, że się z nich nie korzysta, jest możliwość sprawdzenia na jednej przerwie. Ale uczniowie poprosili, żeby nie musieli nam ich oddawać. Chcą sami brać za to odpowiedzialność, wyłączać je i trzymać w plecakach. Testujemy to rozwiązanie.

Działa?

– Całkiem nieźle. Jakieś 20 procent osób ma z tym problem, z nimi musimy pracować indywidualnie. Reszta radzi sobie naprawdę dobrze. Ciągle rozmawiamy o tym, co im to robi. Dopiero po dwóch, trzech tygodniach mówią, że widzą, co ich ciągnie do telefonu, od jakich treści odpoczywają. Myślą: „Boże, co ja oglądałem?”.

„Czasy są bardzo pilne – musimy zwolnić” – dlaczego powiesiliście sobie takie hasło nad drzwiami?

– Staramy się tu nie spieszyć. Gotujemy razem z naszymi uczniami obiad. Czasami siadamy i po prostu długo rozmawiamy o tym, co ich intryguje albo męczy. Mamy jedną 30-minutową przerwę, żeby pobyć ze sobą, odpocząć, może nawet uciąć sobie drzemkę i resztę 15-minutowych. To jest to zwolnienie. Ostatnio uczniowie gotowali, włączyli Lady Pank, kadrze przypomniały się dawne czasy i zaczęliśmy wszyscy tańczyć w kuchni. Kiedy opowiadam o tym w gronie nauczycieli szkół publicznych, takie wspólne, bardzo podstawowe aktywności, które łączą – gotowanie czy muzykowanie jakimś trafem wydają się dzisiaj bardzo radykalne.

Komu najbardziej?

– Głównie ludziom na zewnątrz, zajmującym się oświatą w instytucjach. Ale też nauczycielom.

A rodzicom?

– Rodzice mówią: jasne, to jest potrzebne, ale oby nie było tego za dużo. Czy to na pewno nie zabierze czasu na przygotowania do matury? Ten wątek wraca bardzo często.

Przecież na wejściu słyszą, że wynik na maturze nie jest waszym priorytetem. Muszą być kimś szczególnym, żeby tu przyjść?

– Nie muszą być nikim szczególnym. Muszą sobie tylko przypomnieć tęsknotę za czymś poza pamięciową nauką 13 przedmiotów jednocześnie. 13! Ani ja, ani chyba ty nie bylibyśmy już w stanie co 45 minut przeskakiwać między fizyką, biznesem i zarządzaniem a historią. Z pięciominutowymi przerwami i jedną dłuższą, żeby zdążyć kupić hot doga albo przejść do drugiego skrzydła budynku. Przecież to jest nieludzkie.

– Zapraszamy rodziców, którzy rozumieją, że żeby ciekawość była żywa, żebyśmy mogli krytycznie myśleć, robić porządną pracę badawczą i czegoś, np. matmy, porządnie się nauczyć, potrzebujemy też razem żyć. Spędzamy tu ze sobą całe dni.

Ja też miałem pięciominutowe przerwy w moich szkołach. Rodzic może ci powiedzieć: zawsze tak było, jakoś daliśmy radę.

– I są rodzice, którzy tak mówią. Tylko że ja, rocznik 1985, miałam jeszcze inne grupy, które wspierały mój rozwój społeczny. Sąsiadów, których znałam, do których mogłam wpadać bez zapowiedzi. Podwórko. Pochodzę ze wsi, więc ono było czasami na bunkrze w lesie, czasami na zakręcie drogi. Ale było żywe – pełne ludzi, zabawy, śmiechu i rozczarowań. Miałam czas majsterkować, bawić się, karmić swoją ciekawość. Dotykać świata. Mogłam spokojnie czytać, bo nic nie zabierało mi uwagi, nie popiskiwało w kieszeni, nie kusiło.

– Oni tego nie mają – ich społeczne relacje są o wiele uboższe albo niemal ich nie ma. Szkoła musi na to odpowiadać. To jest dziś jej zadanie i nowe wyzwanie. Kiedyś to się działo samo, a dziś musimy to zaplanować.

Musicie ich namawiać do spotykania się?

– Może nie namawiać, ale delikatnie im podsuwać ten pomysł, a potem pomagać w realizacji. Włożyliśmy dużo wysiłku, by nasi uczniowie i uczennice spotykali się w wakacje. Stoi za tym też kawałek naszej pracy, rozmów z rodzicami, żeby zapraszali dzieci do domów. Kiedy się dowiedziałam, że jedna uczennica i jeden uczeń, z zupełnie różnych miejscowości, jeździli razem na rowerach, to prawie popłakałam się ze wzruszenia. Nie pomyślałabym wcześniej, że akurat oni będą się spotykać. W szkole nie trzymali się jakoś razem.

– Albo jak chłopaki sami spotykali się w szkole po południu i organizowali wyjścia w góry. Ktoś z nauczycieli po cichu pomógł im wybrać szlak na pierwszą wyprawę, powiedział: dobra, sprawdź przy mnie pociąg. Zrobił to raz i następnym razem już nie musiał. To jest nasze ważne zadanie.

Czego im brakuje, kiedy do was przychodzą?

– W pedagogice waldorfskiej mówi się, w uproszczeniu, o trzech siedmioleciach. Pierwsze wiąże się z dobrem: mam poczuć, że jestem bezpieczny, mogę zaufać. Metaforą jest tu gniazdo. Drugie to bardziej ogród, piękno, zakochiwanie się w świecie. Las, dzikość, baśnie, odżywianie wyobraźni. Pojawia się też dostrzeganie ciemności, oswajanie z trudem. A trzecie to prawda: szukanie argumentów, sprawiedliwości, chęć zbadania jakiegoś obszaru życia, np. przyrody, zrozumienia polityki, tego, kto ma rację.

– Tylko że mamy takie braki z poprzednich etapów, że potrzebujemy dać im jeszcze miejsce. Czasami udaje się to tylko w kawałku, symbolicznie. Jeśli zrobimy to w pierwszej klasie, potem dużo łatwiej nam pracować dalej nad tym, co niezbędne, na etapie nastoletnim.

Co to znaczy w praktyce?

– Mamy pracownię odrastania rąk – która jest bazą profilu rzemieślniczo-plastycznego. Przyszycie guzika bywa ogromnym wyczynem, a chcielibyśmy przecież dojść do pracy z twardym drewnem, miedzią. Więc nadrabiamy kontakt z materiałem. Część osób uczy się szyć na maszynie.

– Dużo pracujemy też z mitami, między innymi na zaawansowanym angielskim w tym semestrze. Pomagają one młodym rozumieć moment, w którym są – jakiś etap przygody gdy już nie są dziećmi, ale jeszcze nie dorosłymi.

– A gdy sprawczość i wyobraźnia ruszają, mogą oddać się bardziej zaawansowanej eksploracji z trzeciego siedmiolecia. Niektórzy wybierają profil związany z naukami przyrodniczymi (mamy taki przedmiot jak eko-logika, który lubią szczególnie), inni idą w kierunku pisarsko-obywatelskim. Jest też spora część osób, która chce się rozwijać artystycznie i tu mamy pracownię teatralną z elementami śpiewu. Marzy nam się też uruchomienie nauki gry na paru instrumentach.

Szkoła z wysokim miejscem w rankingu, kuźnia olimpijczyków z wejściem na oblegane kierunki składa znacznie prostszą obietnicę. Jak budujecie zaufanie?

– Na pierwszym spotkaniu z rodzicami pierwszej klasy mówimy wręcz, że przez przynajmniej dwa, trzy lata jest zakaz pytania: „Co będziesz robił po maturze?”. Te cztery lata to nie jest pociąg do dalszego, prawdziwego życia: zagryzę zęby, pouczę się, a potem zacznę żyć. To tu się dzieje ich życie. Mają zadania tego etapu do zrealizowania, jeśli mają dalej być zdrowi i mają stawać się pełnymi ludźmi. Dajcie im chwilę spokoju z myśleniem o tym, co za pięć lat.

– Większość rodziców to rozumie. W czwartej klasie mamy też, poza codziennymi zajęciami, intensywny kurs maturalny w piątki. Ale to nie jest tak, że przez resztę tego czasu jesteśmy skupieni tylko na relacjach i emocjach. Stawiamy wymagania, tutaj jest czasami ciężka praca. Tylko my po prostu trochę szerzej rozumiemy wyzwanie, jakie jest związane z przyswajaniem tej całej wiedzy, jakiej wymaga od nas podstawa programowa.


Dominika Hofman podczas uroczystości w Teatrze ŚląskimGrzegorz Celejewski Agencja Wyborcza


A co z tymi, których rodzice najchętniej odcięliby od współczesnego świata?

– Mamy takie rodziny. One wnoszą dużo dobrego i jednocześnie widzimy wyzwania ich dzieci. Przychodzą tu, spotykają dziewczyny, które mają TikToka, mówią jego językiem, wcześniej wchodzą w relacje z chłopakami. A one dłużej pozostawały w świecie wyobraźni. Rozmawiam z rodzicami: popatrzmy na miasto, na współczesną kulturę. Co możemy z niej wziąć? Jak pójść do galerii handlowej, trochę ją pozaczepiać, powygłupiać się, zachować krytyczność, ale jednak tam czasami być?

– Wyzwaniem jest sprawić, żeby młodzi z tak różnych światów się polubili. Dajemy im wspólne zadania: gotują razem albo robią projekt na mieście. Są na siebie skazani, tak może dojść do wymiany. Bardzo ważne jest, żeby do tego współczesnego miejsca przynależeć. Niech go dotkną, wejdą w nie. Zaryzykujmy.

Wy jesteście mali. Co ma powiedzieć nauczyciel ze szkoły, w której jest 600 uczniów, kiedy słyszy o waszych rozmowach, wspólnocie i indywidualnym podejściu?

– Ja wiem, że w tych warunkach, w jakich dzisiaj działa publiczna oświata, to jest na masową skalę nie do zrobienia. Ale gdybyśmy weszli w świat wyobraźni, utopii, moglibyśmy sobie wymyślić także to wielkie liceum po sąsiedzku, z 800 osobami, inaczej, przyjaźniej. To wymagałoby odejścia od przekonania, że potrzebujemy aż tylu informacji, tylu rozdrobnionych obszarów wiedzy, poszatkowanych na przedmioty. To dałoby oddech.

– Tego uczenia się o zewnętrznym świecie jest tak dużo, że potem nie ma już szans się z nim spotkać, doświadczyć go. Przecież to jest absurd.

Co miałby robić nauczyciel?

– Sam badać, być ciekawy. Biolog mógłby rozkochiwać dzieci w przyrodzie, pomagać nawiązywać kontakt z roślinami, zwierzętami. A nie odklepywać podstawę programową, odhaczać punkty, bo wtedy sam staje się maszyną. Pytam nauczyciela: gdzie jest, stary, twoja krawędź poszukiwań? Co cię teraz porusza, zastanawia? Dawaj to na stół i szukaj z uczniami na głos. Trudno, żeby było żywe coś, co powtarzasz 70. raz. Ale oprócz tego kawałka świata, który badasz, masz tam dzieci o konkretnych imionach, z konkretnymi historiami. Masz pomóc im się rozwijać. Ta biologia ma być też pretekstem, żeby podpiąć ich do świata, żeby coś ich zaczęło przejmować. Tylko może na ten moment to rzeczywiście utopia.

Opór przyszedłby od systemu czy od rodziców?

– Myślę, że też od nauczycieli. Wiesz, ja nigdy nie widziałam nauczycieli strajkujących za tym, żeby było mniej zajęć w szkole, mniej przedmiotów. Nigdy. Nie wiem, czy chcę to powiedzieć na głos, ale oni też przykładają się do kryzysu humanitarnego, który dzieje się w szkołach. Jak możemy pozwalać, żeby człowiek miał pięć minut przerwy na przejście z jednego końca budynku na drugi? Nauczyciel pełni dyżur na korytarzu i odsuwa dzieci od siebie, bo musi widzieć wszystkich, więc nie może z nimi normalnie porozmawiać. Co zrobić, żebyśmy my, nauczyciele, przejęli się stanem uczniów i odpowiedzieli na ich kłopoty?

Więcej im płacić?

– To też, jasne.

Nie macie tu też w szkole ocen. Nauczyciele z innych szkół was o to pytają?

– Na gali Nagrody Pietera jedna matematyczka pytała: jak wy to robicie, że nie ma ocen? Z jakich szkoleń korzystacie, jak długo to wdrażaliście, jak dajecie informację zwrotną? Czy możemy przyjechać na specjalne szkolenie, żeby nauczyć się żyć bez ocen?

– Mam łzy w oczach, kiedy to sobie przypominam. Ile warstw trzeba zdjąć, żeby wrócić do widzenia siebie nawzajem, zwykłego dbania o relacje. U nas nie ma też ocen z zachowania, punktów karnych. Żeby ustalić zasady współistnienia, żeby struktura działała i była dyscyplina, potrzeba ogromnej ilości rozmowy. Ktoś nie przychodzi na angielski w środku dnia, wychodzi i nie daje znać dlaczego. Pytam, co się dzieje. Okazuje się, że musiał iść na badania. Samo uczenie się, żeby powiedzieć, że wychodzę, to już jest praca.

Dyscyplina, powinność, zobowiązanie. Mało zachęcające słowa jak na szkołę, która ma dawać wolność.

– I one nam wciąż utrudniają rekrutację. Kiedy żyjesz w małej społeczności, jesteś zależny od tego, w jakim ktoś przyjdzie nastroju, czy umyje po sobie kubek. Bo jeśli nie, ktoś inny musi go umyć. Prowadząc zajęcia z historii, jestem zależna od tego, czy uczniowie przeczytają tekst, żebyśmy mogli pójść dalej. A oni są zależni ode mnie: na ile przemyślę zajęcia, uwzględnię ich uwagi.

– W grupie 40 osób nie możemy wypowiedzieć wszystkiego wszystkim, ujawnić każdej emocji i myśli jak w gabinecie terapeutycznym. Nie ma na to fizycznie czasu. Za każdym indywidualnym „ja” nie jesteśmy w stanie pójść. Musimy polegać na grupie.

Kto ustala zasady?

– W wiecu szkolnym bierze udział każdy. Nie mamy samorządu klasowego, reprezentacji, która przejmuje odpowiedzialność, i reszty, która podąża za liderami. Każdy może wnieść temat, problem, wkurzenie. Ostatnio chłopak zaproponował zmianę kolejności zajęć, wysłuchał argumentów innych i zmienił zdanie. Czasami się dogadujemy, czasami głosujemy. Rozmawiamy o wycieczkach, składkach, ale też o tym, kto ma myć kubki: dyżurni w kuchni czy każdy po sobie.

Z zewnątrz wyglądacie na szkołę dla indywidualistów.

– Czym innym jest indywidualizm, a czym innym indywidualność. Tej drugiej szukamy: własnego stylu, wyrazu, rzemiosła. Czy będę się przejawiać w świecie przez słowo, gotowanie, stolarkę, biologię, matematykę? Eksperymentowanie z tym, także z ubieraniem się, jest na tym etapie bardzo ważne. Wspieramy je, ile wlezie.

– Jest w tym piękny paradoks: kiedy jestem w społeczności, w której trzeba ugotować i posprzątać, szukam swojego miejsca i wtedy się wzmacniam. Wiemy, kto rozładuje sytuację żartem, kto zwoła nas na wyjazd w góry, kto lepiej upiecze. Zwracamy się do tych osób. Swojej indywidualności nie da się szukać w laboratorium, w oderwaniu od grupy.

A nie wyjdą stąd z poczuciem wyższości? Ja coś takiego przeżyłem w harcerstwie. Byliśmy antysystemowi i wydawało nam się, że jesteśmy lepsi.

– Na historii uczymy się teraz o transformacji. Przynoszą z domów różne opowieści: jedni, że musiała przebiegać tak ostro, inni, że było za mocno. Mówię im: skoro tu siedzicie i rodzice płacą za waszą szkołę, to wasze rodziny raczej dały sobie radę. Ale była cała grupa ludzi, którzy nie mieli szans. Gdzie człowiek z PGR-u w małej miejscowości miał nagle znaleźć pracę, stać się przedsiębiorczy? Dużo o tym gadamy.

– Jeździmy w miejsca, gdzie możemy wykonać pracę, pomóc odbudować dom czy zrobić coś w ogródku. Nie tylko jako konsumenci, którzy zapłacili za hotel i mają być obsłużeni. Skoro ktoś nas gości, co możemy dać w zamian? Mieliście przywilej, na przykład trafiliście na dwóch dobrych nauczycieli, a inni nie, więc tym bardziej macie zobowiązanie wobec reszty.

To wystarcza?

– W poprzednim roku doszło do konfliktu na tle klasowym. Część grupy nie chciała jechać na wycieczkę z osobami, które wywyższały się intelektualnie. Trzeba było częściowo samemu ją zorganizować, a oni wiedzieli, że tamci nie wezmą odpowiedzialności. Zbuntowali się. Rozmawialiśmy o tym: jedni mają na drugich pracować, sprzątać po nich? Nie ma szans. Tamtych trzeba było ciągle wzywać do mycia naczyń. Wysoki poziom intelektualny i bycie we współzależności, bycie w porządku wobec drugiego, to przecież może iść razem w parze. Te dwie grupy w tym napięciu sporo się od siebie przez cztery lata uczyły.

Wasza szkoła kosztuje. To nie utrwala tego przywileju?

– Chcielibyśmy obniżać czesne. Nie chcemy wspierać tylko tych, którzy mają większe dochody. Grupa może być zdrowa tylko wtedy, kiedy jest różnorodna. Dajemy też stypendia. Nie sprawdza się ich publiczne ogłaszanie, lepiej działa intymna rozmowa z rodziną. Ktoś płaci minimalnie i może z nami być. Za to inna rodzina ma dobrą sytuację, pytamy, czy nie chcieliby płacić trochę więcej. Taka redystrybucja w wersji mikro. To nam się dotąd sprawdzało.

Chciałabyś mieć dzisiaj 16 lat?

– Mając w pamięci własne dorastanie, grupę przy lesie, spokojniejsze relacje z nauczycielami, mniejszą presję, mniej rozpraszaczy, żywych sąsiadów, z którymi jestem na ty – nie. Młodzi potrzebują wiedzieć, po co są w świecie. Żeby to rozpoznać, muszą wejść w kilka ślepych uliczek, sprawdzić, pobawić się różnymi scenariuszami. Nastoletniość nie jest poczekalnią na studia. Trzeba się czegoś dobrze nauczyć, znaleźć swoje miejsce, znaczenie, rolę, to, co można wnieść. To wysiłek bardziej złożony niż samo logiczne myślenie, nauka dat, faktów i wzorów. Dotyczy sensów naszego życia. A mamy kryzys sensu.

Nie boisz się, że to może skręcać w jakąś płytką duchowość?

– Mój mąż Kacper Lemiesz, z którym prowadzimy szkołę, mówi, że słowa związane z duchowością są tak zużyte, że powinny pójść na łąkę i sobie poleżeć. Ale sama jej potrzeba nie znika. Ludzie od dawna potrzebowali praktyk, które przypominały im, jak być człowiekiem. Chwil skupienia, medytacji, modlitwy – różne kultury różnie to nazywały. Bo człowiek zapomina, jak nim być.

To dlatego jest u was tyle obrzędów i rytuałów. Po co one?

– Słowo rytuał również zostało nadużyte w newage’owych narracjach. Trochę strach go używać. Ale przecież chodzi o momenty zatrzymania: sprawdzam, jaką pracę mam do wykonania ze sobą, jaką wobec innych, jaką mamy jako społeczność. Kiedyś taką stopklatką były niedzielne msze, okazja do refleksji nad czymś więcej niż bieżączka.

– Widzimy, jak bardzo uczniowie potrzebują się zatrzymać i pomyśleć: może zatracam się w tych kontaktach towarzyskich, bo trudno mi o skupienie? Albo odwrotnie, może zapędziłem się z tą nauką matematyki i uciekam w przygotowania do matury, bo relacje z koleżankami są dla mnie trudniejsze? Pomaga dorosły, który zada dwa, trzy pytania wybijające z utartego myślenia. Albo wiersz, który coś w nim poruszy. Tego potrzebowaliby nawet więcej, niż u nas mają. Są bardzo rozproszeni, próbujemy ich z tego rozproszenia zebrać.

– A rytuały? Ich nie da się nie mieć. Przecież w publicznych szkołach one też są – akademia na rozpoczęcie roku, studniówka. Pytanie, czy one są tam żywe? My spróbowaliśmy studniówkę odczarować i zaczarować na nowo. U nas, jak mówi Kacper, ona jest studniowym treningiem dojrzałości. Muszę się zebrać, poznać, skąd się tu wzięliśmy, co jest potrzebne w świecie i kim ja w tej sytuacji jestem. Będę przecież dorosła – będę niosła brzemię mojej kultury. To jest wielka rzecz do udźwignięcia. Tak można odzyskiwać sens młodego istnienia.

Rozmawiał Filip Springer

Share. Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Telegram WhatsApp Email

Powiązane Wiadomości

Cichy rozwód. „Mąż stał się bardziej współlokatorem niż partnerem”

Cichy rozwód. „Mąż stał się bardziej współlokatorem niż partnerem”

Żołnierze jednostki GROM zginęli w USA. Nowe informacje, pierwsze ustalenia

Żołnierze jednostki GROM zginęli w USA. Nowe informacje, pierwsze ustalenia

Polacy ocenili Wołodymyra Zełenskiego. Najnowszy sondaż

Polacy ocenili Wołodymyra Zełenskiego. Najnowszy sondaż

Sondaż. Polacy wskazali najlepszego prezydenta. Na czele Kwaśniewski

Sondaż. Polacy wskazali najlepszego prezydenta. Na czele Kwaśniewski

Waloryzacja emerytur 2027. Są już pierwsze prognozy – kwoty brutto i netto

Waloryzacja emerytur 2027. Są już pierwsze prognozy – kwoty brutto i netto

Atak na kościół w prowincji Kerak. Ucierpiała polsko-jordańska rodzina

Atak na kościół w prowincji Kerak. Ucierpiała polsko-jordańska rodzina

Alert RCB. Polska poderwała myśliwce. Rosja zaatakowała Ukrainę

Alert RCB. Polska poderwała myśliwce. Rosja zaatakowała Ukrainę

Jan Szyszko chce swojego odwołania. Wniosek do Donalda Tuska

Jan Szyszko chce swojego odwołania. Wniosek do Donalda Tuska

Dwukadencyjność w samorządach zostaje. Kosiniak-Kamysz zabrał głos

Dwukadencyjność w samorządach zostaje. Kosiniak-Kamysz zabrał głos

Wybór Redaktora

Sikorski w CNN ostrzega przed Rosją. „Wiemy, że planują eskalację”

Sikorski w CNN ostrzega przed Rosją. „Wiemy, że planują eskalację”

25 października, 2026
Podkowiec mały dostał w Polsce ochronę. Powstały dla niego specjalne chaty

Podkowiec mały dostał w Polsce ochronę. Powstały dla niego specjalne chaty

25 października, 2026
Katowice – Liceum Sowizdrzała. Filip Springer rozmawia z Dominiką Hofman

Katowice – Liceum Sowizdrzała. Filip Springer rozmawia z Dominiką Hofman

25 października, 2026
Wybory w Serbii. Mieszkańcy mówią o agentach. „Jesteśmy przerażeni”

Wybory w Serbii. Mieszkańcy mówią o agentach. „Jesteśmy przerażeni”

25 października, 2026
Cichy rozwód. „Mąż stał się bardziej współlokatorem niż partnerem”

Cichy rozwód. „Mąż stał się bardziej współlokatorem niż partnerem”

25 października, 2026

ostatnie artykuły

Trump chce po wojnie „interesów z obiema stronami”. Ale w praktyce już je robi z Rosją

Trump chce po wojnie „interesów z obiema stronami”. Ale w praktyce już je robi z Rosją

25 października, 2026
Warszawa. Atak nożownika w centrum miasta. Podejrzany usłyszał zarzuty

Warszawa. Atak nożownika w centrum miasta. Podejrzany usłyszał zarzuty

25 października, 2026
Azjatyckie państwo po szoku podjęło decyzję. Koniec z ropą naftową

Azjatyckie państwo po szoku podjęło decyzję. Koniec z ropą naftową

25 października, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
2026 © Nowiny Press. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Warunki Usługi
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.

Sign In or Register

Welcome Back!

Login to your account below.

Lost password?