O sprawie poinformowała rzeczniczka Komisji Europejskiej Eva Hrnczirzova. Przekazała, że zakażony został zdiagnozowany w Lombardii na północy Włoch po powrocie z państwa spoza Europy, gdzie wirus był wcześniej stwierdzany u ptaków. Pacjent został hospitalizowany. Rzeczniczka KE zaznaczyła, że cierpi on na choroby współistniejące, co czyni go szczególnie podatnym.
Pierwszy taki przypadek we Włoszech i w UE
Według cytowanego przez włoską agencję ANSA epidemiologa Gianniego Rezzy zakażenie wirusem grypy ptaków A(H9N2) to „pierwszy przypadek ptasiej grypy u człowieka, jaki kiedykolwiek zdiagnozowano we Włoszech”. Podkreślił jednak, że „nie powoduje on szczególnego alarmu”, ponieważ chodzi o przypadek izolowany, importowany i wywołany przez szczep uznawany za mniej agresywny niż bardziej znany H5N1.
Z informacji przekazanych przez włoskie służby wynika, że pacjent przyleciał z Afryki. Dyrektor krajowego i europejskiego centrum referencyjnego ds. ptasiej grypy Calogero Terregino poinformował, że przebadano osoby, które miały z nim kontakt, w tym pracowników ochrony zdrowia, członków rodziny i pasażerów tego samego lotu. Wszystkie wyniki były ujemne. – Nie doszło więc do transmisji z człowieka na człowieka – przekazał.
KE: ryzyko dla społeczeństwa jest bardzo niskie
Komisja Europejska podkreśliła, że ryzyko dla ogółu społeczeństwa pozostaje bardzo niskie. Hrnczirzova zaznaczyła, że ptasia grypa może u ludzi przebiegać bezobjawowo, ale w niektórych przypadkach objawy mogą być poważniejsze. Dodała też, że szczepionki przeciwko ptasiej grypie są już dostępne i zwykle zaleca się je osobom pracującym przy drobiu lub mającym częsty kontakt z ptakami.
Według danych w ciągu ostatnich dwóch dekad na świecie zgłoszono 195 przypadków zakażenia wirusem ptasiej grypy u ludzi w 10 krajach Azji i Afryki. Dwa z nich zakończyły się zgonem.
Z Brukseli Magdalena Cedro (PAP)
Czytaj także: Związek Wypędzonych chce, by w berlińskim muzeum poświęconym wojennym migracjom było „więcej empatii” wobec Niemców, a mniej opowieści, dlaczego do wojny w ogóle doszło – pisze na Wyborcza.pl Michał Kokot.












