Choć lista chętnych do startu w wyścigu o fotel prezydenta Krakowa rośnie, a pod Wawelem trwa nieformalna kampania wyborcza, to Krakowianie wciąż nie wiedzą, kiedy będą mogli pójść do urn wyborczych.
W połowie maja mieszkańcy w referendum zdecydowali o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska. Premier Donald Tusk zdecydował, że do czasu wyborów pełniącym obowiązki prezydenta zostanie Stanisław Kracik, dotychczasowy zastępca Miszalskiego.
Kiedy wybory w Krakowie? Prawny klincz
Wybory, jak początkowo zakładano, miały odbyć się pod koniec sierpnia, jednak ten termin już dawno jest nieaktualny. Na początku czerwca premier Donald Tusk na konferencji prasowej zasygnalizował, że przedterminowe wybory mogą się odbyć w drugiej połowie września. Szef rządu podkreślił jednak, że nie jest to jeszcze ostateczna decyzja. I wszystko wskazuje na to, że i ten termin jest już nieaktualny.
Decyzja nie może zapaść, dopóki sąd nie rozstrzygnie o losie czterech protestów wyborczych. Dwa z nich zostały złożone po terminie, a sąd nie nadał im biegu. Jeden dotyczy kwestii związanych z głosowaniem nad odwołaniem rady miasta, ale niezależnie od rozstrzygnięcia nie wpłynie on na wyniki głosowania.
Zostaje jeszcze czwarty protest, złożony przez Edwarda Nowaka. To były wiceprezydent Krakowa, ex-poseł, w przeszłości dwukrotnie był wiceministrem. Po wyborach parlamentarnych w 2015 r. zaangażował się w Komitet Obrony Demokracji.
– Minimalna nadwyżka frekwencyjna, która zdecydowała o tym, że referendum okazało się ważne, została wygenerowana z naruszeniem ciszy wyborczej – przekonywał na początku czerwca Nowak. Jego protest wyborczy liczył kilkaset stron.
W połowie czerwca sąd oddalił protest referendalny, a na początku lipca przygotował pisemne uzasadnienie decyzji i wprowadził je do systemu. Sęk w tym, że ani Nowak, ani jego pełnomocnik wciąż oficjalnie nie odebrali pisma.
Nowak ma na to 14 dni, a termin mija 16 lipca. Jeśli do tego czasu korespondencja nie zostanie podjęta, sąd uzna ją za doręczoną. Od tego momentu zacznie biec siedmiodniowy termin na złożenie zażalenia. Brak reakcji ze strony Nowaka sprawi, że decyzja o oddaleniu protestu się uprawomocni.
Jeśli jednak złoży on odwołanie, sprawa trafi do Sądu Apelacyjnego, który na jej rozpatrzenie będzie mieć 30 dni. Jest to jednak tzw. termin instrukcyjny – sąd powinien go dotrzymać, ale jego przekroczenie nie rodzi żadnych konsekwencji prawnych. Sędziowie mogą więc legalnie wydłużyć ten czas, powołując się chociażby na „obszerność materiału dowodowego”.
Wybory w Krakowie jesienią lub zimą
Zakładając, że sędziom wystarczy 30 dni, to decyzja powinna zapaść w połowie sierpnia. Od tego momentu już nic nie będzie stało na przeszkodzie do ogłoszenia wyborów. Trzeba jeszcze pamiętać o tzw. kalendarzu wyborczym, czyli czynnościach, które należy wykonać przed głosowaniem. Procedury i formalności trwają około trzech miesięcy. A to by wskazywało, że wybory na prezydenta Krakowa mogłyby się odbyć pod koniec listopada albo na początku grudnia.
Prawne zawiłości nie przeszkadzają jednak w prowadzeniu nieformalnej kampanii wyborczej. Lista chętnych (blisko 20 osób) do walki o fotel prezydenta Krakowa rośnie. Na mieście pojawiły się już pierwsze plakaty z „kandydatami na kandydatów” a Monika Piątkowska (Koalicja Obywatelska) zapowiedziała złożenie pozwu przeciwko Aleksandrze Owcy (Partia Razem).
Aleksandra Owca oskarżyła byłe władze krakowskiego magistratu o zamknięcie trzech otwartych basenów. Jak zaznaczyła, w magistracie ważne stanowisko zajmowała wówczas Piątkowska. Polityk koalicji rządzącej zarzuciła Owcy „szerzenie dezinformacji”.
Wciąż decyzji o starcie nie podjął jeszcze Łukasz Gibała, miejski radny i lider „Krakowa dla mieszkańców”. Sondaże pokazują, że to on jest głównym kandydatem do zwycięstwa. Samorządowiec konsekwentnie podkreśla, że decyzję o ewentualnym starcie ogłosi dopiero po podaniu daty wyborów.
„Finansowa niespodzianka”
Przesunięcie wyborów na koniec roku pozwala też Koalicji Obywatelskiej przygotować ewentualną „finansową niespodziankę” dla przyszłego prezydenta. Trwają już pierwsze prace nad przyszłorocznym budżetem miasta, a odpowiada za nie pełniący obowiązki prezydenta Krakowa Stanisław Kracik, dotychczasowy zastępca Miszalskiego. Projekt budżetu muszą zaakceptować miejscy radni, a tam większość ma Koalicja Obywatelska z Nową Lewicą.
– Możemy przygotować taki projekt budżetu, który będzie bombą z opóźnionym zapłonem. Wybory pod koniec roku dają możliwość, że budżet na przyszły rok, nie będzie budżetem przygotowanym przez nowego prezydenta. Dostanie go nie jako w spadku. Jeśli wygrałby Gibała to musiałby się głowić jak np. spiąć wydatki na komunikację miejską. A jeśli wygra nasza kandydatka, to jako rada zawsze możemy „pomóc” go jej zmienić na bardziej realny – mówi jeden z lokalnych polityków KO.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]












