O rywalce Polki można mówić bardzo dobrze głównie w kontekście gry podwójnej. Taylor Towsend to bowiem wiceliderka rankingu WTA w grze w deblu. Losowanie nie było zatem zbyt łaskawe dla obrończyni tytułu z Polski.
Z drugiej strony, skoro Iga Świątek chciała rzeczywiście realnie liczyć się w grze o najwyższe cele, Polka mecze z takim rywalkami, jak Towsend, po prostu trzeba wygrywać.
Iga Świątek w kryzysie na korcie w Londynie. Mistrzyni z ogromnymi problemami
Już sam początek spotkania pokazał, że możemy być świadkami zaskakującego scenariusza. Zaczęło się bowiem od wygranego gema Towsend przy własnym serwisie, a następnie Amerykanka miała aż pięć okazji na przełamanie Polki. Świątek zaczęła od smutnego 0:40 i choć uspokoiła nerwy, ostatecznie wyrównując (1:1), to widać było, że rywalka ze Stanów Zjednoczonych czuje się naprawdę dobrze w starciu ze zdecydowaną faworytką.
I tu ponownie nieoczekiwany obrót wydarzeń, bo Towsend, zamiast mieć 1:1 w meczu, po chwili… przegrała seta 1:6. Sześć gemów z rzędu Świątek pokazało, że Polka chce dobrze otworzyć Wimbledon 2026. Amerykanka nie przejęła się jednak, powtarzając scenariusz z pierwszej partii – tym razem już szczęśliwie. Towsend przełamała Polkę już na starcie (1:0), a następnie jedynie konsekwentnie męczyła swoim graniem Świątek, rewanżując się wygraniem drugiego seta 6:2. Choć było już nawet 4:0 i można było zadawać sobie pytanie, czy polska zawodniczka wygra choćby gema w tej części spotkania.
Na czym polegał główny problem Świątek? Po pierwsze, bardzo niepewny własny serwis. Mnożyły się błędy, również te podwójne, a do tego Polka – dosyć zaskakująco – dawała sobie narzucić styl grania Amerykanki. Towsend, czując się najlepiej w grze w deblu, bazuje na różnorodnych, często technicznych zagraniach. Trochę jak Maja Chwalińska, choć w przypadku tenisistki z USA jest jednak po jej stronie dużo więcej mocy.
Nie zmienia to jednak faktu, że scenariusz trzysetowego starcia dla Świątek już w I rundzie tegorocznego Wimbledonu, wcale nie był taki oczywisty. Chwilami szalone pomysły Towsend, wymieszane z niepewnością Polki, dały taki, a nie inny scenariusz spotkania.
Idealnym podsumowaniem były wydarzenia z trzeciej, decydującej odsłonie. Rozpoczęło się od gema serwisowego Świątek, który trwał aż 12 minut. Towsend miała cztery okazje na przełamanie, ale Polka zdołała się obronić. Od stanu 3:2 dla mistrzyni Wimbledonu nastąpiły za to trzy przełamania z rzędu, dwa dla polskiej tenisistki i jeden dla amerykańskiej.
Świątek wygrała jednak ósmy mecz z rzędu w Londynie – licząc siedem wygranych z minionej edycji. W II rundzie rywalką Polki będzie Czeszka Karolina Pliskova.
Wimbledon 2026. Gdzie i kiedy oglądać wielkoszlemowe granie w Londynie?
W II rundzie turnieju singla w Londynie zameldował się już Hubert Hurkacz. Wrocławianin poradził sobie z Casperem Ruudem, ogrywając tenisistę z numerem 11 w Wimbledonie 2026 w trzech setach.
Pamiętajmy, że w przypadku Hurkacza mowa o półfinaliście Wimbledonu z 2021 roku. Tenisista z Wrocławia ma jednak słodko-gorzkie wspomnienia związane z londyńskim turniejem. Z jednej strony faktyczny sukces sprzed pięciu(!) lat, z drugiej jednak koszmarna kontuzja, odniesiona właśnie na londyńskiej trawie, która mocno skomplikowała karierę polskiego zawodnika. Miało to miejsce w 2024 roku.
Pewny awans zanotował również Kamil Majchrzak. Polak pokonał Chilijczyka Alejandro Tabilo w trzech setach.
Z rywalizacją pożegnało się już pięć polskich singlistek. W kwalifikacjach przepadły za to Linda Klimovicova i Katarzyna Kawa. Ta pierwsza już w I rundzie, za to bardziej doświadczona, na ostatnim, trzecim stopniu, w finale kwalifikacji.
Do tego już w turnieju głównym, choć w pierwszych meczach przegrały: Magda Linette, Maja Chwalińska (kontuzja finalistki Roland Garros 2026) i Magdalena Fręch.
Transmisje Wimbledonu 2026 będzie można śledzić na sportowych antenach Polsatu oraz online w Polsat Box Go. Turniej zaplanowano na okres 29 czerwca – 12 lipca.


