-
Elektryczne busy powracają na trasę do Morskiego Oka jako uzupełnienie transportu, głównie dla osób o ograniczonej mobilności, seniorów oraz rodzin z małymi dziećmi.
-
Transport konny pozostaje podstawową formą przewozu turystów do czasu rozbudowy floty elektrycznych pojazdów, mimo prowadzonej od lat debaty i protestów dotyczących dobrostanu koni.
-
Obecny model transportu to kompromis łączący ekologiczne rozwiązania i tradycję, a jego przyszłość zależy od rozwoju technicznego oraz dalszej dyskusji społecznej.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Elektryczne busy to tak naprawdę transport uzupełniający w Tatrach, skierowany głównie do osób o ograniczonej mobilności, seniorów czy rodzin z małymi dziećmi. Przewidziano dla tych pojazdów kilka wariantów tras, w tym bezpośrednie połączenie dla osób z niepełnosprawnościami oraz odcinki wymagające krótkiego dojścia pieszo.
„To nie jest transport masowy. E-busy to przede wszystkim rozwiązanie zwiększające dostępność Tatr – szczególnie dla osób z niepełnosprawnościami, seniorów i rodzin z dziećmi. A w trakcie przejazdu można dowiedzieć się więcej o przyrodzie i historii tego miejsca” – podał TPN. W swoim wpisie TPN nie odniósł się do transportu konnego. Natomiast obrońcy zwierząt są mocno zawiedzeni brakiem zmian w tej kwestii.
Busy nie zastąpiły koni
Rozwój transportu elektrycznego nie rozwiązuje nadal kwestii obecności koni na trasie do Morskiego Oka. Park planuje rozbudowę floty pojazdów, ale do tego czasu to właśnie zaprzęgi pozostaną podstawowym środkiem przewozu turystów. W badaniach sondażowych 68 proc. Polek i Polaków opowiedziało się za zakazem wykorzystywania koni do transportu turystów na trasie do Morskiego Oka. List w tej sprawie podpisały aż 103 organizacje walczące o prawa zwierząt.
„Od stycznia miały wejść w życie nowe zasady przewozu turystów na trasie do Morskiego Oka. I co? Nic! Konie nadal ciągną za ciężkie wozy, park narodowy ciągle przekłada termin startu busów elektrycznych, a ministerstwo – milczy jak zaklęte” – komentowała niedawno kwestię koni grupa „Ratuj konie” należąca do organizacji Viva!
Sytuacja koni w Tatrach budzi od lat duże emocje i jest przedmiotem sporów organizacji prozwierzęcych z lokalnymi władzami i przedstawicielami parku narodowego. Organizacje prozwierzęce postulują od lat o całkowitą rezygnację z transportu konnego, wskazując na ryzyko przeciążenia zwierząt, stres i niewłaściwe warunki.
Miało być inaczej, choć zgniły kompromis i tak był nie do zaakceptowania w trzeciej dekadzie XXI wieku. Konie miały pracować na pierwszym odcinku i ciągnąć lżejsze i mniejsze powozy. Jednak ich do dziś nie ma, podobnie jak busów, które miały wozić turystów od Wodogrzmotów Mickiewicza do Włosienicy
Przyszłość niepewna
Z drugiej strony dane weterynaryjne przytaczane przez TPN sugerują, że konie są w dobrej kondycji, a obowiązujące normy – jeśli są przestrzegane – zapewniają im odpowiedni dobrostan. Podkreśla się, że przypadki śmierci zwierząt były związane raczej z nagłymi problemami zdrowotnymi niż z nadmiernym wysiłkiem.
Organizacja prozwierzęca Viva w 2025 r. poinformowała, że nie będzie brała udziału w badaniach koni z Morskiego Oka. – Te badania to fikcja mająca potwierdzić tezę, że skoro konie są zdrowe, to nie dzieje im się krzywda – podkreśliła Anna Zielińska, wiceprezeska Fundacji Viva.
Obecny „hybrydowy” model transportu do Morskiego Oka miał być kompromisem, lecz dla środowisk prozwierzęcych, ale i dużej części społeczeństwa obecna sytuacja jest co najmniej niezadowalająca.
„Mamy nieodparte wrażenie, że takie ślimacze tempo realizacji tamtych obietnic jest na rękę wszystkim. Przede wszystkim fiakrom, bo zarabiają jak zarabiali. Ale także parkowi narodowemu, bo nie musi się użerać z tematem. A Ministerstwo Środowiska? Nabrało wody w usta” – komentuje grupa „Ratuj Konie”.












