– W ciągu zaledwie godziny po ataku w Leszczydole-Nowinach, otwiera się w nowym oknie z pięciu różnych źródeł dotarły do mnie sprzeczne wiadomości na temat zagrożenia innych w szkołach. Mnóstwo podobnych wiadomości dostawały moje dzieci. Miałem wrażenie, że świat oszalał – mówi Jakub, doświadczony dziennikarz, prywatnie ojciec dwojga nastolatków.
Mieszka w powiecie wyszkowskim, w tym samym, w którym uczeń zabił woźną i ranił dwie inne osoby.
Koledzy i koleżanki jego dzieci masowo przesyłali sobie zdjęcia i filmiki z rzekomo nowych miejsc, gdzie miało dojść do innych ataków. Lawina pogłosek powodowała, że strach narastał. Prawda mieszała się z plotkami i kłamstwami. Szybko uaktywnili się także rodzice, którzy także twierdzili, że mają informacje o „innych atakach”.
Innych ataków nie było, ale fala spekulacji i tak wzbierała
Jakub jako dziennikarz odruchowo zaczął weryfikować pogłoski. Sam pełen obaw o bezpieczeństwo własnych dzieci wykonał telefony na komendy i do szkół. Policja kategorycznie zaprzeczała, że są „inne ataki”, podobną informację dostawał w szkołach.
– W podstawówce mojego syna usłyszałem, że budynek, w ramach środków ostrożności, został zamknięty, a przed nim pojawił się radiowóz – mówi.
Zweryfikowane informacje natychmiast zamieścił na grupie rodziców. Kilka minut później któryś z ojców napisał: „Jest nowy atak! Chłopak raniony przed szkołą. Widziałem zdjęcia”.
– Ręce mi opadły. Fala spekulacji rozkręciła się na nowo. Jakby mój wpis nie istniał. Ten ojciec pisał prawdopodobnie o zdjęciu pochodzącym z wcześniejszego ataku w Ostrołęce, które błyskawicznie rozchodziło się wśród uczniów. Potem pokazał mi je syn. Młodzież łączyła wątki z wcześniejszych ataków w jedną nową przerażającą i zupełnie nieprawdziwą opowieść. Dodatkowo dorośli pisali do mnie, że w lokalnym szpitalu leży mnóstwo pociętych osób. Wiedzą o tym, bo „znają kogoś, kto tam pracuje” – opowiada.
Jednocześnie runęła kolejna lawina pogłosek, że ataki w szkołach w Ostrołęce i Leszczydole-Nowinach to dopiero początek, a najgorsze dopiero nadejdzie – „krwawy piątek”.
„Krwawy piątek” i listy szkół. Wiele dzieci zostało w domach
Córka Jakuba, uczennica LO w stolicy, przyszła roztrzęsiona: „Tato, co mam robić? Wiem, że w innych szkołach nie było dziś zagrożenia, że pogłoski, które się rozchodziły, były kłamstwem, ale na wszystkich grupach młodzieżowych piszą, że jutro będą kolejne ataki„.
Wśród uczniów i rodziców zaczęły krążyć listy szkół. Widzieliśmy kilka różnych wersji, gdzie wpisywano placówki lub miejscowości, które mają stać się celem napastników.
W czwartek wieczorem na forach rodziców, na których jest Jakub, padło pytanie: kto posyła dzieci do szkoły. Prawie wszyscy odpowiedzieli przecząco.
– Swoim dzieciom wytłumaczyłem, co jest zweryfikowanym faktem, a co plotką. Jednocześnie spytałem, czy też wolą zostać w domu. Przytaknęli. Widziałem, że są przybici całą sytuacją. Bardzo to przeżyli. Postanowiliśmy z żoną, że nie tylko dla ich bezpieczeństwa, ale po prostu komfortu psychicznego nie pójdą dziś do szkoły – przyznaje.
Wieczorem poprosił dzieci, by odłożyły telefony i choć fizycznie odcięły się od tego zamętu. – Chciałem, by zasnęły spokojnie – dodaje.
Żona Jakuba, jadąc rano do pracy w Warszawie, napisała mu SMS: w metrze sami dorośli, w ogóle nie widać młodzieży.
Na klasowym forum wybuchła panika. „Wiedzą, ale nam nie mówią”
O ogromnych emocjach opowiada nam także rodzic uczniów z Pruszkowa – Marcin.
– Na klasowym forum szybko wybuchła panika. Był czwartkowy wieczór. Zaczęło się od deklaracji kolejnych rodziców, że ich dzieci nie pójdą w piątek do szkoły. Po chwili pojawiły się pierwsze głosy, że szkoła wie, że coś się zdarzy, ale nie mówią, żeby nie siać paniki. Szybko w dyskusje włączyła się pani, która przekonywała, że mąż jej koleżanki jest antyterrorystą. „Potwierdziła mi, że jutro w Warszawie są w pełnej gotowości. Ewidentnie coś jest na rzeczy” – stwierdziła.
Oliwy do ognia dolały informacje, że dzieciaki z pruszkowskich szkół przesyłają sobie filmik, na którym dwóch zamaskowanych chłopaków z nożami w rękach grozi, że nikt w Pruszkowie i okolicach nie jest bezpieczny. – Dopiero poranna informacja, że policjanci zatrzymali tych chłopaków, sprawiła, że emocje nieco opadły. Niemniej połowa dzieci z klasy syna nie przyszła do szkoły – mówi.
Również na lokalnych forach zaczęły pojawiać się nakręcające emocje informacje powołujące się na rzekome ustalenia, że coś się wydarzy.
– Były pretensje do władz miasta, że coś wiedzą, ale nic nie mówią. Sporo osób kipiało z oburzenia, że próbuje się im uniemożliwić dostęp do prawdy. Mechanizmy teorii spiskowych w pełnej krasie – uważa Marcin.
Dorota, matka ucznia innej placówki na Mazowszu: – U nas akurat były oficjalne komunikaty, by w piątek zostawić dzieci w domach i to nawet z urzędu gminy, a na grupie rodzicielskiej dziwny spokój i racjonalność.
W gminie Lesznowola „w ramach działań prewencyjnych” zalecono, by dzieci pozostały w domach, ale decyzje o tym, czy zajęcia mają się odbyć, pozostawiono dyrektorom. Na koniec dodano apel „o korzystanie ze sprawdzonych źródeł informacji”.
„Krwawy piątek”. Część dyrektorów zdecydowała o odwołaniu lekcji
Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty zrzeszającego dyrektorów potwierdza, że w związku z pogłoskami o „krwawym piątku” część dyrektorów zdecydowała o odwołaniu lekcji, część wdrożyła dodatkowe środki bezpieczeństwa. Przed szkołami pojawiły się radiowozy. W niektórych placówkach przed wejściem przeszukiwano szkolne plecaki.
– Niektórzy uczniowie pokazywali dyrektorom, nauczycielom te widomości o nowych atakach, które szły jak łańcuszki – potwierdza Pleśniar.
– Przestrzegamy przed ich rozpowszechnianiem, bo w ten sposób przykłada się rękę do zarażania wirusem dezinformacji – mówi Interii.
W piątek w mediach pojawiły informacje o licznych zatrzymaniach nastolatków, którzy mieli grozić atakami w szkołach. Takie informacje spłynęły m.in. ze Szczytna, Pruszkowa, Warszawy, Krakowa, Otwocka oraz Ełku. Niektórzy mieli zeznać, że „zrobili to dla żartu lub z głupoty”.
Na warszawskim Mokotowie i w Mszczonowie u nastolatków, którzy zjawili się w szkołach znaleziono ostre narzędzia.
Ataki w szkołach. Kamil Basaj: Sugerowano, że akty agresji inspiruje Rosja
O ostatnie ataki w szkołach, rozlewającą się w związku z nimi falę dezinformacji pytamy Kamila Basaja, prezesa Fundacji INFO OPS Polska, eksperta w zakresie bezpieczeństwa środowiska informacyjnego.
Już na wstępie zaznacza, że to, czego nadal jesteśmy świadkami, jest sprawą wielopłaszczyznową i obecnie wnikliwe analizowaną.
Rozważane są zarówno hipotezy o zagranicznej dezinformacji – tutaj trop prowadzi do Rosji – jak i o wewnętrznej radykalizacji młodzieży.
Przypomnijmy, że około sześciu miesięcy temu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ostrzegała przed postępującymi procesami radykalizacji, zwłaszcza wśród młodzieży z tzw. środowisk antysystemowych.
Jak wskazywano w raporcie część młodych osób trafia w internecie do środowisk, w których fascynacja przemocą stopniowo przeradza się w akceptację ekstremizmu, a w skrajnych przypadkach – w przygotowania do zamachów.
– Cenne są także komunikaty służb litewskich o narastającym zagrożeniu, w których sugerowano inspirację aktów agresji młodzieży przez państwo zewnętrzne – Federację Rosyjską – mówi Interii Kamil Basaj.
Dziś za wcześnie na jednoznaczne wnioski. Co w takim razie wiemy niemal na pewno?
– Faktem jest narastająca skala agresji wśród młodzieży wymierzona w zdrowie i życie ludzkie. Struktura ataków od początku września do pierwszych dni października wskazuje na cykl działań o charakterze przestępczym. Ostatnie incydenty są bez precedensu pod względem natężenia – wylicza.
Jak mówi, materiały kolportowane w ostatnich czasie w serwisach społecznościowych można podzielić na trzy grupy.
Pierwsza to materiały samych potencjalnych sprawców, w których ostrzegają i grożą – osoby te są obecnie zatrzymywane przez policję.
Po drugie materiały mające budować atmosferę powszechnego zagrożenia i wywoływać panikę – w przypadku ostatnich ataków i doniesień o „krwawym piątku” – są one szczegółowo badane przez specjalistów pod kątem pochodzenia.
Na końcu pojawia się trzecia kategoria – temat niesiony silnymi emocjami zaczyna „żyć własnym życiem” i wpływać na wewnętrzną destabilizację.
Dodatkowo w rozkręcanie fali strachu w Polsce od dawna miesza się Rosja.
– Chodzi o wykorzystanie prawdziwej sytuacji do wzmocnienia efektu psychologicznego zastraszenia, destabilizacji i wywołania również dezorientacji wśród odbiorców – wskazuje Kamil Basaj.
– To taki sposób wyciągania wiśni z tortu. Najbardziej negatywne informacje są podchwytywane i wtłaczane ponownie do sieci. To mechanizm, który Rosjanie stosowali w trakcie powodzi na Dolnym Śląsku – przypomina ekspert.
Jolanta Kamińska-Samolej













