Wraca „afera respiratorowa”
W szczycie pandemii COVID-19, w kwietniu 2020 roku, Ministerstwo Zdrowia zakupiło 1 241 respiratorów od firmy E&K należącej do handlarza bronią Andrzeja Izdebskiego. Resort wypłacił ogromną zaliczkę (przekraczającą 154 mln zł), zanim dostarczono jakiekolwiek urządzenia. Ostatecznie do Polski dotarło jedynie 200 respiratorów, które, jak później się okazało, nie miały certyfikatów i nie spełniały europejskich norm. W związku z niedotrzymaniem terminów dostaw resort odstąpił od umowy. Na firmę nałożono kary w wysokości 10 proc. wartości niezrealizowanego zamówienia oraz 0,2 proc. wartości dostawy za każdy dzień opóźnienia. Według Ministerstwa Zdrowia firma była winna miliony euro z tytułu niezwróconej zaliczki i kar umownych. Prokuratura wydała za Andrzejem Izdebskim list gończy. Mężczyzna wyjechał do Albanii, gdzie zmarł 20 czerwca 2022 roku. Ówczesny wiceminister zdrowia, Janusz Cieszyński, mówił, że firma Izdebskiego miała być polecona przez Agencję Wywiadu. „Co bardziej szokujące, Agencja Wywiadu poleciła go, mimo iż doskonale wiedziała, że jest on oszustem i okradł zarówno naszych amerykańskich, jak i europejskich sojuszników” – ustalili dziennikarze Onetu. Handlarz był wieloletnim współpracownikiem służb wywiadowczych – zarówno cywilnych, jak i wojskowych.
Oficerów, którzy znali oszustwa Izdebskiego, wysłano na emerytury
W czasie, gdy Agencja Wywiadu współpracowała z Andrzejem Izdebskim, najprawdopodobniej równocześnie był on również współpracownikiem wojskowych służb specjalnych – najpierw Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI), a następnie Służby Wywiadu Wojskowego (SWW) – mówią w rozmowie z Onetem dwaj wysoko postawieni oficerowie Agencji Wywiadu. Co istotne, przepisy zabraniają służbom podejmowania współpracy z osobą, która jednocześnie współpracuje z inną służbą, jednak wojskowe agencje łamały zasady i nie informowały służb cywilnych o planach współpracy.
Andrzej Izdebski miał być operacyjnie wykorzystywany przez wywiad cywilny przy działaniach związanych z handlem uzbrojeniem oraz pozyskiwaniem technologii wojskowych. W ramach tych działań wykradał technologie militarne oraz dokonywał zakupów uzbrojenia na terenie byłego ZSRR, w szczególności Rosji. „Izdebski zdobywał również technologie, których polski przemysł zbrojeniowy nie był w stanie wykorzystać, a polski wywiad cywilny był w tych sytuacjach jedynie pośrednikiem pomiędzy Izdebskim a CIA” – podaje Onet. Był skuteczny w swoich działaniach, dlatego też Amerykanie tolerowali jego nielegalny handel bronią. O biznesie wszyscy wiedzieli.
Według ustaleń dziennikarzy mężczyzna dla USA zdobył m.in. dokładne plany, rysunki techniczne oraz schematy jednego z najbardziej zaawansowanych rosyjskich mobilnych systemów obrony przeciwlotniczej oraz systemu radarowego. Amerykanie płacili mu za te usługi: najpierw zaliczkę, a po przekazaniu dokumentacji resztę należności. Pośrednikiem w płatnościach była Agencja Wywiadu.
Jak się jednak okazuje, Andrzej Izdebski miał wziąć zaliczkę (blisko pół miliona dolarów) i się nie rozliczyć. Chodziło o dostawę uzbrojenia, w tym granatników. Mimo wielokrotnych próśb o zwrot pieniędzy, nigdy tego nie zrobił. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku jednej z europejskich agencji wywiadowczych sojuszniczej, która również za pośrednictwem AW chciała nabyć sprzęt.
Około 10 lat temu Agencja Wywiadu miała zakończyć współpracę z Andrzejem Izdebskim. „Uległo to jednak zmianie po objęciu stanowiska szefa Agencji Wywiadu przez Piotra Krawczyka w 2016 r. – a więc za rządów PiS. Krawczyk wysłał na emerytury oficerów znających oszustwa Izdebskiego lub też w jednym wypadku na dalekowschodnią placówkę dyplomatyczną, na której oficer ten znajduje się do dziś” – ustalił Onet.
Prokuratura umorzyła śledztwo
Po śmierci Andrzeja Izdebskiego odzyskiwaniem środków zajęła się Prokuratoria Generalna RP. Przejęła między innymi 418 respiratorów pozostających w jego magazynach. Mimo to nie udało się odzyskać ponad 20 mln zł. To jednak nie koniec.
Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie oszustwa. Jak podaje 2 lutego Watchdog Polska, uznała, że prezes E&K nie działał z zamiarem wprowadzenia Ministerstwa Zdrowia w błąd. Śledczy wskazali, że niewykonanie umowy było skutkiem ryzyka rynkowego i chaosu pandemicznego, a nie zaplanowanego oszustwa. Sprawę uznano za cywilnoprawną.
Czytaj także: Sprawa Kajetana Poznańskiego. 10 lat po zbrodni – czy to koniec dożywocia?
Źródło: Onet, Watchdog Polska, Gazeta.pl











