Kilkuset członków Polski 2050 miało w środę zdecydować, kto zastąpi Szymona Hołownię. Druga tura rozgrywała się pomiędzy Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz i Pauliną Henning-Kloską, internetowe głosowanie ruszyło o godzinie 16 i miało trwać do 22. Jednak zamiast informacji o wynikach pojawiły się doniesienia o „nieprzewidzianych problemach technicznych”, które uniemożliwiły głosowanie. Tuż po północy partia oficjalnie potwierdziła, że druga tura wyborów przewodniczącego została unieważniona. „Decyzję w tej sprawie podjęła Krajowa Komisja Wyborcza partii” – czytamy w komunikacie biura prasowego.
Partia znalazła się w ogniu krytyki, szczególnie, że jednym z postulatów Polski 2050 było wprowadzenie internetowego głosowania w wyborach krajowych. A w swoich szeregach ma wiceministra cyfryzacji.
Poseł Wnuk: Komisja wyborcza zachowała się tak, jak trzeba
– Moim zdaniem komisja wyborcza zachowała się tak, jak trzeba. Nie mając pełnej wiedzy, czy wszystko jest w porządku, czy wszyscy mogli oddać głos, nawet nie otworzyli wyników i unieważnili wybory. Tak, żeby nie było żadnych wątpliwości – stwierdza w rozmowie z „Wprost” poseł Polski 2050 Kamil Wnuk. Według naszego rozmówcy, pierwsze informacje o problemach z głosowaniem pojawiły się około godziny 21, gdy część osób zgłosiła, że ich linki do głosowania są nieaktywne.
– Mógł to być błąd systemu, ale nie wykluczamy ingerencji zewnętrznej i ataku hakerskiego – uważa poseł Wnuk.
Najpierw komisja podjęła decyzję o unieważnieniu drugiej tury wyborów, następnie zebrał się zarząd partii, który około północy przyjął sprawozdanie z głosowania. Jednocześnie rozpoczęło się szukanie przyczyn fiaska, a w mediach pojawiały się spekulacje, że linki do głosowania mogły trafiać także do osób spoza partii.













