-
Po publikacjach dotyczących listu gończego za Pawłem Kozaneckim jego pełnomocnik wydał oświadczenie, według którego adwokat nie unika kary i problem leży po stronie nieefektywności systemu.
-
Paweł Kozanecki został prawomocnie skazany na półtora roku więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku, po czym wydano za nim list gończy, gdy nie przebywał w swoim miejscu zamieszkania.
-
Skazany złożył wniosek o odbycie kary w systemie dozoru elektronicznego oraz o wstrzymanie wykonania wyroku, a sprawa oczekuje na decyzję sądu.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Paweł Kozanecki, adwokat znany z określenia „trumna na kółkach”, od 21 kwietnia jest poszukiwany listem gończym po tym, jak został prawomocnie skazany na półtora roku więzienia za spowodowanie wypadku w 2021 roku, w którym zginęły dwie kobiety.
Po tragedii adwokat nagrał wideo, w którym określał wypadek jako konfrontację „bezpiecznego samochodu” z „trumną na kółkach”. Sugerował także, że przyczyną mogła być urwana część pochodząca z samochodu z lat 80.
Sprawa Pawła Kozaneckiego. Pełnomocnik przekazał oświadczenie
W sprawie pościgu za Kozaneckim pojawiły się sprzeczne doniesienia. Początkowo policja informowała, że adwokat nie stawił się na odbycie kary, natomiast reporter Polsat News Adam Malik ustalił, iż skazany nie przebywał w miejscu, w którym powinien.
Do redakcji m.in. Radia Łódź i Radia Olsztyn we wtorek trafiło oświadczenie adwokata Kosmy Bogdanowicza, pełnomocnika Kozaneckiego, który twierdzi, że media „nakręcają negatywne emocje wokół tej sprawy”, a sam skazany nie ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości.
Według pełnomocnika Paweł Kozanecki złożył 18 marca wniosek o odbywanie kary półtora roku więzienia w systemie dozoru elektronicznego (SDE) oraz o wstrzymanie jej wykonania do czasu decyzji sądu. Adwokat podkreślił, że „dopiero po ponad dwóch tygodniach od złożenia wniosku – w dniu 2 kwietnia b.r. – Sąd Okręgowy (w Łodzi – red.)” zdecydował się zawnioskować do Sądu Najwyższego „o przekazanie sprawy do rozpoznania innemu sądowi równorzędnemu z uwagi na dobro wymiaru sprawiedliwości”.
„W dniu 24 kwietnia b.r. Sąd Najwyższy wydał postanowienie, w którym nie uwzględnił wniosku Sądu Okręgowego o przekazanie sprawy do rozpoznania innemu sądowi właściwemu rzeczowo. Pomimo niezwłocznego zwrotu akt do Sądu Okręgowego w Łodzi, do dziś sprawa nie otrzymała w zasadzie żadnego dalszego biegu” – przekazał pełnomocnik Kozaneckiego.
Dodał, że „na półtora miesiąca od skierowania do Sądu wniosku o udzielenie skazanemu zezwolenia na odbycie kary w SDE, sprawa w zasadzie utknęła w martwym punkcie”.
Pełnomocnik Kozaneckiego: Skazany sam wyszedł z inicjatywą
„Skazany pozostaje żywo zainteresowany przebiegiem tego postępowania. Sam wyszedł z inicjatywą skorzystania z przysługującej mu instytucji prawa karnego wykonawczego w postaci zezwolenia na odbycie kary w SDE” – twierdzi pełnomocnik.
Jak wynika z oświadczenia, skazany i jego pełnomocnik pozostają w kontakcie z sądem. Kozanecki – według tych zapewnień – ma zamiar wykonać orzeczoną karę, „licząc przy tym na racjonalne spojrzenie na jego sytuację prawną przez Sąd Penitencjarny”.
Według obrońcy wokół sprawy Kozaneckiego narosło „wiele mitów”, wobec czego oświadczenie ma zwrócić uwagę na „eskalowanie negatywnych emocji” oraz wywołać „pogłębioną dyskusji w przedmiocie przebiegu postępowań wykonawczych”.
„W sprawie wciąż nie są podejmowane żadne czynności merytoryczne, co jedynie ożywia emocje opinii publicznej wobec rosnącej fali nienawiści społecznej eskalowanej wokół Pawła Kozaneckiego. Zrozumiałym jest bowiem, iż dla przeciętnego odbiorcy sytuacja ta jest niewytłumaczalna” – ocenił pełnomocnik.
Mecenas stwierdził też, że „wbrew obiegowej opinii” jego klient „bardzo żałuje” spowodowania wypadku, w którym zginęły dwie osoby.
List gończy za adwokatem od „trumny na kółkach”
W poniedziałek rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie sędzia Adam Barczak wyjaśnił, że po uprawomocnieniu wyroku Sąd Rejonowy w Olsztynie zlecił policji osadzenie Pawła Kozaneckiego, ale funkcjonariusze w Łodzi nie zdołali go zatrzymać, ponieważ nie przebywał w miejscu zamieszkania. W związku z tym 21 kwietnia wydano za nim list gończy.
Skazany składał też wnioski o wstrzymanie lub odroczenie kary (jeden wycofał), ale sąd uznał, że nie ma podstaw do ich uwzględnienia. Równolegle złożył wniosek o odbywanie kary w systemie dozoru elektronicznego, który trafił do Sądu Okręgowego w Łodzi, lecz nie został jeszcze rozpoznany, ponieważ sprawa była czasowo przekazywana do decyzji Sądu Najwyższego z uwagi na „dobro wymiaru sprawiedliwości”.
-
Akcja służb w Warszawie. Mężczyzna miał zginąć podczas interwencji
-
Policja rozbija „diamentową piramidę finansową”. Ponad 200 poszkodowanych


