– Jest plan na przejęcie Trybunału – mówi Interii osoba z otoczenia Donalda Tuska. Z naszych informacji wynika, że plan powstał w toku rozmów szefa rządu z często goszczącym ostatnimi czasy w KPRM Waldemarem Żurkiem.
Jak pisaliśmy na łamach Interii w maju, minister sprawiedliwości sam walczy o utrzymanie swojej pozycji w rządzie. Końcowa ocena jego przydatności będzie natomiast zależeć m.in. od postępów w kwestii przywracania praworządności, arcyważnej dla żelaznego elektoratu Koalicji Obywatelskiej.
Mówi nasze źródło w KPRM: – Premier w pewnym momencie uznał, że mimo licznych prób nie mamy sukcesów na odcinku praworządnościowym. Dlatego jesienią postawi wszystko na Trybunał Konstytucyjny. Plan jest prosty: odbić TK z rąk PiS-u. To w tym celu wysyła tam Berka.
Berek do Trybunału. „To był jego pomysł”
Maciej Berek jest nie tylko, aktualnie już byłym, ministrem w rządzie Donalda Tuska. Jest też doktorem prawa i cenionym konstytucjonalistą. I właśnie jego prawnicze wykształcenie oraz bardzo bogate doświadczenie zawodowe w zakresie prawa stanowiły atuty, które otworzyły mu drogę do kandydowania do Trybunału Konstytucyjnego.
Mówi jeden z prominentnych polityków Koalicji Obywatelskiej: – Będzie dobrym sędzią, państwowcem pilnującym ważnych spraw. Znam go bardzo dobrze i wiem, że jeżeli tylko dane mu będzie normalnie funkcjonować w Trybunale, to poradzi sobie doskonale.
Jeden z wiceministrów: – Berek to jeden z najsprawniejszych prawników, jakich znam. Jeśli tylko będzie możliwość wykorzystania istniejących przepisów i przeprowadzenia w Trybunale zmian na podstawie ustawy o TK oraz konstytucji, on to zrobi. Ciężko mi znaleźć drugą osobę, która tak dobrze znałaby nasz system prawny i tak swobodnie się w nim poruszała.
Osoba z prezydium Sejmu: – On jest jak tłok w silniku – co by się nie działo, będzie robić swoje, aż do skutku. Berek na pewno nie pęknie na robocie. To nie jest gość, który robi rolki na sociale, dużo krzyczy po mediach i wszędzie jest go pełno. To jest gość, który zawsze zachowuje spokój, gdy wszyscy wokół robią raban. A na końcu ucina dyskusję i mówi: – Tak będzie dobrze i tak robimy.
To nie jest tak, że premier zdejmuje teraz rękawiczki. On zdejmuje rękawice bokserskie i idzie na gołe pięści
Z rozmów Interii z wieloma przedstawicielami rządu jasno wynika, że to minister Berek chciał zamienić KPRM na Trybunał Konstytucyjny.
– To był jego pomysł – mówi nam jeden z członków rządu.
– Był już zmęczony i to bardzo – dodaje inna osoba z rządu. Mimo politycznej wojny o TK, która trwa już dekadę, i ogromnego spadku autorytetu samej instytucji, dla jednego z najbliższych ludzi premiera Tuska Trybunał to wciąż prawniczy Olimp i zwieńczenie zawodowej kariery.
Rządzący idą po Trybunał. „Dosyć miękkiej gry”
Dla Donalda Tuska to jednak przede wszystkim jeden z najważniejszych politycznych celów. Celów wciąż niezrealizowanych, co rządzącym boleśnie wytyka i żelazny elektorat, i zaprzyjaźnione media. Ambicje ministra Berka idealnie sprzęgły się więc z politycznymi celami szefa rządu i całej koalicji rządzącej na nieco ponad rok przed wyborami.
– Dosyć już miękkiej gry – stanowczo stawia sprawę TK jeden z ministrów, którego pytamy o jesienne plany rządu na tym odcinku. Nasz rozmówca przypomina też, że rządzący próbowali rozwiązać sprawę pokojowo i w dialogu, na drodze ustawowej. Wszystko rozbiło się o prezydenta Andrzeja Dudę, który dokument odesłał do Trybunału Konstytucyjnego, a ten cały pakiet ustaw uznał za sprzeczny z ustawą zasadniczą.
– Cieszę się, że premier chce to wreszcie uregulować. Nie możemy sobie pozwolić, żeby w imię jakichś górnolotnych haseł patrzeć bezczynnie na to, co dzieje się w Trybunale. Trybunał sam się nie uzdrowi, nie możemy czekać w nieskończoność – kontynuuje minister.
Dopytywany o plany premiera na jesień, dodaje: – To nie jest tak, że premier zdejmuje teraz rękawiczki. On zdejmuje rękawice bokserskie i idzie na gołe pięści. Ten facet jest trzeci raz premierem, naprawdę ma nosa do polityki i wie, co robi.
Starcie z prezydentem Karolem Nawrockim i prezesem TK Bogdanem Święczkowskim jest tutaj nieuniknione.
Głowa państwa wciąż nie odebrała ślubowania od czwórki wybranych w marcu przez Sejm sędziów TK, którzy ostatecznie złożyli przysięgę w Sejmie – wobec notariusza i marszałka izby niższej parlamentu.
W ocenie Pałacu Prezydenckiego to pogwałcenie konstytucji i z tego powodu nowo wybrani sędziowie nie mają prawa zasiadać w Trybunale. Podobnie sprawę widzi prezes TK, który wspomnianej czwórki nie dopuszcza do orzekania.

Co na to rządzący? Mówią wprost: prezydent nie ma prawa decydować o tym, czy i kto zasiada w Trybunale, jego obowiązkiem (a nie uznaniową decyzją) jest odebranie ślubowania od sędziów wskazanych przez Sejm.
Co do samego Trybunału kalkulacja jest obecnie prosta. Wraz z wyborem Macieja Berka rządzący mieliby większość w Zgromadzeniu Ogólnym TK stosunkiem głosów 8:7. To organ Trybunału, który odpowiada za sprawy organizacyjne, osobowe oraz wewnętrzną strukturę i funkcjonowanie sądu konstytucyjnego.
Jest jednak haczyk: w świetle obowiązującego prawa, zgromadzenie tworzą wszyscy urzędujący sędziowie, którzy złożyli ślubowanie przed prezydentem. W teorii rządzącym otwiera się więc pole do zmian w samej instytucji i to od środka. W praktyce prezydent i prezes TK zapewne będą utrzymywać, że czwórka sędziów, od których głowa państwa nie chciała odebrać ślubowania, nie należy do zgromadzenia ogólnego.
Spór o przyszłość Trybunału to coś znacznie więcej niż obsadzenie kolejnej instytucji państwowej. To esencja konfliktu między KO i PiS-em z ostatniej dekady. Trybunał Konstytucyjny to ostatnia kluczowa instytucja państwowa, która jest w politycznej strefie wpływów PiS-u. W ocenie ludzi z obozu władzy wraz z Pałacem Prezydenckim stanowi główną oś oporu wobec polityki rządu.
Dlatego nasi rozmówcy z rządu nie wykluczają, że jesienią sytuacja wokół TK może zrobić się bardzo napięta. Wówczas bitwę o TK wygra ten, kto się nie przestraszy i nie odstawi nogi.
– Będzie trzeba iść na grubo, na ostro – mówi nasze źródło w KPRM.
Pada nawet porównanie do stylu przejęcia mediów publicznych na początku kadencji czy wyprowadzenia przez policję posłów PiS-u Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika z Pałacu Prezydenckiego.
Jesienią premier postawi wszystko na Trybunał Konstytucyjny. Plan jest prosty: odbić TK z rąk PiS-u. To w tym celu wysyła tam Berka
Tu jednak w rządzie opinie są zróżnicowane. – Nie, aż tak to nie, nie przesadzajmy – tonuje nastroje jeden z ministrów.
Inny z rozmówców, doświadczony polityk KO doskonale znający premiera, dodaje: – Możliwości rozwoju sytuacji jest wiele. O tym, czy dojdzie do przesilenia i czy wszyscy pójdą później po rozum do głowy decydować będzie mądrość etapu. Uważam, że jesteśmy przed resetem. Gdy dojdzie do zderzenia, do ostrej konfrontacji, może wtedy wszyscy zaczną się zastanawiać, jak konstruktywnie z tego wyjść.
Koalicja rządząca (jeszcze nie murem) za Berkiem
Nasi rozmówcy z rządu są też przekonani, że chociaż nominacja Maciej Berka wzbudziła mieszane komentarze w Koalicji 15 Października – krytykowały ją zwłaszcza Lewica i Polska 2050 – to koniec końców za jego kandydaturą ręce podniesie cały obóz władzy.
Z rozmów Interii z kluczowymi politykami z rządu i koalicji wynika, że Berek może być pewny poparcia KO i PSL. Lewica o sprawie ma dyskutować we własnym gronie po sejmowych wakacjach. Podobnie Polska 2050.
– Zdania są u nas różne, wiele osób bardzo popiera tę kandydaturę. Sam ją popieram. Nie znam w rządzie kogoś, kto mógłby cokolwiek zarzucić ministrowi Berkowi – słyszymy od jednego z wiceministrów z Lewicy.
Dopytujemy go o słynną, storpedowaną przez prezydenta Andrzeja Dudę, ustawę o TK, która zakładała czteroletnią karencję między czynną polityką a zasiadaniem w Trybunale.
– Ustawa, która została zawetowana, nie jest prawem powszechnie obowiązującym. W związku z czym trzymamy się prawa powszechnie obowiązującego i minister Berek wszystkie warunki spełnia – odpowiada polityk.
Ważny senator koalicji rządzącej: – Wydaje mi się, że koalicja ostatecznie poprze Berka. Będą jeszcze dyskusje, debaty i analizy, ale na końcu zostanie to uwspólnione. Sytuacja w naturalny sposób dojrzeje do tego, żeby Berek zyskał poparcie wszystkich koalicjantów.
Mówi osoba z prezydium Sejmu: – Nie możemy być zakładnikami naszych wcześniejszych koncepcji. Nakreśliliśmy ramy działania, ale w którą stronę nie spróbowaliśmy się ruszyć, to prezydent nas z premedytacją blokował. W takim razie musimy zmienić ramy działania. I to jest właśnie ten moment.
Wielka, jesienna ofensywa Tuska
Nominacja Maciej Berka do Trybunału Konstytucyjnego, choć ważna sama w sobie, jest tylko jednym z elementów dużego, politycznego planu Donalda Tuska na zbliżającą się wielkimi krokami jesień. Od kilku źródeł w rządzie i otoczeniu premiera słyszymy, że szef rządu planuje po wakacjach dużą, polityczną ofensywę.

Jednym z jej czterech elementów ma być wspomniane i opisane powyżej odbicie Trybunału Konstytucyjnego.
Drugim jest kontynuacja i finał prac nad zmianami w systemie podatkowym, które mają wejść w życie od stycznia 2027 roku.
Element trzeci to przygotowywane przez minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę reformy w ochronie zdrowia.
Ostatnia część układanki, ale bardzo ważna dla samego premiera, to polityczny powrót Szymona Hołowni – na czoło Polski 2050, a najlepiej również do rządu. To umożliwiłoby w końcu premierowi pozbycie się z rządu minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
Strategii Tuska ma towarzyszyć ostra konfrontacja z prezydentem. W rządzie są pewni, że Karol Nawrocki zrobi, co tylko będzie mógł, żeby storpedować zmiany w Trybunale Konstytucyjnym. Również w kwestii zmian podatkowych i reform zdrowotnych rządzący nie są optymistami, jeśli chodzi o decyzje głowy państwa.
– Sabotuje nas, gdzie tylko może i jak tylko może – irytuje się jeden z ministrów. I dodaje: – Celowo utrudnia nam życie. Myśli, że siłowo i metodą faktów dokonanych zmieni ustrój polityczny państwa na system prezydencki.
– Premier widzi, że ostatnio rząd trochę przysnął, a za rogiem jest początek kampanii. Dlatego jesienią chce ruszyć z kopyta. Ma w głowę tę czteroelementową układankę i chce ją rozgrywać – twierdzi nasze źródło w KPRM. – To są wszystko ważne rzeczy dla elektoratu Koalicji Obywatelskiej. Jeśli dobrze je ograć, pokazać ludziom, to może dać dobry impet na początek kampanii. Na pewno łatwiej zrobić to niż rekonstrukcję jednej trzeciej rządu – słyszymy.
Łukasz Rogojsz













