W maju br. minęła 22. rocznica przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Zgodnie z zapisami traktatu akcesyjnego z 2003 roku jesteśmy zobowiązani do wprowadzenia w naszym kraju euro. Na razie jednak nic wskazuje na to, by w najbliższych latach nastąpił w tej sprawie przełom. Ma to związek z faktem, że brakuje woli politycznej w tej kwestii wśród najważniejszych ugrupowań.

Belka namawia do przyjęcia euro


Orędownikiem przyjęcia unijnej waluty jest ten, który stanął na czele rządu tuż po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Marek Belka, bo o nim mowa podkreśla w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej, że przyjęcie euro “wymusi pogłębienie integracji europejskiej”.


Były szef rządu, a zarazem prezes Narodowego Banku Polskiego odrzuca argument, że przyjęcie euro automatycznie oznaczałoby wzrost cen. — Wszystkie statystyki pokazują, że jest dokładnie odwrotnie — przyjęcie euro prowadzi do stabilizacji cen. Nikt nie zwraca uwagi na fakt, że koszty utrzymania waluty narodowej są potężne — mówi Belka.


Weźmy te wielkie rezerwy walutowe, te sztaby złota, które obecne kierownictwo NBP gromadzi z taką dumą — przecież to są miliardy wyrzucane do studni, które bardzo trudno będzie odzyskać, jeżeli w ogóle będzie można odzyskać. A przecież to jest koszt utrzymania własnej waluty — dodaje.


Zdaniem byłego premiera wejście do strefy euro mogłoby również oznaczać niższe stopy procentowe, a tym samym mniejsze koszty inwestycji i kredytów hipotecznych.


Przyjęcie unijnej waluty nie budzi entuzjazmu wśród Polaków. Dowodzi tego m.in. sondaż przeprowadzony w maju br. przez pracownię SW Research dla “Wprost”. Wynika z niego, że aż 63 proc. z nas sprzeciwia się zastąpieniu złotówki euro, a jedynie 22,1 proc. respondentów jest przeciwnego zdania. 15 proc. badanych nie ma opinii w tej kwestii.

Share.
Exit mobile version