Według „Rzeczpospolitej” list wysłany 25 lipca z poczty w Tyraspolu zawiera ślady DNA, które wskazują na kontakt Romanowskiego z przesyłką. Nie oznacza to jednak automatycznie, że poseł faktycznie znajduje się pod wskazanym w piśmie adresem, czyli pustym placem według Google Maps.

List Romanowskiego z Naddniestrza. Śledczy sprawdzają trop

Gazeta donosi, że śledczy biorą pod uwagę scenariusz świadomego zmylenia tropu (tzw. red herring), zwłaszcza że list dotarł do sądu dwa tygodnie po dacie jego sporządzenia, co może sugerować, że ktoś przywiózł go do Naddniestrza (separatystyczny region Mołdawii silnie wspierany przez Rosję) już po napisaniu. Służby – w tym Agencja Wywiadu – próbują nieoficjalnymi kanałami ustalić, kto nadał przesyłkę na tamtejszej poczcie, przy której zainstalowana ma być jedna z nielicznych w regionie kamer monitoringu.

Zobacz wideo Romanowski uciekł do rosyjskiej enklawy. PiS nadal go wspiera

– Na chwilę obecną nie potwierdzono obecności Romanowskiego na terenie separatystycznego Naddniestrza, a tym bardziej pod wskazanym w liście poleconym adresie w Tyraspolu – twierdzą źródła dziennika.

Sercanie zaprzeczają

Blisko miejsca wskazanego w liście znajduje się parafia Świętej Trójcy prowadzona przez księży sercanów – zgromadzenie, do którego należy ks. Michał Olszewski, podejrzany w śledztwie ws. Funduszu Sprawiedliwości. Pełnomocnik zgromadzenia, mec. Krzysztof Wąsowski, zapewnił „Rzeczpospolitą”, że Romanowski nigdy się do nich nie zgłosił i nie otrzymał żadnej pomocy. Romanowski formalnie należał do Opus Dei, nie do sercanów.

Dziennik przypomina, że to nie pierwszy fałszywy trop w tej sprawie – w grudniu 2024 roku sześciu uzbrojonych policjantów wraz z dronami wkroczyło do klasztoru Dominikanów w Lublinie, gdzie rzekomo miał ukrywać się poseł. Okazało się, że tego dnia przebywał już na Węgrzech, gdzie otrzymał azyl polityczny.

Wersja „Wyborczej” bez wątpliwości

„Wyborcza” twierdzi natomiast, że źródła w służbach wywiadowczych nie mają wątpliwości – Romanowski przebywa w Tyraspolu i korzysta z pomocy księży sercanów. Według dziennika poseł korzysta z pomocy sercanów prowadzących w regionie pięć parafii, w tym jedną w Tyraspolu. „Wyborcza” podkreśla ten sam intrygujący zbieg okoliczności – powiązanie zakonu z ks. Michałem Olszewskim i aferą Funduszu Sprawiedliwości, którym w rządzie PiS nadzorował Romanowski.

Gazeta przypomina też, że zanim trop doprowadził do Naddniestrza, spekulowano, że Romanowski ukrywa się w Serbii, a wcześniej – podobnie jak Zbigniew Ziobro – korzystał z węgierskiego azylu politycznego, który stracił znaczenie po przegranych przez Viktora Orbána wyborach.

„Romanowski był widziany w Tyraspolu, stolicy Naddniestrza – mówią nasze źródła w polskich służbach, wskazując na informacje od zaprzyjaźnionych agencji wywiadowczych” – pisze Bartosz T. Wieliński na Wyborcza.pl.

Prokuratura Krajowa poinformowała we wtorek, że nie zgadza się na wydanie Romanowskiemu listu żelaznego, ponieważ nie dysponuje procesowym potwierdzeniem jego pobytu w Tyraspolu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że polityk nie przekroczył granicy Mołdawii w ciągu ostatnich pięciu lat – nie potwierdzono też przekroczenia granic Rumunii i Ukrainy. Prokuratura wystąpiła o potwierdzenie tych informacji do władz rumuńskich i mołdawskich. Przypomnijmy, że w jednym z pism skierowanych do sądu Romanowski napisał, że „zgodnie z prawem, w sposób legalny, ma wydany paszport na inną tożsamość, na podobnej zasadzie, jak świadkowie koronni, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską”.

Zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa

Poseł Lewicy Tomasz Trela ostrzegał w środę w rozmowie z Onetem, że Romanowski jako były wiceminister miał dostęp do dokumentów objętych najwyższą klauzulą tajności i może stanowić źródło poufnych informacji dla Rosji w zamian za udzielone mu schronienie. Do sprawy odniósł się minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Więcej w artykule poniżej:

Były szef Jednostki Specjalnej GROM gen. Roman Polko oceniał wcześniej w rozmowie z „Wyborczą”, że dla rosyjskich służb były polski wiceminister to cenne źródło wiedzy o strukturach i słabościach polskiego wymiaru sprawiedliwości, a sama ucieczka do Naddniestrza nosi znamiona zdrady.

Share.
Exit mobile version