Sprawa dotyczy wydarzeń w nocy z 18 na 19 marca 2011 r. w jednym z domów w Grodzisku Wielkopolskim. 45-letnia Danuta K. została w trakcie snu polana benzyną i podpalona. Kobiecie ostatkiem sił udało się dotrzeć do mieszkającej w pobliżu rodziny i wezwać pomoc. Została przetransportowana śmigłowcem do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Zmarła dwa dni później. U kobiety stwierdzono oparzenia II i III stopnia 79 proc. powierzchni ciała.
W domu nie znaleziono żadnych śladów włamania. Głównym podejrzanym został od razu mąż kobiety, emerytowany policjant Andrzej K. Para była w trakcie rozwodu. Mężczyzna latami znęcał się psychicznie nad żoną. Śledczy ustalili, że w nocy, w której doszło do tragedii, wszedł do domu, używając swojego klucza. Polał benzyną wykładzinę, łóżko oraz śpiącą Danutę K., a następnie podpalił. Uciekł przez drzwi w piwnicy, wsiadł do auta i odjechał. Mężczyzna nie przyznawał się do winy.
Śledztwo ws. zabójstwa Danuty K. Nie było twardych dowodów, były poszlaki
Nie wykazano ze 100-procentową pewnością, że auto, które zaparkowało wtedy niedaleko domu Danuty, należało do Andrzeja K. Zgadzały się jednak nie tylko m.in. kształt i ciemny kolor, lecz także kołpaki, antena radiowa, miejsce umieszczenia tylnej tablicy rejestracyjnej, dość specyficzne umiejscowienie owiewki. Zgadzało się również to, że nie działało jedno z przednich świateł. Świadkowie zwracali uwagę, że Andrzej miał w zwyczaju zapalać reflektory dopiero po ruszeniu. Tak też robił kierowca, którego zarejestrowano na monitoringu.
Na kilka dni przed podpaleniem ktoś przestawił czujnik włączający oświetlenie przed budynkiem. Prokuratura powiązała to z wizytą Andrzeja K. Mężczyzna musiał też wiedzieć, że tej nocy żona będzie sama, bo syn miał wtedy nocować u swojej dziewczyny, a córka była za granicą. Andrzej K. przeszedł (za swoją zgodą) badanie wariografem, które wykazało, że może mieć związek ze zbrodnią.
Ponadto śledztwo wykazało, że Andrzej K. był jedyną osobą, z którą Danuta K. miała konflikt. Nie było w jej życiu innej osoby, której się bała. Brat Andrzeja K. zeznał potem, że na kilkanaście dni przed zdarzeniem mężczyzna miał stwierdzić, że „jak człowiek ginie w pożarze, to nie ma śladów”.
Dożywocie dla Andrzeja K.
W lutym 2013 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał mężczyznę na dożywocie. Andrzej K. został uznany nie tylko za winnego zabójstwa żony, lecz także posiadania bez zezwolenia 21 nabojów pistoletowych. Sąd nakazał też mężczyźnie zapłatę bliskim Danuty K. (dzieciom i matce) łącznie blisko 300 tys. zł.
„Choć w sprawie nie ustalono dowodów bezpośrednich jego sprawstwa, to jednak ustalone poszlaki – fakty uboczne – wskazują w sposób w pełni logiczny i wykluczający inną wersję zdarzeń niż sprawstwo oskarżonego” – wskazał wtedy sąd.
Obrońca Andrzeja K. złożył apelację. Argumentował, że nie sposób udowodnić, czy auto zaparkowane nocą w rzeczywistości należało do mężczyzny. Twierdził też m.in., że nie wiadomo tak naprawdę, czy drzwi domu nie zostały otwarte tej nocy wytrychem. Przekonywał sąd, że Andrzej K. nie miał wcale motywu.
W maju 2013 r. Sąd Apelacyjny w Poznaniu dokonał niewielkich zmian w wyroku sądu pierwszej instancji, ale skutek dla Andrzeja K. był ten sam – dożywocie.
Sąd Najwyższy po raz kolejny odmawia Andrzejowi K.
Po kilku miesiącach Andrzej K. złożył za pośrednictwem swojego obrońcy kasację do Sądu Najwyższego. Została oddalona. Po dwóch latach zawnioskował do SN o wznowienie postępowania, wniosek został oddalony. Ponawiał te próby także w 2017 r., 2021 r., 2022 r., a także w 2024 r. Za każdym razem bezskutecznie.
Jak ustaliliśmy, w maju ubiegłego roku Andrzej K. ponownie zwrócił się o wznowienie postępowania. Twierdził, że doszło do „popełnienia przestępstwa przez zorganizowaną grupę przestępczą w wymiarze sprawiedliwości i bezprawne skazanie go w celu bezprawnego pozbawienia go majątku oraz czerpania korzyści i pozbawienia go emerytury”.
W piątek (3 lipca) Sąd Najwyższy „odmówił przyjęcia wniosku o wznowienie postępowania wobec jego oczywistej bezzasadności”. Zdaniem SN, Andrzej K. nie przedstawił dowodu na to, by sam padł ofiarą przestępstwa i niesłusznego skazania.
„Przywołana przez niego argumentacja nie pozwala również na uznanie, by po popełnieniu przestępstwa ujawniły się nowe fakty lub dowody wskazujące na to, że skazany nie popełnił czynu albo czyn jego nie stanowił przestępstwa lub nie podlegał karze” – czytamy w uzasadnieniu.
Redagował Jan Latała


