Styczeń przyniósł radykalną zmianę aury, zapisując się jako miesiąc bardzo chłodny, co kontrastowało z rekordowo ciepłym początkiem zimy. Tegoroczny styczeń w Polsce należy zaliczyć do miesięcy bardzo chłodnych, mimo że globalnie był to piąty najcieplejszy styczeń w historii pomiarów instrumentalnych – informuje Fundacja Edukacji Klimatycznej.
Śnieg w Polsce nie sprawił, że zmiana klimatu się zatrzymała
Średnia obszarowa temperatura wyniosła -4,1°C, co jest wartością o 3°C niższą od normy wieloletniej (1991-2020). Skrajności termiczne były wyjątkowo wyraźne: o ile 26 stycznia w Tarnowie odnotowano niemal wiosenne 8,9°C, o tyle zaledwie kilka dni wcześniej w Zamościu termometry wskazały już -21,3°C.
Mimo tego mroźnego epizodu, dane historyczne wskazują, że w perspektywie 75 lat styczeń w Polsce ocieplił się już o blisko 3,0°C – zauważają w opracowaniu klimatolodzy.
W styczniu obszarowo uśredniona suma opadu wyniosła zaledwie 17,2 mm, co stanowiło deficyt rzędu 19,1 mm względem normy wieloletniej. Z tego względu styczeń również należy zaliczyć do miesięcy skrajnie suchych (odnotowano jedynie 47,4 proc. normy).
Deficyt wody był szczególnie dotkliwy na południowym zachodzie i w centrum – poniżej 7 mm opadu we Wrocławiu, Katowicach (jedynie 14,9 proc. normy) i Kaliszu. Jedynym wyjątkiem był Gdańsk (aż 321,9 proc. normy), gdzie spadło ponad 60 mm opadu, co stanowi ponad trzykrotność ilości deszczu i śniegu względem normy.
Według klasyfikacji rangowej prowadzonej od 1951 roku, tegoroczny styczeń uplasował się na 71. pozycji, stając się jednocześnie najsuchszym styczniem w XXI w.
Dlaczego styczeń 2026 był taki zimny?
Główną przyczyną wyraźnej ujemnej anomalii temperaturowej w styczniu było silne zafalowanie, czyli tzw. meandrowanie prądu strumieniowego – informują klimatolodzy. Prąd strumieniowy to pasmo wyjątkowo silnych wiatrów wiejących na wysokości ok. 10 km, które pełnią rolę naturalnej bariery oddzielającej mroźne powietrze arktyczne od cieplejszych mas z południa.
W typowych warunkach zimowych mroźne powietrze pozostaje „uwięzione” w rejonach okołobiegunowych. Tym razem jednak doszło do jego głębokiego przesunięcia w stronę średnich szerokości geograficznych, co pozwoliło zimnym masom powietrza napłynąć nad obszar Polski.
Naukowcy wskazują, że za rosnącą zmienność prądu strumieniowego odpowiada malejący kontrast temperatur między Arktyką a średnimi szerokościami geograficznymi, co jest bezpośrednim skutkiem gwałtownego ocieplania się rejonów polarnych w ostatnich dekadach. Zjawisko to znacząco zwiększa ryzyko częstych i nagłych napływów arktycznego chłodu nad Europę.
Po zaskakująco mroźnej zimie przyszły gwałtowne roztopy
Po fali mrozów przyszło jednak nagłe ocieplenie, a z nim – gwałtowne roztopy. Obecnie obserwowane roztopy powodują wyraźny wzrost stanów wody, szczególnie w północnych, północno-wschodnich oraz wschodnich rejonach Polski, gdzie pokrywa śnieżna utrzymywała się najdłużej. Prowadzi to do lokalnych podtopień.
W niektórych miejscach – m.in. w województwach łódzkim i dolnośląskim – odnotowano również przekroczenia stanów ostrzegawczych. Według aktualnych prognoz zjawiska te mają jednak charakter krótkotrwały i nie niosą ze sobą ryzyka poważniejszej powodzi.
Klimatolodzy alarmują, że obecne wezbrania to efekt regulacji rzek i betonozy miejskiej, które uniemożliwiają naturalną retencję i rozlewanie się wody na tereny zalewowe.
Mimo obecnych wezbrań, kluczowym wyzwaniem pozostaje także pogłębiająca się susza hydrologiczna. Warto podkreślić, że występowanie suszy nie koliduje z nagłym pojawianiem się lokalnych podtopień i powodzi. Zjawiska mogą ze sobą współistnieć, z racji tego, że suche podłoże ma obniżoną efektywność retencji.
Ponadto, co może najistotniejsze, występowanie epizodów mroźnej zimy w żaden sposób nie ogranicza postępującego ocieplenia klimatu. Ekstremalne zjawiska pogodowe towarzyszą nam bowiem z coraz większą intensywnością – dotyczy to zarówno fal upałów i susz, jak i niezwykle gwałtownych opadów czy mrozów












