Uroczystość nadania imienia nowemu okrętowi odbyła się we środę (12 sierpnia) w Gdyni na terenie PGZ Stoczni Wojennej. To tam powstanie cała seria trzech fregat typu Miecznik. Pierwszy z nich to właśnie Wicher. Jeszcze nie ORP Wicher, bo trzyliterowy przedrostek oznaczający „Okręt Rzeczpospolitej” otrzyma według planu w 2029 roku, kiedy zostanie ukończony i formalnie przekazany do służby w Marynarce Wojennej RP.


Zobacz wideo

Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1. W Łodzi powstanie centrum serwisowe śmigłowców Apache

Droga do wody na raty

Na uroczystości nadania imienia nowej fregaty pojawili się wszyscy najważniejsi politycy. Od prezydenta Karola Nawrockiego, przez premiera Donalda Tuska, po ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza. Wszyscy wygłosili swoje przemówienia, jednak nazwę przyszłemu okrętowi nadała tak zwana matka chrzestna, czyli w tym przypadku Agata Ziemiańska, żona wiceadmirała Jarosława Ziemiańskiego, Inspektora Marynarki Wojennej. Zrobiła to tradycyjnymi w takiej sytuacji słowami:

Płyń po morzach i oceanach świata. Sław imię stoczniowca i polskiego marynarza. Nadaję ci imię Wicher!

Po czym, równie tradycyjnie i symbolicznie, przecięła toporkiem linkę, butelka z szampanem rozbiła się o burtę okrętu i nie stało się nic więcej. Żadnego widowiskowego wodowania z pochylni. Wicher pozostał bez ruchu na miejscu. Faktyczne wodowanie zaplanowano bowiem dopiero na czwartek (13 sierpnia) i będzie ono bardzo powolne.

Wicher powstawał w dużej hali na terenie PGZ Stoczni Wojennej, niegdyś Stoczni Marynarki Wojennej na Oksywiu w Gdyni. Nigdy nie powstawały tam tak duże jednostki, nie ma więc tradycyjnej infrastruktury do ich wodowania.

Nieukończony okręt wytoczono z hali na pokład dużej specjalistycznej barki, którą następnie przeholowano tuż obok do nabrzeża, gdzie odbyła się uroczystość chrztu. Następnie zostanie ona przeholowana na głębszą wodę na Zatoce Gdańskiej, gdzie powoli się zanurzy, tak aby Wicher zaczął samodzielnie unosić się na wodzie. Po tym wszystkim zostanie na powrót przeholowany do nabrzeża stoczniowego, gdzie przejdzie trwające jeszcze lata prace wyposażeniowe. Równocześnie w zwolnionej hali na brzegu będzie prowadzona budowa drugiego okrętu typu Miecznik, przyszłego ORP Burza. Jednocześnie trwają już wstępne prace nad kadłubem trzeciej jednostki serii, ORP Huragan. Nazwy są historyczne, ORP Burza i ORP Wicher były dwoma pierwszymi niszczycielami II RP, zbudowanymi we Francji. ORP Huragan miał być drugim dużymi niszczycielem typu Grom, które planowano zbudować już w Polsce w stoczni w Gdyni, ale prace przerwała wojna.

Takich jeszcze nie mieliśmy

Trzy fregaty typu Miecznik są więc największymi okrętami kiedykolwiek budowanymi w Polsce. Nie licząc okrętów kajzerowskich Niemiec z okresu I wojny światowej i wcześniej, powstających w stoczniach w Szczecinie, Gdańsku i Elblągu.

Dotychczas największą jednostką wojenną zbudowaną w polskiej stoczni był ORP Ślązak, korweta patrolowa zwodowana w 2015 roku. W pełni gotowa do walki wypiera około 2,5 tysiąca ton. Fregaty typu Miecznik są zdecydowanie większe i mają wypierać do około 7 tysięcy ton. Ich kadłuby są długie na 138 metrów, szerokie na 20 i mają się zanurzać na 5,5 metra pod linię wody. W porównaniu do światowych standardów będą więc jednymi z większych przedstawicieli klasy fregat i jednymi z największych okrętów na Bałtyku.

Mieczniki są zaprojektowane jako okręty wielozadaniowe. Mają więc szeroką gamę uzbrojenia i wyposażenia umożliwiającego im walkę z celami w powietrzu (pionowe wyrzutnie mieszczące do 128 rakiet przeciwlotniczych CAMM, w przyszłości może też dalszego zasięgu CAMM-ER i CAMM-MR), dwie wyrzutnie z łącznie ośmioma rakietami przeciwokrętowymi NSM (z ograniczoną możliwością atakowania celów lądowych), dwie wyrzutnie z czterema torpedami MU90 do zwalczania okrętów podwodnych, a do tego działo i działka automatyczne przeznaczone głównie do samoobrony na krótkich dystansach przed tym, co lata i pływa. Wszystko spięte nowoczesnym systemem dowodzenia i podpiętymi pod niego radarami oraz systemem walki elektronicznej. Zestaw, którego nie powstydziłyby się czołowe floty NATO. Za napęd służą cztery duże silniki diesla, napędzające razem dwie śruby. Okręty mają być w stanie osiągnąć w sytuacji awaryjnej 28 węzłów, czyli nieco ponad 50 km/h. Załoga ma liczyć około 120 osób, a na okręcie ma być miejsce na tymczasowe zaokrętowanie dodatkowych 60 (na przykład żołnierzy sił specjalnych, załóg śmigłowców czy dodatkowych oficerów sztabowych, gdyby okręt miał pełnić funkcje kierowania zespołem kilku okrętów).

Aktualny harmonogram budowy jednostek typu Miecznik zakłada, że Wicher zostanie przekazany flocie pod koniec 2029 roku. Uprzednio musi jednak zostać nie tylko wyposażony (aktualnie ma zamontowany głównie napęd), ale też gruntownie przetestowany jako pierwszy z serii. Wiąże się z tym duże wyzwanie wynikające z tego, że tak dużych i skomplikowanych okrętów w Polsce nigdy nie budowano. Zrobienie wszystkiego, co zaplanowano w nieco ponad trzy lata, będzie nie lada osiągnięciem. Można się więc spodziewać opóźnień.

Jedno już było, bo pierwotnie koniec prac na Wichrze planowano na rok 2028. Druga w serii Burza ma trafić do służby w 2030 roku, a Huragan w 2031. Kiedy już to się uda, oby blisko założonych terminów, polska flota zostanie znacząco wzmocniona. Można zaryzykować twierdzenie, że nigdy w historii nie miała tak silnego zespołu okrętów, jakim będzie trójka Mieczników.

Przełom, który wymaga jeszcze czasu

Program budowy fregat został zapoczątkowany na dobre w 2021 roku, po dekadzie deliberacji i planowania. Dopiero za ministra Mariusza Błaszczaka znalazły się odpowiednie pieniądze w budżecie MON i podpisano stosowną umowę. Po kilku aneksach jej koszt jest szacowany obecnie na około 15 miliardów złotych – podaje Tomasz Dmitruk z „Dziennika Zbrojnego”. Liderem prac nad okrętami jest państwowa Polska Grupa Zbrojeniowa. Ważnym partnerem jest jednak brytyjski koncern Babcock, którego projekt uniwersalnej fregaty Arrowhead 140 został zakupiony jako baza pod Mieczniki. Ponieważ w Polsce tego rodzaju okręty nigdy nie powstawały, nie było więc doświadczenia w ich projektowaniu. Żeby ograniczyć ryzyko, koszty i oszczędzić czas, sięgnięto więc po projekt brytyjski, który bazował z kolei na wcześniejszych rozwiązaniach duńskich w postaci fregat Iver Huitfeldt. Także większość wyposażenia jest importowana, ponieważ w Polsce nie było nigdy wielkiego zapotrzebowania na zaawansowane systemy okrętowe, więc nie ma też adekwatnych rozwiązań w przemyśle. Głównym krajowym wkładem w cały projekt jest więc budowa kadłubów i tak zwana integracja, czyli połączenie go wraz ze wszystkimi klockami wyposażenia w sprawnie działającą całość.

Nie wszystko w programie Miecznik idzie jednak idealnie. Pominąwszy roczny poślizg czasowy, nadal nie rozwiązano dwóch istotnych kwestii. Po pierwsze fregaty są przystosowane do posiadania dużych śmigłowców, których zadaniem byłoby głównie polowanie na okręty podwodne. Jest odpowiednie lądowisko i hangar. Niestety dotychczas nie zakupiono jednak stosownych śmigłowców w ramach programu o nazwie Kondor i nie wiadomo, kiedy może się to stać. Drugim istotnym problemem są wspomniane wcześniej rakiety przeciwlotnicze CAMM. Nie te podstawowe, ale te o wydłużonym zasięgu oznaczone literami -ER, albo o zasięgu średnim oznaczone -MR. Dopiero z tymi ostatnimi Mieczniki staną się naprawdę groźnymi okrętami obrony przeciwlotniczej znacznego obszaru. Podstawowe rakiety CAMM nadają się raczej do obrony samego okrętu i najbliższego otoczenia, bo mają zasięg około 25 kilometrów. Na razie nie ma jednak konkretnych informacji o planach uzbrojenia Mieczników w ich wersje o dłuższym zasięgu. Jak podawał niedawno portal „Defence24”, oficjalnie stosowne prace na razie nie są prowadzone.

Biorąc pod uwagę to, jak bardzo obciążony innymi zamówieniami jest budżet MON, można przypuszczać, że aktualnie na Kondory i dozbrojenie Mieczników w lepsze rakiety, po prostu nie ma pieniędzy. Marynarka Wojenna zawsze miała niski priorytet finansowania w porównaniu do Wojsk Lądowych i Sił Powietrznych. Tak samo jest i teraz. W tym kontekście istotnym faktem jest to, że w ogóle zapewniono finansowanie dla zakupu całego niezbędnego wyposażenia dla wszystkich trzech Mieczników, ponieważ początkowo zamówiono tylko dla Wichra.

Niezależnie od tych problemów, trzy nowe fregaty będą filarem polskiej floty na wiele lat. Kiedy już w drugiej połowie przyszłej dekady wszystkie będą w służbie i z wyszkolonymi załogami, a obok nich będą trzy nowe okręty podwodne Orka, trzy zmodernizowane okręty rakietowe typu Orkan i liczne grono niszczycieli min Kormoran, to Marynarka Wojenna RP będzie dysponowała potencjałem, jakiego nie miała jeszcze nigdy. Zwłaszcza w porównaniu do tego, w jakiej zapaści znajduje się obecnie. Byle do końca przyszłej dekady i byle starczyło pieniędzy oraz ludzi dla wojska. Co jak przestrzegaliśmy, nie jest takie pewne.

Share.
Exit mobile version