Prezydent zwrócił się między innymi do mieszkańców i społeczników Woli, ale również harcerzy, jako „spadkobierców Szarych Szeregów”, a w trakcie przemówienia podziękował im za utrzymanie pamięci o tragedii nie tylko w rocznice sierpniowe.
Powstanie warszawskie bitwą o Polskę
– Powstanie warszawskie było bitwą o Polskę i oswobodzenie się z hekatomby niemieckiej okupacji, ze zła, które toczyło Rzeczpospolitą od roku 1939. W powstaniu warszawskim była walka, dlatego od 2 dni oddajemy hołd i modlimy się za tych, którzy bili się i polegli i dziękujemy za to, że wciąż ponad 100 powstańców warszawskich jest z nami – powiedział Karol Nawrocki na wstępie.
Wspomniał również, że odegrało ono istotną rolę w obliczu zachowania niepodległości przed nadchodzącą Armią Czerwoną, czyli „kolejnego zła, które od roku 39, najpierw w sensie sojuszniczym, a później wciąż w sensie mentalnym było takie samo jak zło niemieckie” – Powstańcy bili się o to, by Polska była niepodległa w obliczu dwóch systemów totalitarnych – stwierdziła głowa państwa.
Niezasłużone cierpienie cywilów
– Powstanie warszawskie to nie tylko walka, to także cierpienie niezasłużone, cierpienie tych, którzy nie byli gotowi do tego, aby bić się w szeregach Armii Krajowej i innych organizacji niepodległościowych. (…) Cierpienie niewinnych ofiar, mordowanych kobiet, dzieci, starców, tych, którzy mieli po prostu pragnienie przeżycia strasznej niemieckiej okupacji. Warszawska Wola jest tego najtragiczniejszym symbolem i przykładem. Każda klatka, każda brama, każdy chodnik warszawskiej Woli jest skropiony krwią cywilów, których mordowali Niemcy z brutalnością, zezwierzęceniem. I dlatego dzisiaj tutaj jestem jako prezydent Polski, aby powiedzieć, że Polska pamięta o cywilach, ofiarach powstania Warszawskiego, o ponad 50 tysiącach zamordowanych cywilów i mieszkańcach Woli – podkreślił Karol Nawrocki.
>>>>> „Do upadłego gwałcili”. Bez prawdy o kobietach z Zieleniaka, nie ma prawdy o powstaniu warszawskim. Magdalena Karst-Adamczyk rozmawia z autorką książki o zbrodni popełnionej na mieszkankach Ochoty >>>>>
– Statystyka jest najmniej emocjonalnym wyrazem każdej historii, także historii zbrodni i rzezi Woli. Gdy słyszymy, że zginęło ponad 50 tys. osób, to widzimy liczby. (…) Ale my, współcześni, powinniśmy sobie wyobrazić, że śmierć jednego człowieka jest dla każdego z nas ogromną tragedią (…) Chciałbym, abyśmy za tymi liczbami widzieli twarz konkretnych ludzi, którzy oddali swoje życie i zostali przez Niemców zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami i tylko dlatego, że w sierpniu roku 1944 mieszkali w Warszawie – dodał.
Brak rozliczenia sprawców
Prezydent zaznaczył też, że oburzający jest brak odpowiedzialności za rzeź Woli. – Żaden z dowódców, żaden z tych barbarzyńców, którzy mordowali i wydawali polecenia, nie poniósł odpowiedzialności po roku 1945, a część robiła nawet karierę samorządową w Niemczech. To apel do całego świata – z Warszawy, z Woli, gdzie Niemcy zamordowali ponad 50 tys. Polaków, w tym kobiety i dzieci. Świat nie będzie lepszy, świat nie będzie dobry, jeśli dyktatorów, morderców i zwyrodnialców nie będzie rozliczał z tego, co zrobili. Świat nie posunie się do przodu i nie pomogą żadne rezolucje, konwencje i dyskusje na wszelkich forach świata, jeśli tych, którzy mordowali kobiety i dzieci, świat nie będzie miał odwagi potępić. Wówczas po roku 1945 i dziś, w XXI wieku – podsumował Karol Nawrocki, kończąc słowami „Niech żyje Polska”.
Rzeź Woli miała miejsce w pierwszych dniach powstania warszawskiego i była najbardziej dotkliwym przykładem dokonywanych w jego trakcie mordów. Szacunki w liczbie ofiar wahają się między 30 a 65 tysięcy ludzi. Himmler nakazał zabijać wszystkich, podpalać budynki i nie brać jeńców. W pacyfikacji Woli brała m.in. otoczona złą sławą dywizja SS Dirlewanger złożona z kryminalistów.
Jeden z przywódców oddziałów dokonujących masakry generał von dem Bach-Zalewski został po wojnie skazany jedynie na niewielką karę, ale nie za zbrodnie w Polsce. Jeszcze większą odpowiedzialność za rzeź ponosił dowódca SS Heinz Reinefarth. Mimo żądań ekstradycji nie został on wydany Polsce, a po krótkim areszcie zwolniono go z braku dowodów. W 1951 roku został burmistrzem zachodnioniemieckiego miasta Westerland, a władze RFN przyznały mu nawet rentę generalską.


