
Rozkładanie domów z płyt i blachy, pakowanie kuchenek, szaf i zbiorników z wodą na przyczepy i ostatnie spojrzenie na to, co jeszcze niedawno było największą – i ostatnią tak dużą – beduińską wsią w południowej Dolinie Jordanu. To wszystko pod okiem dziennikarzy, aktywistów, którym mimo wysiłków nie udało się zatrzymać wysiedlenia oraz izraelskich osadników, przez których Palestyńczycy opuszczają swoją ziemię. Tak wyglądały ostatnie dni wsi Ras Ein al-Audża.
Gazeta.pl odwiedziła mieszkańców społeczności w grudniu 2025 roku (poniżej link do reportażu z tej wizyty). Mówiono nam wtedy o narastającej presji izraelskich osadników.
W styczniu br., po kolejnych atakach osadników, dwie duże rodziny zdecydowały się opuścić wieś. Po tym presja tylko wzrosła, aż wszyscy mieszkańcy postanowili wyjechać, choć mówili, że nie wiedzą, dokąd mieliby się udać.
„Miesiące nieustannych aktów przemocy ze strony wspieranych przez państwo izraelskie milicji osadników, żołnierzy i sił policyjnych osiągnęły swój cel: ostatnie rodziny, pozostające w palestyńskiej społeczności, opuściły ją w tym tygodniu” – napisała 26 stycznia izraelska organizacja broniąca praw człowieka B’Tselem.
Teraz ta część Doliny Jordanu – niegdyś miejsce życia pasterskich społeczności – nie ma już palestyńskich mieszkańców. B’Tselem podkreśla, że to część szerszego trendu. Od października 2023, kiedy trwała wojna w Strefie Gazy (drugiej z palestyńskich enklaw), Izrael przymusowo wysiedlił 45 społeczności palestyńskich na Zachodnim Brzegu, liczących co najmniej 3501 osób.
Otoczeni
Zachodni Brzeg to palestyńskie terytorium okupowane przez Izrael od prawie 60 lat. Przez cały okres okupacji obywatele Izraela – często przy wsparciu państwa – zakładają tam tak zwane osiedla i posterunki. Choć jest to nielegalne w świetle prawa międzynarodowego, to w ten sposób – metodą faktów dokonanych – osadnicy zajmują kolejne części palestyńskiego terytorium.
Od 2023 roku w okolice Ras Ein al-Audża sprowadziło się ponad 100 osadników. Wieś została otoczona przez osady.
Osadnicy codziennie nękali mieszkańców. Wchodzili ze swoimi stadami owiec do środka wsi, potrafili wtargnąć do domów. Byli uzbrojeni, czasem w kije, czasem – w długą broń. Kradli owce, które stanowią podstawowe źródło utrzymania pasterskiej społeczności. Atakowali nawet dzieci w drodze do szkoły.
Choć wieś powstała w tym miejscu ze względu na płynący obok strumień, to od ponad roku palestyńscy mieszkańcy byli od niego odcięci. Osadnicy nie pozwalali im z niego korzystać ani na własne potrzeby, ani do wypasu zwierząt. Chwalił ich za to Becalel Smotricz, izraelski minister finansów. Skrajnie prawicowy polityk wspiera ruch osadników na palestyńskim Zachodnim Brzegu i nazwał „przejęcie kontroli” nad strumieniem „efektem wspaniałej pracy”.
Patrząc okupacji w oczy
Koalicja organizacji, w tym izraelska grupa „Patrząc okupacji w oczy”, starała się w sposób pokojowy bronić palestyńskich mieszkańców przed osadnikami. Liczyli, że ich obecność i nagrywanie działań osadników zniechęci ich do przemocy – to działanie, które nazywają „ochroną przez obecność”. Jak zwraca uwagę izraelski dziennik „Haaretz”, Ras Ein al-Audża utrzymała się, kiedy inne społeczności były wysiedlane, także z innych powodów. Była stosunkowo dużą wsią, a ziemia, na której żyli, była udokumentowaną historycznie palestyńską własnością.
Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat ataki nasilały się. Nie była to tak ekstremalna przemoc, jak w niektórych innych częściach Zachodniego Brzegu – jak pogromy, masowe palenie domów i samochodów – ale osadnicy uniemożliwiali normalne życie. Palestyńscy pasterze nie mogli paść swoich owiec, a osadnicy kradli zwierzęta, wpędzając ich w ubóstwo. Ludzie bali się opuścić wieś, bo samochody – w tym autobusy szkolne – były obrzucane kamieniami.
Jak zwraca uwagę „Haaretz”, wszystko odbywało się pod okiem izraelskiego wojska i policji. Palestyńczycy mówili, że gdyby oni spróbowali odepchnąć osadnika – nawet gdy ten wtargnął do ich domu – narażali się co najmniej na aresztowanie. Tymczasem osadnicy pozostawali kompletnie bezkarni mimo stosowania przemocy i kradzieży.
Przełom roku przyniósł kolejne ataki: spuszczanie wody ze zbiorników (mieszkańcy musieli kupować ją w cysternach, od kiedy zostali odcięci od strumienia), rzucanie kamieniami w dzieci w drodze do szkoły. Jak relacjonuje grupa „Patrząc okupacji w oczy”, jednego dnia osadnicy – pod okiem wojska – wjechali do wsi dwoma traktorami i zaczęli orać drogi i podwórka.
W końcu wszystkie rodziny zdecydowały się opuścić wieś. Pod okiem aktywistów – i osadników – rozebrali domy na tyle, na ile byli w stanie i wyjechali.
Infrastruktura wsi zniknęła. Nie ma już szkoły, nie ma prądu, drogi nie są bezpieczne, a ich owce są tu bez przerwy. Rozebranie swojego domu własnymi rękami pod przymusem – w jakim świecie może się to zdarzyć? To nasze trzecie wysiedlenie: 1948, 1967, a teraz 2026 – mówił dziennikarzom „Haaretz” jeden z mieszkańców.
Zarówno „Patrząc okupacji w oczy” i B’Tselem nazywają działania osadników i państwa izraelskiego „czystką etniczną” na Palestyńczykach.
Społeczność otrzymywała polską pomoc
Ras Ein al-Audża była jedną ze społeczności, do których docierało wsparcie Polskiej Misji Medycznej (PMM), finansowane przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Sprawę komentuje już Polska Misja Medyczna. Dzięki działaniom organizacji i finansowaniu MSZ do wsi raz w tygodniu przyjeżdżała „mobilna przychodnia”, czyli karetka Palestyńskiego Towarzystwa Pomocy Medycznej (PMRS) z lekarzami i pielęgniarkami. Stanowiła ona dla mieszkańców jedyną szansę na dostęp do opieki zdrowotnej, bo ze względu na przemoc osadników i ubóstwo nie byli w stanie jeździć do szpitala w mieście.
Wysiedlenie jest bezpośrednim skutkiem długotrwałych, agresywnych i systemowych działań izraelskich osadników, realizowanych przy wsparciu władz izraelskich i wojska. To kolejny przykład sytuacji, w której palestyńskie społeczności beduińskie – pozbawione ochrony, podstawowych usług publicznych oraz międzynarodowego zainteresowania – stają się szczególnie narażone na przemoc, grabież ziemi i przymusowe przesiedlenia – komentuje PMM.
Organizacja zapewnia, że mimo wysiedlenia będzie monitorować los społeczności i – w miarę możliwości – kontynuować wsparcie dla jej członków. Jak podkreśla „pozostawienie tych społeczności bez wsparcia oznacza w praktyce przyzwolenie na ich bezbronność wobec przemocy i niesprawiedliwego procesu wyludniania palestyńskich społeczności z ich ziemi”.
„Jednocześnie zapewniamy, że kontynuujemy intensywne działania na rzecz wsparcia zdrowia fizycznego i psychospołecznego oraz dostępu do opieki medycznej w pozostałych ośmiu palestyńskich społecznościach beduińskich objętych naszym programem w ramach „Polskiej Pomocy”. Będziemy także dążyć do rozszerzenia obszaru wsparcia na kolejne społeczności, aby zapobiegać powielaniu losu Al-Oja Kaabneh i wielu innych rodzin brutalnie zmuszonych do opuszczenia swoich domów” – informuje Polska Misja Medyczna.
Nie możemy – jako społeczność humanitarna – pozostawić tych ludzi samych. Brak pomocy i obecności oznacza ułatwienie dalszych wysiedleń i pogłębianie procesu systemowego niszczenia palestyńskich społeczności beduińskich,.
Możesz wspierać pomoc Polskiej Misji Medycznej w Palestynie:
- ustaw płatność cykliczną w Twoim banku na działania PMM lub na pmm.org.pl/wplacam
- przekaż darowiznę na numer konta Polskiej Misji Medycznej: 40 1030 1508 0000 0008 2378 3004
- wpłać za pośrednictwem BLIK na numer biura Polskiej Misji Medycznej: 575 222 705











